Free Web Site - Free Web Space and Site Hosting - Web Hosting - Internet Store and Ecommerce Solution Provider - High Speed Internet
Search the Web
Raport z przebiegu i analiz Zlotu "Wszewilki-2006"
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
18 marca 2007


Klikaj odnów jeśli tekst został ucięty

Pamiętaj że jakaś mroczna siła nieustannie sabotażuje strony totalizmu. Dlatego ignoruj lub deletuj wszelkie błędy lub banery jakie będą starały się powstrzymać cię przed przeczytaniem tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Raport Zlotu "2006"

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Poprzedni Zlot "2006"

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Miasto Milicz

Św. A. Bobola

Bitwa o Milicz

Wrocław

Malbork

O Bogu

Nirwana

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Prawda

Zło

Antychryst

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

O mnie (dr Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X


(English here:)

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Milicz

Wrocław

Malbork

About God

Nirvana

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Truth

Evil

Antichrist

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

About me (Dr Jan Pająk)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na "Menu 2".)



Menu 3:

(Alternatywne adresy internetowe tej strony, np.:)

energia.sl.pl

members.fortunecity.com

milicz.fateback.com

propulsion.250free.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

a.1asphost.com/Tapanui

evil.0me.com

extraordinary.biz.ly

i.1asphost.com/1964

nirwana.terramail.pl

anzwers.org/free/wroclaw

bandits.netfast.org

two.xthost.info/evidence

god.43i.net

god.ez-sites.ws

gravity.my-place.us

healing.happyhost.org

gravity.my-place.us

karma.freewebpages.org

parasitism.about.tc

rubik.hits.io




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)

W sobotę dnia 8 lipca 2006 roku w dolnośląskiej wsi Wszewilki odbył się historycznie ogromnie ważny Zlot zwolenników filozofii zwanej totalizmem, Niniejsza strona internetowa prezentuje raport z przebiegu tego Zlotu, a także z jego analiz, następstw, oraz wniosków i usprawnień które dzięki owemu Zlotowi mogły zostać osiągnięte.

Odnotuj, że aby uzyskać pełny obraz owego historycznego Zlotu Wszewilki-2006 wskazana jest znajomość innych stron jakie również dotyczą tego Zlotu. Owe inne strony obejmują: (a) stronę przygotowanie Zlotu "Wszewilki-2006" która opisuje podłoże motywacyjne, zaplanowany przebieg, oraz cele zamierzone do osiągnięcia przez ów pierwszy Zlot "Wszewilki-2006", (b) stronę unieważniony Zjazd "Wszewilki-2007" która m.in. wyjaśnia jak Zlot "Wszewilki-2006" wyewolucjonował się z zaplanowanego wcześniej Zjazdu "Wszewilki-2007", (c) stronę o wsi Wszewilki która m.in. wyjaśnia dlaczego owa wieś Wszewilki jest warta zwiedzania oraz co jest w niej najbardziej interesującego, a także (d) stronę Wszewilki-Milicz opisującą co i w jaki sposób warto zwiedzać we wsi Wszewilki oraz w pobliskim mieście Miliczu.


#1. Dlaczego warto zapoznać się z niniejszą stroną internetową:

       Istnieje cały szereg powodów dla jakich warto starannie zapoznać się z niniejszą stroną internetową, szczgólnie jeśli czytelnik jest zwolennikiem totalizmu, lub jeśli ma zamiar zwiedzić w najbliższej przyszłości wieś Wszewilki. Wymieńmy tutaj najważniejsze z owych powodów:
       (1) Poznanie czego dokładnie należy się spodziewać po przybyciu na któryś z następnych Zlotów we wsi Wszewilki. Jeśli kogoś zainteresowały sprawy poruszone na stronie internetowej o wsi Wszewilki, zaś w efekcie tego zainteresowania chciałby dokładnie zwiedzić i poznać ową wieś, wówczas strony internetowe poświęcone temu zwiedzaniu, np. strona Wszewilki-Milicz, rekomendują z naciskiem aby z całego szeregu względów zwiedzania tego dokonać właśnie w dniu któregoś z kolejnych zlotów totalizmu w owej wsi. Z kolei przybywając na taki zlot, dobrze jest posiadać relatywnie dokładny pogląd czego się na owym zlocie spodziewać. Niestety, poglądu owego nie daje się wpoić czytelnikowi jedynie za pomocą treści strony która koordynuje ów kolejny zlot, np. strony o Zlocie Wszewilki-2007. Wszakże objętość każdej strony jest ograniczona pamięcią serwerów i szybkością przesyłu informacji przez internet, zaś aby takie strony koordynujące mogły wypełnić swoje funkcje koordynowania muszą się głównie skupić na owym koordynowaniu. Dlatego aby faktycznie wyrobić sobie pogląd czego się spodziewać na zlotach totalizmu, dobrze jest poczytać strony zawierające po-zlotowe raporty, takie jak niniejsza.
       (2) Poznanie co faktycznie "jest grane" z tymi zlotami we Wszewilkach. Normalne zloty posiadają jednopoziomowy cele. Przykładowo, ich celem jest albo (a) dostarczenie uciechy ich uczestnikom (tj. spowodowanie że każdy uczestnik potem może stwierdzić "byłem tam i było bardzo fajnie"), albo (b) zaspokojenie jakichś ambicji ich uczestników (np. spowodowanie że każdy uczestnik potem może stwierdzić "faktycznie wspiąłem się z innymi na czubek owej góry"), albo (c) wypełnienie tego czego od uczestników spodziewają się inni (np. spowodowanie że każdy uczestnik potem może stwierdzić "byłem kiedyś w Częstochowie), albo też jeszcze jakiś inny jednopoziomowy cel. Tymczasem ze Zlotami we Wszewilkach jest całkowicie odmiennie. Ich cele są wielopoziomowe. Przykładowo, aby przyciągać do siebie uczestników oraz powodować że na Zloty te ktoś faktycznie przybędzie, Wszewilki ciągle muszą zapewniać spełnienie tych samych celów podstawowych jak te opisane powyżej w (a) do (c) dla zwykłych zlotów. Jeśli bowiem Wszewilki nie spełnią owych celów, na Zloty te nikt nie przybędzie, a stąd nie będą one również mogły osiągnąć celów o wyższych poziomach. Jednak na dodatek do owych celów podstawowych, Zloty we Wszewilkach są faktycznie bitwami z potężną mroczną mocą jaka okupuje naszą planetę, a jakiej charakter najlepiej wyjaśnia strona zło. Zloty we Wszewilkach mają więc dodatkowo nałożony na siebie cel drugiego poziomu jakim jest "moralne wygranie bitew" z ową mroczną mocą (co dokładnie to oznacza, wyjaśnione to będzie w dalszej części tej strony). Na dodatek do tych dwóch, Zloty we Wszewilkach mają do osiągnięcia jeszcze cel trzeciego poziomu (tj. napędzać ewolucję organizacyjną i świadomościową totalizmu), który z uwagi na jego odrębny charakter opiszę w oddzielnym (następnym) paragrafie.
       (3) Ewolucja dorobku organizacyjnego i świadomościowego totalizmu. Totalizm jest filozofią, a nie ruchem ekonomicznym czy politycznym. Jako taki, totalizm przykładowo nie ma funduszy aby się rozwijać czy opłacać wsparcie fachowców. Dlatego też wszystko co dla niego jest czynione, dokonywane zostaje bezinteresowanie na zasadzie amatorskiego hobby i czyjejś niewykorzystanej zdolności przerobowej. Totalizm nie ma też doświadczonych kadr ani wlasnego dorobku organizacyjnego. Aby więc przy braku funduszy wyszkolić sobie kadry z owych amatorów którzy nie mają żadnego doświadczenia organizacyjnego ani pełnej świadomości tego co naprawdę jest grane, totalizm musi uczyć się na własnych błędach. Znaczy musi realizawać swoje zamiary za pomocą tych ludzi którzy się ochotniczo zgłaszają do zrealizowania jego zadań, potem zaś analizować błędy jakie zostały popełnione podczas tej realizacji oraz edukować na tych błędach swoje kadry, tak aby następnym razem wszystko zrealizowane zostało z większą doskonałością.
       (4) Nadanie większej przeźroczystości działaniom totalizmu. Większość ludzi którzy czasami zaglądają na blog totalizmu w przerwach pomiędzy wieczorną kanapką i ciekawym filmem w telewizji, zwykle nie rozumie, że droga którą ja staram się totalizm prowadzić posiada moralne uzasadnienie w każdym swoim punkcie. Ludzie ci zwykle posiadają własne interpretacje tego co wokół nich się dzieje i dlatego nie rozumieją co poszczególne posunięcia totalizmu faktycznie znaczą ani czym są motywowane. Dlatego poprzez staranne wyjaśnienie na tej stronie dlaczego ja podejmuję takie a nie inne dycyzje albo zakazy, jednocześnie czynię postępowanie totalizmu bardziej przeźroczyste. Każdy może więc teraz sprawdzić co motywuje dane działania i dlatego są one takie a nie inne. Należy wszakże pamiętać, że ja wcale nie jestem totalizmem, a jedynie obecnym ludzkim kierowcą symbolicznego wehikułu tej filozofii. Totalizm można bowiem porównać do symbolicznego samochodu poruszającego się po wyboistej i pełnej przeszkód drodze. Zasady działania i możliwości manewrowe owego symbolicznego samochodu, a także jakość drogi po jakiej się on porusza, są niezależne ode mnie, ponieważ podyktowane są przez prawa wszechświata w jakim wszyscy żyjemy, przez naturę ludzką, przez działania wrogów totalizmu, itp. Ja jedynie staram się wykorzystać owe zasady działania, możliwości manewrowe oraz sytuację na drodze (czyli wykorzystać prawa wszechświata i wszystko to co jest mi wiadomo), aby doprowadzić ów samochód bezpiecznie do wytyczonego mu celu (jakim jest upowszechnienie i ugruntowanie totalizmu w naszej cywilizacji). Jak zaś dokonuję owego prowadzenia tego symbolicznego samochodu, oraz dlaczego wywijam nim określona trajektorię na drodze, chcę to pokazać wszystkim zainteresowanym poprzez uczynienie przeźroczystym powodów i następstw wszystkiego co czynię.


#2. Jakie zdarzenia miały miejsce na boisku Wszewilek podczas Zlotu Wszewilki-2006 - opis odtworzony ze skąpych raportów jakie na ten temat otrzymałem:

       Raporty jakie otrzymałem w sprawie Zlotu "Wszewilki-2006" są bardzo skąpe i nieprecyzyjne. Wszakże jak wszystko w totaliźmie, zostały one przygotowane przez nieopłacanych amatorów, którzy nie mają doświadczenia w sporządzaniu raportów. Niemniej nawet na podstawie owych skąpych i nieprecyzyjnych raportów jakie otrzymałem, możliwe się stało odtworzenie najważniejszych zdarzeń jakie w sobotę dnia 8 lipca 2006 roku nastąpiły w punkcie zbiorczym Zlotu "Wszewilki-2006", czyli na boisku sportowym Wszewilek. Oto owe zdarzenia:
       (1) Ktoś. Ktoś przybył na boisko Wszewilek w środku nocy. Na temat tego przybysza nic mi nie wiadomo, poza faktem że przybył tam już nocą, oraz że koniec nocy i poranek spędził śpiąc na boisku. Nie wiem nawet czy była to jedna osoba, czy para osób, ani czy ten ktoś spał w śpiworze czy też w namiocie. Jedyna informacja którą otrzymałem na ten temat, to referencje do owego przybyłego w rodzaju "ktoś tam już spał", "nie chieliśmy tego kogoś budzić", itp. Nie otrzymałem też żadnego raportu od owego przybyłego.
       (2) "Atrakcje" UFOnautów. Tuż przed nastaniem świtu na boisku sportowym Wszewilek zaistniało coś nietypowego. Wszystkie bowiem okoliczne psy zaczęły we Wszewilkach wściekle szczekać i wyć. Z moich zaś doświadczeń wynika, że takie wściekłe ujadanie i wycie psów typowo oznacza przybycie wehikułu UFO. Zwykłe bowiem działania ludzkie indukują reakcję tylko najbliższego psa. Najprawdopodobniej więc w owym czasie na boisko przybył wehikuł UFO albo aby sprawdzić jak wygląda uczestnictwo w Zlocie, albo aby dowieść na miejsce swojego szpiega, albo też aby zrealizować którąś z "atrakcji" które UFOnauci obiecali zafundować temu Zlotowi. Ciekawe czy owa osoba (albo osoby) nocująca na boisku Wszewilek i opisana w (1) powyżej odnotowała przybycie tego UFO, a także czy osoba ta wykonała jakieś zdjęcia. A może to właśnie wówczas wehikuł UFO przywiózł na boisko owego "kogoś" z (1), zaś ów "szpieg UFOnautów" opisany poniżej w (5) był po prostu tym samym "kimś" co ów opisany w (1).
       (3) Przybycie pierwszego samochodu. Miało ono miejsce bardzo wczesnym rankiem. W czasie dojazdu w samochodzie tym odpadła jednak rura wydechowa. Po przybyciu na boisko przybyły odnotował że ktoś już tam śpi. Jednak poczuł się ogromnie zawiedziony że na boisku brakowało tłumów przyjezdnych. Stąd bez nawet próby nawiązania rozmowy z owym kimś śpiącym, wsiadł on w swoj samochód aby pojechać do machanika naprawić uszkodzoną rurę wydechową.
       (4) Pogoda. Od rana aż do około południa we Wszewilkach panowała słoneczna, bezchmurna i bezwietrzna, pogoda. Dopiero nieco po południu na niebie zaczęły się zbierać chmury.
       (5) Prawdopodobny "szpieg UFOnautów". Niemal wszyscy przybyli na boisko raportowali, że jakiś "miejscowy" opalał się na boisku, oraz że nie mogli się zdobyć aby do niego podejść i porozmawiać. Na co jednak nie zwrócili oni uwagi, to że kiedy on już się opalał ciągle było za wcześnie na opalanie, oraz że UFOnauci wysłani na jakąkolwiek misję zwykle emitują z siebie telepatyczny nakaz aby do nich się nie zbliżać. Dlatego ja wierzę, że ów tajemniczy opalający się już od wczesnego ranka kiedy ciągle brakuje słońca, był UFOnautą, a ściślej szpiegiem UFOnautów przysłanym na owo boisko aby filmować cały przebieg Zlotu. Nie otrzymałem informacji o której godzinie ów przybysz zakończył swoją misję i się ulotnił. Mam nadzieję że ktoś wykonał jego zdjęcie, lub chociaż dokładnie przyglądnął się jego anatomii i wyglądowi twarzy, teraz zaś potrafi je nam opisać. Wszakże nie często ma się okazję spotkania "szpiega UFOnautów" i utrwalenia dla siebie i innych szczegółów jego wyglądu i anatomii. W tamtym zaś przypadku widok kogoś opalającego się kiedy ciągle jeszcze nie było słońca powinien uświadomić przybyłym totaliztom że coś tu jest nie tak, a stąd zmobilizować ich do wykonania zdjęcia temu tajemniczemu kumotrowi.
       Tak nawiasem mówiąc, znając metody działania UFOnautów, jestem pewien że wkróce po tym jak UFOnauci się dowiedzą iż za pomocą tej strony zdemaskowana została obecność na boisku Wszewilek jednego ich szpiega, wymyślą oni jakiś sposób aby nas przekonać iż wcale nie był to szpieg UFOnautów, a jakiś człowiek. (Np. ów tajemniczy ktoś nagle napisze coś na blogu totalizmu - wszakże i tak wówczas nie będziemy w stanie sprawdzić czy jest on człowiekiem.) Wszakże UFOnauci mają zasadę, że za każdym razem kiedy zostają na czymś przyłapani, mają rozkaz aby jakoś podważyć wartość dowodową tego przyłapania. W tym miejscu powinienem więc uprzedzić, że jeśli taka próba podważenia wartości dowodowej zaobserwowania obecności owego szpiega UFOnautów na boisku Wszewilek faktycznie zostanie podjęta, będzie to tylko jeszcze jedno potwierdzenie, że szpieg ten rzeczywiście tam się znajdował. Wszakże gdyby ten ktoś z boiska był człowiekiem, a nie UFOnautą, oraz miał zamiar nam się ujawnić, wtedy uczyniłby to już podczas Zlotu podchodząc i nawiązując kontakt z przynajmniej jednym z całego szeregu przybyłych tam wówczas totaliztów.
       (6) Niemal równoczesne przybycie dwóch dalszych samochodów. Miało ono miejsce około godziny 9 rano. Zawierały one dalszych uczestników Zlotu. Po krótkiej konwersacji ze sobą oba samochody odjechały, prawdopodobnie na zwiedzanie Wszewilek.
       (7) Sporadyczne przyjazdy jakichś samochodów. Czasami z nich nikt nie wysiadał, czasami zaś wysiadało kilku ludzi. Każdy też z nich wkrótce odjeżdżał, nie czekając aż następny samochód tam podjedzie. Nie posiadam jednak danych aby ustalić czy były to powtórne przybycia samochodów opisanych już powyżej, czy też następne samochody nowoprzybyłych na Zlot.
       (8) Wieczorna zagadka. Podobno późnym wieczorem po zlocie spadł deszcz a w niedzielę na boisku leżały rybki. Ta jednak informacja NIE pochodzi ze znanego mi źródła, może więc być czyimś żartem.
* * *
       Jak ujawniają to powyższe zdarzenia, których zaistnienie dotarło jakoś do mojej wiadomości, jedyną atrakcją Zlotu było zwiedzanie Wszewilek i Milicza. Nie odbyła się tam bowiem żadna z imprez towarzyszących jakie proponowane były aby przybyli sobie zorganizowali. Dla przykładu przybyła wystarczająca liczba zwolenników totalizmu aby wystawić drużynę piłkarską grającą na rzecz totalizmu, jednak nie przybył żaden przeciwnik totalizmu aby drużynie tej stawić czoła. (Dlatego w rzeczywistości ów hipotetyczny mecz piłkarski "w samo południe" faktycznie wygrali totaliźci na zasadzie "walkowera".) Co mnie w Zlocie tym zastanawia, to że na przekór iż w internecie wielu totaliztów narzeka na brak możności osobistego porozmawiania z innymi totaliztami, faktycznie ci z nich którzy spotkali się osobiście na boisku Wszewilek podczas Zlotu, unikali rozmowy i szybko rozjeżdżali się w odmiennych kierunkach. Co gorsza, prawdopodobnie nikt z nich ani dokładnie się nie przyglądnął twarzy, ani nie sfotografował, owego UFOnauty który cały czas przebywał na boisku i zapewne filmował co tam się dzieje. Ja osobiście takie niezwytłumaczone ich zachowanie tłumaczę właśnie telepatycznymi nakazami które emitowały urządzenia owego "szpiega UFOnautów" jaki skrycie sterował wszystkim co na boisku tym się działo.
       W tym miejscu powinienem też wyraźnie podkreślić, że z punktu widzenia odniesienia "moralnego zwycięstwa" opisanego w punkcie #7 poniżej, faktycznie nie ma znaczenia ilu totaliztów przybyło na dany zlot. Jest jedynie istotne aby na zlot ten przybył co najmniej jeden reprezentant totalizmu. Jednak liczba uczestników jest istotna dla odniesienia "fizycznego zwycięstwa" (patrz punkt #8 tej strony).


#3. Przebieg, wyniki i następstwa zwiedzania Wszewilek wyłaniające się z raportów uczestników Zlotu "Wszewilki-2006":

       Jak się okazuje, percepcja zwiedzania Wszewilek zależała od tego czy dany uczestnik Zlotu zabrał ze sobą kompas i wydruk z opisem szlaków wędrownych i tego co przy szlakach owych jest do zobaczenia. Bez owego wydruku i bez kompasu nie dawało się niemal niczego odnaleźć, czego świadectwem jest m.in. fragment raportu ze Zlotu, zacytowany w punkcie #4 tej strony (patrz tam niemożmość znalezienia położenia starego młyna wodnego Wszewilek, ani czakramu Milicza). Jeśli zaś bez wydruku i bez kompasu ktoś mimo wszystko zdołał odnaleźć jakiś obiekt do zwiedzania, wówczas nie miał skąd poznać ani jego znaczenia ani opisu tego na co w obiekcie tym powinien zwrócić uwagę. Dlatego w przyszłych wytycznych do zwiedzania Wszewilek szczególnie mocno musi być podkreślona konieczność przybycia do Wszewilek z wydrukiem stron opisujących miejscowe nieoficjalne szlaki wędrownie, oraz z kompasem. Oto fragment raportu tego z uczestników Zlotu "Wszewilki-2006", który zabrał jednak ze sobą wydruk opisu szlaków oraz zabrał kompas, a stąd który mógł w pełni docenić znaczenie tego co ogląda. We fragmencie tym warto również zwrócić uwagę na owo uczucie "przegranej", które tak dominowało cały Zlot "Wszewilki-2006". Oto ów fragment raportu:
"... byłem tam z kolegą, dojechaliśmy z daleka i po 10 godzinach jazdy zobaczyłem puste boisko, jakiegoś miejscowego opalającego się na nim i jedną parę przyjezdnych. Nikogo więcej. Była godzina 9.00. Nic się nie działo. Doszliśmy do wniosku, ze wrócimy tu ok.12.00 i zobaczymy, może ktoś dojechał. Nikogo, pary owej też już nie było. Nawet tego miejscowego. Szkoda. Mimo wszystko ruszyliśmy zapolować na miejsca, o których Profesor wspomina w swoich opisach szlaków Wszewilek i napstrykaliśmy trochę zdjęć. Jak mi się uda to je umieszczę do obejżenia. W odnajdywaniu miejsc pomógł nam kompas i wydruki stron. Ślady te bardzo już zmienione, niemniej dają się wyodrębnić przy odrobinie chęci i zaparcia. Warto było je zobaczyć, nie żałuję... "
       Powyższe pragnę uzupełnić informacją, że w internecie dostępne są dwie serie zdjęć wykonanych podczas Zlotu "Wszewilki-2006". Pierwsza z tych serii dostępna jest do oglądania pod adresami http://www.wszewilki.za.pl/, http://www.totalizm.info/, oraz http://free.of.pl/t/totalizm/. Z kolei drugą serię owych zdjęć, wykonaną przez innego uczestnika Zlotu, można sobie oglądać pod adresami www.totalizm.info/content/view/88/1/#2, oraz www.totalizm.info/content/view/88/51/. Oglądając owe zdjęcia, ponownie warto odnotować owe przemożne uczucia "przegranej" i żalu jakie podświadomie ze zdjęć tych się odczytuje. Uczucia te są przez nas odczytywane za pośrednictwem ESP z przeciw-materialnych duplikatów owych zdjęć, w które to duplikaty wpisane one zostały ponieważ dominowały one fotografujących w chwili wykonywania tych zdjęć. Uczucia te podświadomie odbieramy i obecnie, kiedy zdjęcia te zaczniemy oglądać.


#4. Atrakcje miasta Milicza:

       Oto jak jeden z uczestników Zlotu "Wszewilki-2006" opisuje mi w swoim raporcie korzystanie z atrakcji miasta Milicz, cytuję:
"... poszedlem pieszo do Milicza. Zwiedziłem rynek, okolice kościoła, okoliczny targ. ... poszedłem do restauracji na słynnego karpia z Milicza. Danie było naprawdę pyszne - i można powiedzieć nawet że się przejadłem, tak bardzo smakowało. ... odwiedziłem tamę na Baryczy. Pytałem wędkarzy czy znają miejsce położenia starego młyna - ale stwierdzali, że takie coś na stawach nie istnieje. Czakramu niestety nie odnalazłem, nie wiedziałem jak i w którą stronę szukać. ... Oczywiscie dokonalem wielu fotek Baryczy i tamy. ... Mam zdjęcia od godziny 6 rano (łącznie 70 foto) które dokumentują moje wędrówki. ... Postaram sie zrobić stronę internetową poświęconą Zlotowi w najbliższym czasie i zamieścić wszystkie zdjecia. ... "
       W tym miejscu przypomnę, że zdjęcia owego uczestnika Zlotu "Wszewilki-2006" można oglądać pod adresem www.wszewilki.za.pl. Z kolei miejsce w którym ów uczestnik aż tak objadł się smakowitym daniem z milickiego karpia nazywa się Restauracja "Pałacowa" (adres: ul Piłsudskiego 5, 56-300, Milicz). Strona internetowa owej restauracji dostępna jest pod adresem www.reges.pl/palacowa.htm. Tak nawiasem mówiąc, to cały obiad z daniem owego karpia kosztował 20 PLN (czyli około 5 Euro), podczas gdy samo danie z karpia kosztowało 13.50 PLN (obejmowało ono 3 olbrzymie porcje smacznego karpia).


#5. Atmosfera Zlotu "Wszewilki-2006" oraz jej faktyczne przyczyny:

       Atmosfera jaka dominowała Zlot "Wszewilki-2006" jest charakterystyczna dla tej która zawsze towarzyszy fizycznym przegranym. Mianowicie, był to głównie żal, świadomość przegranej, poczucie opuszczenia i samotności. Myślę że dobrze iż uczestnicy tego Zlotu doświadczyli i opisali mi te uczucia. Teraz bowiem zarówno oni wiedzą jak ja się czuję za każdym razem kiedy UFOnauci z sukcesem niszczą jakąś kolejną inicjatywę totalizmu, jak i ja wiem że uczucia które bez przerwy UFOnauci mi serwują są dzielone również przez innych zwolenników totalizmu. Oto przykład jak jeden z uczestników Zolotu Wszewilki-2006" opisuje uczucia jakich doświadczył po przybyciu do Wszewilek - cytuję z jego raportu:
"... Kiedy zorientowałem się, że tak naprawdę jestem sam, z jednej strony poczułem się wystrychnięty na dudka a z drugiej poczułem się wyróżniony, że to mnie się udało. ... Jeśli chodzi o odczucia co do zlotu, to mamy tutaj dwa aspekty tej sprawy. Pierwszym jest uczucie osamotnienia, które z jednej strony mnie nieco przygnębiało. Z drugiej zaś, cieszyłem się, że udało mi się dojechać. ... "
       W innym raporcie z tego Zlotu zawarty był następujący opis, cytuję:
"... W tym samochodzie było dwóch chłopaków ... mówili, że jechali 10 godzin aby tam dotrzeć i byli bardzo rozczarowani, że nikogo nie ma. Powiedzieli, że idą w takim razie pozwiedzać ... mi ich było bardzo żal. Mogli spędzić ten dzień kąpiąc się w jeziorze, a nie siedząc w samochodzie bez klimatyzacji, tłukąc się do Wszewilek ... "
       Co mnie osobiście najbardziej fascynuje w uczuciach opisywanych przez uczestników Zlotu "Wszewilki-2006", to że uczucia owe zdają się faktycznie być przyczyną a nie skutkiem. Wyjaśniając co mam tu na myśli, to większość ludzi może sądzić, że przybyli na Zlot "Wszewilki-2006" odczuwali smutek ponieważ stwierdzili że nie ma wielu współtowarzyszy z którymi mogliby dzielić przyjemność zwiedzania owej miejscowości (wszakże strony koordynujące ów Zlot informowały, że głowną atrakcją przybycia do Wszewilek jest zwiedzanie owej wioski - reszta bowiem atrakcji prawdopodobnie się nie pojawi ponieważ zależy ona od tego czy znajdą się chętni ochotnicy którzy je przygotują dla innych.) Tymczasem w praktyce zwiedzanie Wszewilek byłoby niemal takie samo, bez względu czy dokonuje się go w małej czy we większej kupie. Ponadto, przybyli ciągle mieli możność kontaktu i rozmowy nawzajem ze sobą, jednak wybrali aby porozjeżdżać się w odmiennych kierunkach. Czyli przybyli nie powinni odczuwać smutku - jednak go odczuwali. Dlatego moim zdaniem owo odczucie smutku posiada swoje źródło wewnętrzne (tj. nasze sumienie) i wcale nie wynika ono z okoliczności w jakich się ktoś znalazł, a z nakazu sumienia jakie realizuje prawo wszechświata mówiące, że za każde osiągnięcie trzeba czymś zapłacić (a więc także za to co będzie dokonane zadziałaniem "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne" - opisywanego w punkcie #7.1 tej strony, trzeba zapłacić smutkiem jaki się odczuwa w chwili wyzwalania działania owego prawa). Dowodem na poparcie tezy, że smutek odczywany w chwili doświadczenia fizycznej przegranej jest indukowany przez sumienie przegrywającego, a nie przez fakt przegrania danej konfrontacji jest fakt, że ludzie którzy przegrali coś fizycznie jednak z powodu nie spełnienia warunków opisanych w punkcie #7.3 tej strony nie wyzwolili swoją przegraną działania owego "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne" (ponieważ np. walczyli niemoralnie), faktycznie nie odczuwają smutku w momencie doświadczenia przegranej. Faktycznie ci postępujący niemoralnie u których sumienie ciągle pozostaje aktywne, odczuwają rodzaj ulgi i zadowolenia jeśli przegrają fizycznie coś w czym postępowali zdecydowanie niemoralnie.
       Powinienem dodać, że ja sam mam spore doświadczenie w sprawie uczuć przeżywanych w chwili doświadczenia kolejnej fizycznej przegranej. Wszakże UFOnauci nie szczędzą mi takich przegranych. Zgodnie też z moim doświadczeniem, owo uczucie smutku jest krókotrwałe, szczególnie jeśli jest się duchowo na nie przygotowanym. Kiedy bowiem miejsce i czas danej przegranej pozostawia się już za sobą, uczucie smutku zastępowane jest przez przemożne uczucie dumy że zdobyło się na dokonanie czegoś, czego inny bali się nawet spróbować, a także przez uczucie satysfakcji że swoim działaniem dołożyło się własny wkład do sprawy jaką uważa się za słuszną i ogromnie ważną. Według też mojego doświadczenia, owo uczucie dumy i satysfakcji jest trwalsze i dłużej pamiętane, niż byłoby np. uczucie przyjemności którą by ktoś odczuł gdyby zamiast pojechać na Zlot do Wszewilek wybrał opalanie się i kąpiel w jeziorze, czy spacer po parku.
* * *
       Uczuć jakie towarzyszą fizycznej przegranej (która ma miejsce razem z moralną wygraną) nie daje się uniknąć. Wszakże uczucia owe są rodzajem zapłaty którą trzeba uiścić aby prawa moralne mogły potem anulować naszą fizyczną przegraną i automatycznie obrócić ją w naszą fizyczną wygraną. Uczucia te jednak daje się znacznie łatwiej znieść i przetrawić jeśli jest się na nie duchowo przygotowanym. Znaczy jeśli, idąc do walki którą może się fizycznie przegrać - ale chce się moralnie wygrać, duchowo się przygotowujemy na najgorsze. (Tzn. jeśli nastawiamy się do niej duchowo w sposób który Anglicy zalecają powiedzeniem "hope for the bast but prepare for the worst" - co daje się przetłumaczyć na polski jako "miej nadzieję na najlepsze jednak przygotuj się na najgorsze"). A Wszewilki też są przecież polem bitwy (z UFOnautami). Kiedy więc ktoś udaje się w ową bitwę, powinien być duchowo przygotowany na najgorsze. Jeśli zaś jest się przygotowanym na najgorsze (w tym przypadku na fizyczną przegraną zlotu), wówczas uczucie smutku z przegranej jest łatwiejsze do przełknięcia i szybko potem zagłuszane dumą że jednak zdobyło się na odwagę dokonania tego co się uważa za słuszne, oraz uczucie zaszczytu że to nam przypadł honor. Jedynym powodem długotrwałego smutku w takim przypadku pozostaje tylko fakt, że nie ma wokoło nas owych tysięcy innych, którzy by dzielili nasz los. Aby więc w następnych zlotach przygotować lepiej duchowo przybyłych, jako trwały element stron koordynujących te zloty powinno być włączone zachęcanie do przeczytania raportów z poprzednich zlotów, znaczy m.in. przeczytanie niniejszej strony.


#6. Jakie były faktyczne cele Zlotu totalizmu "Wszewilki-2006":

       Aby zrozumieć faktyczne cele Zlotu totalizmu "Wszewilki-2006", konieczna jest przynajmniej skrótowa znajomość historii nieustannych zmagań jakie od pierwszej chwili powstania wysoce moralnej filozofii zwanej totalizm toczą się pomiędzy zwolennikami tej filozofii, a agentami upadłych moralnie UFOnautów skrycie okupujących naszą planetę i starających się spowodować całkowity upadek totalizmu. Dlatego przed omówieniem faktycznych celów tego Zlotu, najpierw skrótowo przypomnę historię owych zmagań.
       W swoich wysiłkach zniszczenia totalizmu owi agenci szatańskich UFOnautów w pierwszym rzędzie nastawili się na zdyskredytowanie twórcy totalimu, czyli mnie (dr Jan Pająk). Dlatego niemal nieustannie zastawiali na mnie najróżniejsze pułapki tak zaprojektowane, aby po moim wpadnięciu w nie mogły one dokonać kolejnego spustoszenia w mojej reputacji. Z powodu nieustannego zastawiania owych pułapek, znacząca proporcja mojego czasu tracona była na próby ich wykrywania i unikania. Przykładowo, każdy otrzymywany email zmuszony byłem sprawdzać podwójnie czy nie jest on kolejną pułapką. Na przekór tego, ciągle co jakiś czas wpadałem jednak w coraz to następne z owych pułapek. Kolejną pułapką jaką UFOnauci sobie wymyślili aby zdyskredytować mnie, a w ten sposób jeszcze bardziej pogrążyć totalizm, było zorganizowanie Zjazdu totalizmu we Wszewilkach. Ja już od pierwszego momentu odkryłem że jest to kolejna pułapka UFOnautów. Wszakże urodziłem się w owej wiosce i doskonale zdaję sobie sprawę że Wszewilki są najbardziej nieodpowiednim miejscem na świecie dla zorganizowania tam takiej imprezy. Po przemyśleniu jednak sprawy świadomie zdecydowałem się wejść w ową pułapkę. Było aż kilka powodów dla takiej mojej decyzji. Mianowicie, najważniejszym z nich był, że wiedziałem iż jeśli odmówię dania się w pułapkę tą wprowadzić, a ją publicznie zdemaskuję, wówczas UFOnauci wymyślą cały szereg następnych pułapek w jedną z których prędzej czy później i tak wpadnę. Lepiej zaś jeśli ich skonfrontuję w terenie jaki jest mi doskonale znany, czyli we Wszewilkach, niż w terenie jaki byłby dla mnie zupełnie obcy. Innym ważnym powodem było, że na krótko przed tym kiedy UFOnauci wyszli z ową pułapką Zjazdu we Wszewilkach, ich agenci zdołali całkowicie inflitrować i zniszczyć poprzednie aktywne ciało totalizmu, jakim były internetowe listy dyskusyjne tej filozofii. Dlatego zdecydowałem, że jeśli udam że daję się wprowadzić w ową pułapkę ze Zjazdem we Wszewilkach, wówczas być może będę mógł tak wymanewrować UFOnautami, aby wykorzystać ich rozbudowany i śmiertelnie efektywny aparat okupacyjny do zrekonstruowania struktury organizacyjnej totalizmu, którą to strukturę UFOnauci nieco wcześniej mi zniszczyli. Mając na uwadze powyższe powody i kilka innych, publicznie zgodziłem się na ową pułapkę zorganizowania Zjazdu totolizmu we Wszewilkach. Faktycznie też byłem zdecydowany aby Zjazd ten organizować, wykorzystując w tym celu m.in. ów morderczy aparat okupacyjny UFOnautów. Aby jednak dać sobie więcej czasu, a tym samym móc lepiej rozpracować UFOnautów, datę owego Zjazdu totalizmu we Wszewilkach wyznaczyłem na 7 lipca 2007 roku. Jak jednak się okazało, UFOnauci nie chcieli czekać ze zdyskredytowaniem mnie i totalizmu aż tak długo. Ich agenci udając zatroskanych totaliztów zaczęli więc napierać aby zorganizować dezorganizujące totalizm spotkanie znacznie wcześniej. Oczywiście wiedziałem, że jeśli spotkanie to pozostawię całkowicie pod kontrolą UFOnautów, wówczas wykorzystają je dla takiego pokierowania obradami aby kompletnie zdyskredytować i zniszczyć totalizm. Dlatego prewencyjnie wyszedłem z pomysłem internetowo koordynowanego Zlotu we Wszewilkach. Wszakże Zlot ten ponownie uniemożliwiał agentom UFOnautów zrealizowania swego planu całkowitego rozbicia i zdyskredytowania totalizmu. W takich oto okolicznościach doszło do organizowania Zlotu "Wszewilki-2006".
       Zgadzając się na zorganizowanie Zlotu "Wszewilki-2006" byłem świadomy, że głównym i niemal jedynym sposobem na jaki UFOnauci mogą Zlotem tym podciąć autorytet totalizmu, jest spowodowanie aby Zlot ten się nie udał. Od pierwszego więc momentu było już pewnym, że Zlot ten okaże się fizyczną przegraną totalizmu. Wszakże było jasne jak słońce, że UFOnauci rzucą na jego zniweczenie wszelkie siły jakie mieli do swojej dyspozycji. Na szczęście totalizmowi fizyczna przegrana z tym Zlotem nie byłaby w stanie zbytnio zaszkodzić, gdyby tak nią dało się pokierować, aby spowodowała ona wyzwolenie działania prawa moralnego zwanego "prawem samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne". Dlatego pierwszym faktycznym celem jaki postawiłem do osiągnięcia Zlotowi "Wszewilki-2006" było "doprowadzić do moralnego zwycięstwa totalizmu w owym Zlocie, płacąc za owo moralne zwycięstwo pozwoleniem UFOnautom aby fizycznie wygrali konfrontację we Wszewilkach". Wszakże przy takim ustawieniu celów, moralne zwycięstwo totalizmu powinno wyzwolić działanie owego prawa moralnego którego następstwem będzie unieważnienie z upływem czasu fizycznego zwycięstwa UFOnautów. Drugim celem jaki równocześnie postawiłem do osiągnięcia poprzez Zlot "Wszewilki-2006" było tzw. "rozpoznanie przeciwnika w walce", znaczy poznanie jakich metod działania UFOnauci użyją, gdzie są ich słabe punkty, itp., itd. Na dodatek do powyższych, istniało też kilka dalszych celów do osiągnięcia za pośrednictwem owego Zlotu, których na tym etapie zmagań nie byłoby rozważnie ani strategicznie już ujawniać. Pamiętać bowiem musimy, że Zlot "Wszewilki-2006" był tylko pierwszą z całego szeregu bitew pomiędzy totalizmem i UFOnautami, które ciągle oczekują swego rozegrania.
       Jak też dokładnie wyjaśnię to w dalszych częściach tej strony, oba powyższe najważniejsze cele Zlotu "Wszewilki-2006" zostały osiągnięte.


#7. Czy Zlot "Wszewilki-2006" zakończył się moralnym zwycięstwem totalizmu:

       Najważniejszym celem Zlotu "Wszewilki-2006" było osiągnięcie tzw. "moralnego zwycięstwa" w konfrontacji z UFOnautami. UFOnauci starali się bowiem Zlot ten uniemożliwić, natomiast totalizm starał się go zrealizować za pomocą swoich ochotników. Pytanie więc jakie każdy pamiętający o owym celu totalizmu może teraz sobie zadawać, to czy totalizm osiągnął owe "moralne zwycięstwo". Postarajmy się w tym punkcie na owo pytanie wspólnie sobie odpowiedzieć. Naszą odpowiedź musimy zacząć od wyjaśnienia sobie dokładnie co to takiego jest owo "moralne zwycięstwo".


#7.1. Definicja "moralnego zwycięstwa":

       Wyrażenie "moralne zwycięstwo" wprowadzone zostało do użycia przez totalizm w związku z odkrytym przez tą filozofię działaniem prawa moralnego zwanego "prawo samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne". Owo niezwykłe prawo moralne opisane zostało dokładnie w podrozdziałach W6.2 oraz I4.1.1 z tomów odpowiednio 18 i 5 monografii [1/4]. Jest ono także skrótowo omawiane w punkcie #4 strony internetowej o prawach moralnych, a także w punkcie #3 strony internetowej Wszewilki-2006, oraz w punkcie #12 strony internetowej o działaniu karmy. Działanie tego prawa moralnego jest ogromnie niezwykłe. Mianowicie, w przypadku jeśli w jakiejś konfrontacji jedna ze stron wygrywa tą konfrontację fizycznie, ale przegrywa ją moralnie, prawo to z biegiem czasu automatycznie unieważnia wygraną fizyczną owej strony i zamienia ją w przegraną fizyczną. To zaś oznacza, że jeśli ktoś kto jest słaby fizycznie, tak jak obecnie totalizm, konfrontuje kogoś potężnego fizycznie, takiego jak UFOnauci okupujący Ziemię, wówczas taki słaby ktoś ciągle ma szansę zwyciężenia owego silnego fizycznie właśnie poprzez wykorzystanie działania tego prawa. (Tj. w naszym przypadku totalizm ciągle ma szansę wyrzucenia UFOnautów z Ziemi, na przekór że tak oni górują nad ludźmi swoją potęgą fizyczną.) Wszakże wszystko co ów słaby musi czynić aby pokonać silnego, to dołożyć wszelkich starań aby każdą swoją konfrontację ze silnym wygrywać moralnie. W przypadku zaś moralnego wygrania danych konfrontacji, fizyczne wygrane tego silniejszego będą z czasem unieważnione przez prawa moralne. Czyli w ostatecznym rozrachunku słaby wygra z silnym również i fizycznie.
       Wyjaśnienie zaprezentowane powyżej pozwala nam zdefiniować jakościowo co to takiego owo "moralne zwycięstwo". Przytoczmy więc teraz tą definicję jakościową. Moralne zwycięstwo to taki wynik aktywnej konfrontacji pomiędzy dwoma stronami o nierównych siłach, w której strona odnosząca to zwycięstwo wyzwoli zadziałanie na swoją korzyść prawa moralnego "samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne". Wyjaśniając to inaczej, moralne zwycięstwo ma miejsce tylko wtedy kiedy strona która je uzyskała doświadczy na sobie korzyści działania prawa moralnego jakie z czasem spowoduje że strona ta osiągnie sytuację jakby zwyciężyła daną konfrontację również i fizycznie.
       Podana powyżej jakościowa definicja "moralnego zwycięstwa" ma jednak jedną wadę. Podaje ona bowiem jedynie co się stanie jeśli ktoś je uzyskał, ale nie wskazuje jak poznać czy zwycięstwo to faktycznie się odniosło. Dlatego konieczne jest także abyśmy wspólnie opracowali sobie definicję ilościową tego samego "moralnego zwycięstwa". Owa definicja ilościowa pozwoli nam bowiem abyśmy byli w stanie dokładnie oszacować czy faktycznie odnieśliśmy w jakiejś sprawie moralne zwycięstwo, czy też nie.


#7.2. Jak możemy sobie wypracować ilościową definicję "moralnego zwycięstwa":

       Ilościowej definicji "moralnego zwycięstwa" nie daje się wypracować teoretycznie. Jedynym sposobem jej opracowania jest jej empiryczne "prototypowanie". ("Prototypowanie" to zwrot używany w naukach komputerowych dla opisu procesu ewolucji doskonałego produktu końcowego, poprzez najpierw opracowanie produktu niedoskonałego, potem zaś jego powtarzalne udoskonalanie aż stanie się on wystarczająco doskonały.) Aby zaś empirycznie "wyprototypować" ową definicję, konieczne jest uczynienie co następuje: (a) wstępne opracowanie tej definicji, (b) przymierzenie jej do jakiegoś znanego nam z historii przypadku czyjegoś zwycięstwa moralnego, (c) takie usprawnienie owej definicji aby obejmowała ona sobą również wszelkie cechy unikalne dla danego przypadku przymierzanego do niej w ramach (b), poczym (d) powtarzanie działań (b) i (c) aż definicja udoskonali się na tyle, że spełnia ona cechy wszystkich następnych przypadków zwycięstw moralnych znanych nam z historii. Ja przeszedłem już przez powyższy proces, zaś otrzymaną końcową "definicję ilościową zwycięstwa moralnego" zaprezentowałem w następnym punkcie #7.3. Historyczne przypadki "zwycięstw moralnych" (jakim towarzyszyły jednak równoczesne "przegrane fizyczne") które ja wykorzystałem w swoim "prototypowaniu" obejmują (1) ukrzyżowanie Jezusa, (2) przegrana Polski po 1 września 1939 roku, (3) atak Japończyków na Pearl Harbour z dnia 7 grudnia 1941 roku. Proponuję więc aby czytelnik sam też powtórzył opisany powyżej proces "prototypowania" dla owych, a także dla innych znanych mu przypadków czyjegoś zwycięstwa moralnego towarzyszącego przegranej fizycznej, oraz sprawdził czy definicja ilościowa "zwycięstwa moralnego" którą przytaczam w następnum punkcie tej strony spełnia (całkowicie opisuje) wszystkie cechy owych przypadków. (Gdyby zaś czytelnik zdołał odkryć jakiś przypadek zwycięstwa moralnego które nie jest opisane definicją z punktu #7.3 tej strony, wówczas apelowałbym aby dać mi je poznać.)


#7.3. Ilościowa definicja "moralnego zwycięstwa":

       Oto ilościowa definicja "moralnego zwycięstwa" jaką wypracowałem na drodze eksperymentalnego "prototypowania" z użyciem historycznych przykładów moralnej wygranej wyszczególnionych w punkcie #7.2:
       "Moralnym zwycięstwem" nazywamy sytuację uformowaną po zakończeniu konfrontacji (tj. walki, bitwy, wojny, itp.) pomiędzy dwoma stronami, która się stwarza jeśli strona która moralnie wygrywa daną konfrontację wypełniła następujące warunki:
       (1) Przyjęła walkę i włożyła w nią całą energię i siły jakie miała wówczas do swojej dyspozycji. Znaczy, walka się odbyła, istnieje miejsce czy obszar na jakim walka ta miała miejsce, istnieli walczący po obu zmagających się stronach, istnieje okres czasu w jakim zmagania się odbywały, itp. Innymi słowami, strona która moralnie wygrywa daną walkę nie wykonała uniku nawet jeśli np. fizycznie jest znacznie słabsza, nie ukryła się, nie przeniosła się do innego miejsca, itp., lecz obie strony starły się ze sobą, miała miejsce ich bitwa w jaką obie strony zaangażowały siły i zasoby na jakie im pozwalała sytuacja w jakiej się znajdowały, środki jakie były w ich dyspozycji, itp. Warunek ten nie jest spełniony w przypadkach kiedy przykładowo strona słabsza da się zastraszyć stronie silniejszej i podda się bez walki, albo przenesie się w inne strony (czyli ucieknie przed konfrontacją), itp.
       (2) Miała świadków swojej walki, którzy sympatyzowali z jej losem i uznawali jej moralną przewagę nad agresorem. Znaczy, strona która moralnie zwyciężyła miała co najmniej jednego świadka który widział jej walkę i doceniał jej moralne działanie. Faktycznie jednak to im więcej świadków obserwuje daną walkę i uznaje moralne zwycięstwo danej strony, tym szybciej prawa moralne przetransformują potem fizyczną przegraną danej konfrontacji w jej fizyczną wygraną. Świadkowie walki są bardzo istotni. Dlatego każdej konfrontacji należy starać się nadawać charakter publiczny. Jeśli zaś ktoś zostaje napadnięty bez świadków, wówczas powinien chociaż krzyczeć aby ściągnąć do siebie uwagę co najmniej przypadkowych przechodniów.
       (3) Konsystentnie obstawała przy swoich ideałach. Znaczy, strona która wygrywa moralnie daną walkę zarówno przed walką, jak i po niej, obstaje przy tych samych ideach o które walka się odbywa. Przykładowo, warunek ten nie byłby spełniony gdyby po wrześniu 1939 roku Polacy przeszli na Hitleryzm. Albo gdyby obecnie totaliźci zaniechali walki o idee totalizmu i akceptowali wartości narzucane ludzkości przez UFOnautów. Albo gdyby Zlot przeniesiony został z Wszewilek do jakiejś innej miejscowości.
       (4) Dokładnie wiedziała z kim walczy. Znaczy, wysyłała karmę wynikającą z owej walki pod właściwy adres. Warunek ten nie byłby spełniony, gdyby przeciwnik z którym strona ta walczy ukrywał się tak doskonale, że strona ta nie miałaby pojęcia z kim faktycznie walczy. Przykładowo dla Zlotów we Wszewilkach miałoby to miejsce gdyby totaliźci nie wiedzieli, lub nie chcieli przyjąć do wiadomości, że przeciwnik który silnie przeszkadza im w organizowaniu owych zlotów to UFOnauci-podmieńcy będącymi kosmicznymi krewniakami ludzi i wyglądającymi niemal dokładnie tak samo jak ludzie.
       (5) Walczyła w celach obronnych (tj. walka owej strony nie ma charakteru agresji). Innymi słowami, strona która ma moralnie wygrać daną walkę nie uczyniła nic agresywnego co walkę tą by sprowokowało, a jedynie broni się przed agresją zainicjowaną przez swego przeciwnika. (W tym miejscu trzeba podkreślić, że należy wyraźnie odróżniać agresję od ataku. Chodzi bowiem o to, że atak może być fragmentem większej kampanii obrony, natomiast czyjaś agresja jest tym co zmusza nas do podjęcia owej obrony. Atak stanowiący fragment naszej obrony jest dozwolony przez prawa moralne, natomiast agresja jest łamaniem tych praw.) Warunek ten nie byłby spełniony, gdyby np. to ludzkość okupowała UFOnautów, a nie odwrotnie.
       Powinienem tu dodać, że niniejszy warunek (5) jest faktycznie podzbiorem warunku (6) poniżej. Wszakże zgodnie z ustaleniami totalizmu tylko walka obronna jest działaniem moralnym, za którego podjęcie prawa moralne faktycznie wynagradzają walczących po stronie broniącej się. Natomiast agresja w świetle ustaleń totalizmu jest niemoralna i silnie karalna przez prawa moralne. Pechowo jednak, tylko ci wiedzą o owym fakcie, którzy dokładnie zapoznali się z totalizmem. Tymczasem niniejszą definicję "moralnego zwycięstwa" zapewne będą czytały również osoby które nie znają totalizmu na wyrywki. Ponieważ zaś obowiązek podejmowania walki obronnej jest szczególnie podkreślany przez zalecenia totalizmu, zdecydowałem się uwypuklić go dodatkowo poprzez jego wyróżnienie w formie odrębnego (niniejszego) warunku. Faktycznie też każda znana mi historyczna walka "wygrana moralnie" która wyzwoliła sobą działanie "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne" była walką obronną. Nigdzie nie natknąłem się na przykład agresji która wyzwoliła by działanie owego prawa moralnego.
       (6) NIE dokonała niczego niemoralnego. Znaczy, strona ta nie złamała swoimi działaniami tych samych praw moralnych z jakich automatycznej pomocy potem będzie korzystała. Aby wypełnić ten warunek strona broniąca się ma prawo jedynie użyć te sposoby i środki walki o jakich jest jej już wiadomym że jej agresywny przeciwnik użył już uprzednio tych sposobów i środków walki na innych ludziach - po dokładne szczegóły patrz punkt #10 strony internetowej o działaniu karmy. (Np. w przypadku walki totalizmu z UFOnautami, a więc także w przypadku Zlotów we Wszewilkach, prawa moralne pozwalają stronie totalizmu aby ta użyła przeciwko UFOnautom - i to bez zostania za to obciążoną karmą, praktycznie dowolnych chwytów które uprzednio UFOnauci użyli już na ludziach. A chwytów tych jest tak ogromna ilość, że praktycznie wszystko co totaliztom przyjdzie teraz do głowy aby użyć to w swej walce z UFOnautami, w tym przypadku jest moralnie dozwolone i pozbawione karmatycznego obciążenia, ponieważ UFOnauci wielokrotnie użyli to już uprzednio przeciwko ludziom.)
* * *
       Warto odnotować, że na stronę która moralnie przegrywa daną konfrontację nie nałożone są żadne warunki. Może więc mordować, rabować, zamęczać, do woli używać niemoralnych sposobów walki i działań, oraz czynić co zechce ze swoimi przeciwnikami. Im bowiem bardziej niemoralnie się zachowuje, tym jest pewniejsze że moralnie przegra daną konfrontację. Jej niemoralne zachowanie wcale też nie zagraża moralnemu zwycięstwu strony która moralnie zwycięża, a jedynie pomaga jej w uzyskaniu tego zwycięstwa. Warto też odnotować, że UFOnauci nie potrafią zwyciężać moralnie. Jednym powodem dla jakiego z takim sukcesem okupują ludzkość jest że tak efektywnie potrafią się przed ludźmi ukrywać, tj. że w dotychczasowej walce z nimi ludzie nie wypełniali warunku (4) powyżej.


#7.4. Czy Zlot "Wszewilki-2006" wypełnia ilościową definicję "moralnego zwycięstwa":

       Każda walka obronna jakiejś strony, która wypełni wszystkie warunki z ilościowej definicji podanej w punkcie #7.3, zakończy się moralnym zwycięstwem tej strony. Z kolei owo moralne zwycięstwo spowoduje, że nawet jeśli walka ta zakończy się fizyczną przegraną tej strony, do działania wkroczą prawa moralne które z biegiem czasu automatycznie przetransformują ową fizyczną przegraną w fizyczne zwycięstwo.
       Jeśli się porówna przebieg i wyniki Zlotu "Wszewilki-2006" wówczas się okazuje, że Zlot ten wypełnia wszystkie warunki zawarte w ilościowej definizji "moralnego zwycięstwa". Znaczy (1) totalizm się ani nie uląkł ani nie załamał przed przeszkodami czy pod naciskami prowokatorów udających jego członków i nie przeniósł Zlotu w jakieś inne, rzekomo dogodniejsze miejsce. W dniu 8 lipca 2006 roku faktyczne też aż kilku reprezentantów totalizmu przybyło na Zlot do Wszewilek - i to na przekór intensywnej kampanii zniechęcającej zrealizowanej przez UFOnautów. (2) Istnieli postronni świadkowie którzy obserwowali przybycie na Zlot kilku reprezentantów totalizmu. (3) W sprawie Zlotu we Wszewilkach, jak w każdej innej sprawie, totalizm i totaliźci konsystentnie obstają przy swoich ideałach. (4) Totaliźci doskonale wiedzą, że zarówno w sprawach Zlotu we Wszewilkach, jak również w każdej innej sprawie, ich przeciwnikami są UFOnauci którzy wprawdzie wyglądają jak ludzie, jednak ludźmi wcale nie są. (Np. przybywają na boisko aby wyglądać jakby się opalali, jednak tak naprawdę to filmują Zlot oraz manipulują umysłami przybyłych na Zlot.) (5) Wszystko co ma miejsce we Wszewilkach jest faktycznie fragmentem obrony totalizmu przed nieustającą agresją UFOnautów. (6) Totalizm nie dokonał niczego co łamałoby prawa moralne.
       Z kolei, wypełnienie owych warunków z podanej poprzednio definicji oznacza, że praktycznie w dniu 8 lipca 2006 roku totalizm odniósł we Wszewilkach moralne zwycięstwo nad UFOnautami.


#7.5. W jakich przypadkach totalizm by "moralnie przegrał" konfrontację ze Zlotu "Wszewilki-2006":

       Zgodnie z definicją "moralnej wygranej" z punktu #7.3 tej strony, totalizm by moralnie przegrał tą konfrontację gdyby: (1) na Zlot nie przybył nawet jeden zwolennik totalizmu (do czego UFOnauci starali się doprowadzić swoim zaciekłym wznoszeniem najróżniejszych przeszkód), a stąd Zlot wcale się nie odbył. (Odnotuj, że jeśli do Wszewilek przybędzie na Zlot choćby tylko jeden reprezentant totalizmu, wóczas Zlot ciągle się odbędzie a stąd prawa moralne ciągle zadziałają.) Lub gdyby (2) nie istnieli żadni świadkowie którzy byliby w stanie odnotować czy na Zlot przybyła choćby jedna osoba. Lub gdyby (3) totalizm unikał tej konfrontacji i np. przeniósł Zlot z Wszewilek do jakieś innej miejscowości - tak jak do tego bez przerwy namawiali liczni prowokatorzy podszywający się za "zatroskanych zwolenników totalizmu". Lub gdyby (4) totaliźci wierzyli że wszelkie ich problemy biorą się od złych ludzi i że wcale nie istnieje takie coś jak okupacja Ziemi przez UFO oraz skryte niszczenie totalizmu przez UFOnautów udających ludzi. Albo (5) gdyby to ludzie skrycie okupowali planetę UFOnautów. Lub (6) gdyby totalizm starał się odnieść fizyczne zwycięstwo w jakiś niemoralny sposób, np. poprzez nakłonienie jakichś piękności do seksualnego wynagradzania przybyłych na Zlot, albo poprzez rozdawanie uczestnikom Zlotu darmowej marihuany, itp.


#7.6. Jakich następstw należy oczekiwać po tym "moralnym zwycięstwie" totalizmu podczas Zlotu "Wszewilki-2006":

       Zgodnie z działaniem prawa moralnego "samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne" należy teraz oczekiwać, że z upływem czasu prawa moralne automatycznie anulują fizyczne zwycięstwo UFOnautów w Zlocie "Wszewilki-2006", z czasem zamieniając owo zwycięstwo w fizyczną wygraną totalizmu. Z kolei kiedy ów czas anulowania zwycięstwa UFOnautów nadejdzie, wszyscy ci ludzie którzy obserwowali będą cały przebieg owej "wojny o Wszewilki" otrzymają naoczy i wymowny dowód, że prawa moralne jednak działają i to z żelazną konsekwencją.


#8. Czy Zlot "Wszewilki-2006" zakończył się "fizycznym zwycięstwem" totalizmu:

       Skoro na Zlocie "Wszewilki-2006" miało miejsce moralne zwycięstwo totalizmu połączone z moralną porażką UFOnautów, rozważmy teraz czy totalizm zwyciężył tam także i fizycznie.


#8.1. Jaka jest ilościowa definicja "fizycznego zwycięstwa":

       Według moich ustaleń, najbardziej skrótowa forma ilościowej definicji "fizycznego zwycięstwa", byłaby jak następuje:
       "Fizycznym zwycięstwem" nazywamy sytuację uformowaną po zakończeniu konfrontacji pomiędzy dwoma stronami, która to sytuacja wykazuje następujące cechy:
       (1) Zwycięska strona nie ma logicznej wątpliwości że wygrała fizycznie tą konfrontację.
       (2) Strona która fizycznie przegrała ową konfrontację odbiera swoją sytuację właśnie jako fizyczną przegraną.
* * *
       Oczywiście, powyższą definicję możnaby dodatkowo uściślić i ujednoznacznić poprzez włączenie do niej warunków definiujących kiedy dokładnie obie strony poznają która z nich zwyciężyła fizycznie. Jednak dla oszacowania wyników Zlotu "Wszewilki-2006" takie dodatkowe jej rozbudowanie wcale nie jest już potrzebne.


#8.2. Czy Zlot "Wszewilki-2006" satysfakcjonuje ilościową definicję "fizycznego zwycięstwa":

       Faktycznie też Zlot "Wszewilki-2006" satysfakcjonuje wymogi fizycznego wygrania tej konfrontacji przez UFOnautów. Na Zlot bowiem (1) przybyło zbyt mało reprezentantów totalizmu aby ktokolwiek miał wątpliwości że UFOnautom udało się go fizycznie storpedować. Ponadto (2) niemal każdy uczestnik Zlotu mi raportował uczucie rozczarowania że w ich opinii "Zlot się nie udał". Znaczy każdy uczestnik Zlotu reprezentujący totalizm zdawał sobie sprawę że totalizm fizycznie przegrał tą konfrontację.


#8.3. Jakie konsekwencje dla nas ma fizyczna przegrana Zlotu "Wszewilki-2006":

       Sytuacja ze Zlotem "Wszewilki-2006" jest taka, że UFOnauci fizycznie go wygrali jednak moralnie go przegrali. Zgodnie więc z działaniem "prawa samoczynnej transformacji zwycięstwa moralnego w zwycięstwo fizyczne", po upływie jakiegoś czasu prawa moralne powinny wkroczyć do akcji i automatycznie anulować tamto fizyczne zwycięstwo UFOnautów oraz stworzyć sytuację jakby UFOnauci przegrali ten Zlot również i fizycznie.


#9. Zagadkowe sprawy rybek na boisku i deszczu późnym wieczorem w dniu Zlotu:

       Nie jestem pewien czy ktoś sobie ze mnie zażartował, czy też jest to faktem. Otrzymałem bowiem lakoniczną wiadomość, że "późnym wieczorem po zlocie spadł deszcz a w niedzielę na boisku leżały rybki". Obecnie staram się sprawdzić tą wiadomość. Jednak mieszkając w Nowej Zelandii wcale nie jest to takie łatwe. Faktem bowiem podkreślonym aż w dwóch odrębnych raportach jakie otrzymałem, jest że w dniu Zlotu rano na boisku nie widziano rybek. Niestety, osoby które pisały te raporty nie informują w nich czy faktycznie przeszukały trawę boiska właśnie pod kątem sprawdzenia czy leżą tam jakieś rybki, czy też jedynie kątem oka odnotowały że na boisku nie widać ani 5-metrowego rekina ani też 30-metrowego wieloryba.
       Jeśli faktycznie w niedzielę było widać rybki na boisku, wcale to nie musiało by oznaczać, że spadły one wieczorem z deszczem. Wszakże kilku uczestników Zlotu po zwiedzeniu Wszewilek pojechało także zwiedzać tamę na Baryczy. Być może któryś z nich złapał przy tamie kilka jakichś cierników i przypadkowo zgubił je kiedy powrócił na boisko. Albo przyniósł je tam przypadkowo ktoś miejscowy. Pewne jest jedynie że UFOnautów możemy bez namysłu wykluczyć z posądzenia o jakikolwiek żart. Wszakże znając ich metody działania, gdyby to UFOnauci porzucili te rybki wówczas leżałyby one na boisku już rano i to w dobrze dla wszystkich widoczych miejscach.
       Oczywiście, nie daje się całkowicie wykluczyć możliwości że rybki faktycznie spadły na boisko razem z deszczem późnym wieczorem po Zlocie. W takim jednak przypadku źródłem tego deszczu z całą pewnością wcale nie byliby UFOnauci. Gdyby ten deszcz z rybkami naprawdę miał miejsce, wówczas jego wymowa byłaby bardzo insteresująca. Stwierdzała by ona bowiem mniej więcej coś w rodzaju: "Widzę wasze wysiłki i je popieram. Jednak to co zamierzacie musicie wypracować swoim własnym wysiłkiem i swoją własną inteligencją. Ja bowiem nie będę używał moich nadprzyrodzonych mocy aby za was realizować wasze obowiązki".
* * *
       Jeśli ktoś w okolicach Wszewilek czyta tą informację, prosiłbym o zweryfikowanie na ile jest ona prawdziwa. Znaczy o sprawdzenie czy (1) późnym wieczorem w dniu Zlotu, czyli w sobotę 8 lipca 2006 roku, faktycznie spadł we Wszewilkach jakiś deszcz, (2) jeśli deszcz ten faktycznie spadł, to czy nastąpiło to o godzinie 9 wieczorem (godzina 9 wieczorem posiada bowiem szczególne znaczenie symboliczne, np. numerologicznie oznacza ona m.in. "pokonanego diabła", a ponadto jest też godziną o której niektórzy totaliźci grupowo synchronizują swoje mysli aby przespieszać wyzwalanie się karmy dla UFOnautów), oraz (3) czy po dokładnym przeszukaniu trawy boiska sportowego Wszewilek daje się w trawie tej znaleźć jakieś pozostałości rozkładających się rybek (z dzieciństwa pamiętam, że nie będzie ich dużo - w przybliżeniu odległość ciałka jednej rybki od innych NIE będzie mniejsza niż jakieś 10 metrów). Sprawa ewentualnego padania rybek wieczorem po Zlocie, a także wymowy informacji jaką takie padanie by nam przekazywało, jest ogromnie intrygująca. Dobrze więc byłoby ją wyklarować.


#10. Jakie są wyniki "rozpoznania w walce" osiągniętego podczas Zlotu "Wszewilki-2006":

       Jak więc nam poszło z osiągnięciem drugiego celu Zlotu "Wszewilki-2006", czyli rozpoznania UFOnautów w walce. Poniżej opisuję najważniejsze wyniki tego rozpoznania.


#10.1. Sprawa pogody:

       Na początku 2006 roku UFOnauci okupujący Ziemię otrzymali nowego komendanta. Pisałem o tym we wpisie numer #65 z bloga totalizmu. Nowy zaś komendant oznacza nowe zasady. To więc co nam jest już znane z generalnych zasad walki UFOnautów, a co poznane było podczas kadencji poprzedniego komendanta UFOnautów, wcale nie musi być ważne dla nowego komendanta. Jedną z kluczowych spraw w działaniu UFOnautów na Ziemi jest sprawa priorytetu jaki przykładają oni do poszczególnych swoich zasad działania. Przykładowo, jedną z takich zasad UFOnautów jest (a) nigdy nie wolno uczynić niczego co potwierdziłoby ludziom istnienie UFOnautów. Inną zaś ich zasadą jest (b) totalizm musi być niszczony na wszelkie sposoby jakie stoją w możliwościach UFOnautów. Która więc z owych zasad ma większy priorytet? Zlot "Wszewilki-2006" był doskonałą okazją aby poznać ten priorytet. Jak bowiem wyjaśniłem to we wpisie numer #74 do bloga totalizmu, istnieją wskażniki jakie doskonale odzwierciedlają zasady działania UFOnautów. Analizując te wskaźniki łatwo daje się poznać, czy np. we Wszewilkach dla UFOnautów zadominowała zasada (b) aby wyniszczać totalizm na wszelkie sposoby leżące w ich możliwościach (np. poprzez spowodowanie burzy), a w ten sposób wystawić się na moje po-zlotowe uderzenie i krzykliwe zdemaskowanie ich działań, czy też zasada (a) aby najpierw i przede wszystkim zadbać o nie demaskowanie swojej obecności na Ziemi. Jak też się okazuje, dla obecnego komendanta wyższy priorytet ma zasada (a). Znaczy że skuteczne ukrywanie przed ludźmi swojej okupacji Ziemi i swojej działalności przeciwko ludzkości, jest dla nich istotniejsze niż szybkie wyniszczenie totalizmu na wszelkie dostępne UFOnautom sposoby.


#10.2. Sprawa obecności na Zlocie "szpiega UFOnautów":

       Zlot "Wszewilki-2006" ponownie potwierdził jak doskonale UFOnauci znają ludzi i jak efektywnie potrafią wykorzystać ludzką naiwność i brak spostrzegawczości. Na forach totalizmu ktoś co jakiś czas się dopytuje, jak UFOnauci wyglądają, jaka jest ich anatomia, jak ich rozpoznawać, itp. Oto zaś jeden taki UFOnauta leży sobie tuż przed nosem przybyłych na Zlot do Wszewilek, najprawdopodobniej filmuje wszystko co na Zlocie tym się dzieje, manipuluje umysłami przyjezdnych, a nikt ani nie sfotografował jego twarzy, ani nawet do niego nie podszedł aby sobie z nim porozmawiać i dokładniej przyglądnąć się jego wyglądowi, posłuchać jego głosu, zwrócić uwagę na sposób mówienia, itp. Nie wspomnę już o tym, że nikt nawet nie próbował uścisnąć mu dłoni aby zobaczyć jak czuje się jego ręka w dotyku. (Mi zawsze dotyk ręki UFOnautów sprawia wrażenie zimniejszego niż dotyk ludzki.) Założę się także, że gdyby to była UFOnautka, nikt nie spróbowałby jej pocałować na przywitanie lub pożegnanie, aby sprawdzić jak czuje się dotyk jej skóry. (Mi dotyk skóry UFOnautek przypomina bardziej dotyk ciepłej gumy, czy syntetyku, niż dotyk ludzkiej skóry.) A przecież rozmowa z UFOnautą nic nikomu by nie zaszkodziła. UFOnauci nie mogą wszakże publicznie nam uczynić krzywdy - nie wolno im przecież się zdradzić, że są UFOnautami. Faktycznie to nawet frajda sobie z nimi porozmawiać. Na przekór ich szatańskości, to ogromnie inteligentni i wiele wiedzący kumotrzy. Rozmowa z którymś z nich jest jak rozmowa z dosyć oczytanym i doświadczonym człowiekiem (wrażenie to potęgowane jest faktem, że wyglądają oni niemal identycznie do ludzi). Tyle tylko, że w rozmowie zwykle są dosyć przekorni i mający wysokie mniemanie o sobie. (Na szczęście, ta ich przekorność i zarozumiałość jest jednym z kilku znaków rozpoznawczych po jakich możemy się szybko zorientować że rozmawiamy właśnie z UFOnautą, a nie z człowiekiem.) Praktycznie więc rozmowa z UFOnautą daje się opisać jako rodzaj intelektualnej przyjemności - szczególnie jeśli zdajemy sobie sprawę że rozmawiamy z UFOnautą i wykorzystujemy tą rozmowę aby rozeznać co chcą nam wmówić oraz aby przyłapać ich na najróżniejszych niuansach z których oni nie zdają sobie sprawy a które nam potwierdzają że mamy faktycznie z nimi do czynienia (a stąd które pozwalają nam ich lepiej poznawać).
       Prawdziwe życie to nie strona internetowa. W życiu to co najważniejsze wcale nie jest wskazywane strzałkami ani podkreślane dużymi nagłówkami. Faktycznie im coś ważniejsze, tym bardziej w prawdziwym życiu się ukrywa, tym bardziej stara się nas zmylić, oraz tym dłużej trzeba tego wypatrywać. (Pamiętajmy, że przysłowie stwierdza iż prawda na dnie studni się chowa. Znaczy, aby ją wydobyć na wierzch, najpierw trzeba wybrać całą studnię nic nie znaczącej "wody".) Tylko to co fałszywe samo rzuca nam się w oczy. Dlatego na przyszłość pamiętajmy lekcję ze Zlotu "Wszewilki-2006" i miejmy oczy oraz uszy otwarte. Zwracajmy więcej uwagi na to co wokół nas się dzieje!


#10.3. Jaka najprawdopodobniej była metoda powstrzymywania potencjalnych uczestników przed udziałem w tym Zlocie:

       Wszystkie dane wskazują na to, że UFOnauci koncentrowali się na indywidualnym zniechęceniu do udziału w Zlocie każdego kto udział ten zadeklarował u Mariusza (mpkuo@o2.pl) (tj. u "Commander-in-Chief totalizmu" na czas trwania owego Zlotu). Jak bowiem wykazuje analiza, każdy kto zadeklarował Mariuszowi przybycie na ów Zlot, napotkał potem przeszkody nie do przebycia, które uniemożliwiły mu przybycia na ów Zlot. Jednocześnie każdy kto na Zlot ten zaplanował przybyć, jednak nie poinformował Mariusza o swoich zamiarach, zdołał potem swój zamiar zrealizować, ponieważ dla niego owe nieprzebyte przeszkody wcale się nie pojawiły.
       Fakt, że każdy o kim Mariusz wiedział iż ma przybyć na Zlot został jakoś zmuszony przez UFOnautów aby przybycia tego zaniechać, najlepiej podkreśla wypowiedź samego Mariusza na blogu totalizmu numer (#76) wpisana tam pod datą 2006/07/09 02:53:27, cytuję:
"UFOnauci zasabotazowali Zlot 876. Zrobili to od razu na dwa sposoby. Po pierwsze - postarali się (manipulując zdarzeniami w przeszłości), aby nie dało się w żaden sposób dostać tam komunikacją publiczną. A własne auto mało kto z nas niestety ma. Po drugie - w okresie przed samym spotkaniem zindukowali w sympatykach totalizmu taki stopień apatii i zniechęcenia, że ci nie mieli już dosyć sił i chęci aby nawet zajrzeć na bloga, a co tu dopiero mówić o wojażach. W rezultacie dwóch chętnych z Warszawy (ale bez samochodu) nie miało jak tam dojechać. Z tego samego powodu nie przybyła także osoba ze Szczecina. Natomiast kolejne dwie osoby z Krakowa (miały własne auto) nie przyjechały dlatego, gdyż nas tam nie było. Nie mam natomiast informacji od Elizy z Wrocławia. ... Wielka szkoda, ze tak się stało. Zlot zapewne przyniósłby jakieś ważne konsekwencje, skoro UFOle włożyli aż tyle wysiłku by go rozbić. Chociaż to dopiero początek wakacji i dałoby się jeszcze zorganizować spotkanie w innym miejscu (gdzie łatwiej dojechać), ale to już nie to samo. Nie ta atmosfera, nie ta magia miejsca... Należy się także zastanowić co będzie za rok. Kłopoty z dojazdem będą te same, chociaż na Zjazd 777 zadeklarowało swój przyjazd więcej osób - będzie więc wieksza szansa że ktoś pojedzie tam autem i będzie można się z nim zabrać. Z tym że przed samym spotkaniem zapewne znowu przestaną dopisywać nastroje i pojawi się niespodziewanie mnóstwo różnych przeszkód, więc większość chętnych pewnie znowu się wykruszy. W takiej sytuacji zorganizowanie Zjazdu w planowanej wcześniej formie (ustalony harmonogram, wykłady, ekspozycje itp.) jest wg mnie niemożliwe. Należałoby raczej postawić na improwizację i ustalić jego program już na miejscu w zależności od liczby uczestników i warunków. Wszystkich zainteresowanych udziałem w przyszłorocznym Zjezdzie Totalizmu (777) prosimy o rejestrację. Można tego dokonać za pomocą formularza online na stronie www.totalizm.info/zjazd.
       Z analizy tego indywidualnego blokowania przybycia na Zlot wynika, że UFOnauci skupiali swoją uwagę głównie na osobach deklarujących Mariuszowi swoje przybycie na Zlot. Być więc może, że przykładowo, analizowali oni całą korespondencję i emaile Mariusza. Po odkryciu zaś że ktoś zadeklarował Mariuszowi przybycie na ten Zlot, UFOnauci znajdowali dla każdego deklarującego indywidualne sposoby na uniemożliwienie mu przybycia. Oczywiście, pytanie drugiego poziomu na jakie warto teraz poszukać odpowiedzi, to dlaczego UFOnauci tak czynili. Znaczy, czy tylko zgłoszenia udziału wysłane do Mariusza otrzymali wystarczająco wcześnie aby przygotować blokowanie przybycia tylko u owych zgłaszających, czy też raczej chcieli z jakichś powodów abyśmy my odkryli że zgłaszający Mariuszowi swoje przybycie zostali zastopowani. Dlaczego przykładowo UFOnauci nie powstrzymali przyjazdu na Zlot tego uczestnika który na dwa dni przed Zlotem to mi przysłał email informujący że przybywa. Wszakże moje emaile UFOnauci sprawdzają zapewne nawet znacznie bardziej uważnie niż emaile Mariusza.
       Oczywiście, wszystko w życiu daje się wybadać i sprawdzić. Czy naprawdę taki właśnie jest mechanizm blokowania przez UFOnautów przyjazdów na Zloty totalizmu też daje się eksperymentalnie posprawdzać. Istnieje bowiem ku temu dobra okazja. Ja mam wszakże kopię wykazu osób które zadeklarowały Mariuszowi swoje przybycie na "Wszewilki-2007". Stąd po Zlocie "Wszewilki-2007" będę w stanie dokładnie sprawdzić ilu z tych osób faktycznie przybędzie do Wszewilek w dniu 7/7/7, ilu zaś do przybycia tego zostanie jakoś zniechęconych przez UFOnautów.
       Informując tutaj o następstwach czyjegos naiwnego zadeklarowania Mariuszowi zamiaru swego przybycia na Zlot, działania UFOnautów opisuję grzecznie, że "UFOnauci indywidualnie zniechęcili takiego kogoś do przybycia na Zlot". Jednak znając faktyczne metody działania UFOnautów doskonale zdaję sobie sprawę jak owo "zniechęcanie" w rzeczywistości wyglądało. Otóż najprawdopodobniej UFOnauci samych owych "zniechęcanych", lub kogoś przez nich bardzo kochanego, zarazili jedną ze swoich szatańskich choróbsk, którymi i mnie tak często nocami traktują. W rezultacie tego zarażenia, ów "zniechęcany", albo też ktoś przez niego bardzo kochany, na króko przed Zlotem bardzo groźnie zachorował, a być może nawet wylądował w szpitalu. Oczywiście, ta groźna choroba uniemożliwiła "zniechęcanemu" wybranie się na Zlot. Jednak mało kto z ciężko doświadczonych w ten sposób ludzi skojarzył sobie ową chorobę z "indywidualnym zniechęcaniem przez UFOnautów do przybycia na Zlot". Nawet zaś jeśli skojarzył, zapewne nie domyślił się, że to właśnie jego niepotrzebne wychwalanie się co do swoich zamiarów, sprowadziło to paskudne choróbsko, ani że owego choróbska wcale by nie było gdyby przezornie nie pozwolił szatańskim UFOnautom z góry poznać tego co zamierza uczynić.
* * *
       Wnioski na przyszłość: ostrożność, przezorność, powściągliwość. Mamy bowiem do czynienia ze szczególnie przebiegłym, doświadczonym, wprawionym w oszukiwaniu, oraz niemoralnym i szatańskim przeciwnikiem. W następnych Zlotach we Wszewilkach należy z naciskiem podkreślać potencjalnym uczestnikom, aby pod żadnym pozorem nie deklarowali swoich zamiarów przybycia nikomu kogo osobiście nie poznali i nie są pewni że wcale nie jest on UFOnautą, ani nikomu czyje emaile mogą być przechwytywane i sprawdzane przez UFOnautów. We wszelkich sprawach związanych z walką o totalizm wysoce wskazane jest też przyjąć zasadę powściągliwości w udzielaniu o sobie i innych jakiejkolwiek niezakodowanej informacji. Jeśli więc ktoś w przyszłości będzie miał zamiar przybyć na Zlot, powinien po prostu przybyć bez deklarowania nikomu swego zamiaru, czy choćby zdradzania komuś co zamierza. Dopiero po Zlocie może (i powinien) informować o swoim udziale, ciągle jednak zachowując przy tym swoją anonimowość i działając pod pseudonimem.


#10.4. Przed kim totaliźci tak naprawdę się ukrywają:

       Opisana w poprzednim punkcie #10.3 metoda użyta przez UFOnautów do zablokowania przyjazdów na Zlot "Wszewilki-2006" jeszcze raz nam przypomina jak istotne dla zwolenników totalizmu jest używanie pseudonimów, utajnianie swoich danych, zaniechanie naiwnego przechwalania się przed innymi kim się jest, kogo się zna, co się wie, lub co się zamierza uczynić, myślenie przed mówieniem i pisaniem, itd., itp. Bardzo dobrze ową sprawę zachowania przezorności i roztropności w tym co się ujawnia i pisze, w dniu 2006/07/13 17:19:47 opisał na blogu totalizmu numer #77 ktoś używający pseudonimu "sam22", cytuję z jego wpisu:
Mam wątpliwości czy powinniśmy się tak strasznie ukrywać przed UFOnautami, gdyż oni i tak znają nas lepiej niż my siebie - na przykład dwa tygodnie przed tym, jak zetknąłem się z Totalizmem spowodowali serię nieprzyjemnych zdarzeń: byli w domu, w pracy, znali adres email, wiedzieli które miejsca są najbardziej wrażliwe na awarię - dosłownie wszystko - więc "pokaz" siły był imponujący. Zatem PRZED KIM należy się ukrywać? Musimy się ukrywać przed naszymi znajomymi, gdyż ufonauci jawnie nas nie zabiją - zrobią to RĘKAMI osób z naszego OTOCZENIA. Najgorzej jeśli trzeba ukrywać się przed najbliższą rodziną. .
       W powyższym wpisie ujęte jest sedno zasady naszych zmagań z UFOnautami. Mianowicie oni wiedzą o nas wiele, jednak sporej części z owej wiedzy nie mogą przeciwko nam użyć ponieważ takie jej użycie natychmiast by nam dało do zrozumienia że to co nam czynią to ich sprawka. Z kolei nasza wiedza, że to oni nas krzywdzą, powodowałaby że zaczniemy wysyłać karmę pod właściwym adresem (patrz (3) w punkcie #7.3 tej strony) - co dla UFOnautów byłoby początkiem końca ich okupacji Ziemi. Dlatego w wielu przypadkach aby przeciwko nam coś uczynić, UFOnauci muszą odczekać aż będziemy na tyle naiwni lub głupi że sami zdradzimy innym ludziom jak i dlaczego można z nami się rozprawić. Dopiero też wówczas UFOnauci mogą nas wykańczać właśnie rękami owych innych ludzi. Dlatego w interesie bezpieczeństwa każdego totalizty leży nieustanne używanie pseudonimów które zmienia się przynajmniej co pół roku, powściągliwość w internecie - znaczy nie zdradzanie tam nikomu i pod żadnym pozorem ani swoich danych osobistych czy planów, ani też żadnych danych na temat tych których dobrze znamy, przy okazji pisania do innych totaliztów pamiętanie że mogą to być UFOnauci jedynie udający totaliztów aby zdobyć właśnie tego typu dane i natychmiast uczynić je publicznymi w celu umożliwienia ich późniejszego użycia przeciwko nam przez innych UFOnautów, oraz generalnie zaprzestanie naiwnego, beztroskiego, oraz pozbawionego przezorności postępowania. Totalizm stacza bowiem wojnę obronną (narazie głównie informatyczną) z UFOnautami. W wojnie tej zaś dosłownie każda informacja ma znaczenie.
       Do powyższego należy też dodać, że zgodnie z prawami moralnymi, każdy mieszkaniec Ziemi ma obecnie obowiązek podjęcia obrony przeciwko UFOnautom. Jeśli bowiem nie znajdzie się wśród nas wystarczająca liczba odważnych ludzi którzy podejmą ową walkę obronną, wówczas już za niedługi czas UFOnauci spowodują że większość ludzkości wyginie, zaś ci nieliczni co przeżyją ponownie powrócą na drzewa i do jaskiń. W ten sposób UFOnauci będą mogli ich eksploatować bez przeszkód przez następne 12.5 tysiąca lat zanim będą jeszcze raz zmuszeni wyniszczyć ludzkość tak jak to czynią właśnie obecnie. Ostatnio bardzo mnie szokuje liczba ludzi jaka coraz tchórzliwiej unika konfrontacji z UFOnautami, licząc że jeśli schowają głowy w piasek przed problemem okupacji Ziemi przez UFOnautów wówczas być może UFOnauci pozostawią ich w spokoju. Tymczasem prawda test taka, że jeśli jako cywilizacja stchórzymy i nie podejmiemy walki z UFOnautami, wówczas tym pewniejsza nasza śmierć i wyniszczenie. Wszakże wówczas spotka nas taki sam los jak owych ludzi w budynkach WTC z Nowego Jorku, albo owych ludzi wymordowanych przez tsunami w Indonezji i Tajlandii, albo owych ludzi wyniszczonych przez lawiny błota na Filipinach, albo owych ludzi wymordowanych na różne sposoby przy okazji technicznego zaindukowania przez UFOnautów huraganu Katrina, albo owych Amerykanów z "alei tornad" w USA którzy na tyle bezgranicznie wierzą dzisiejszym naukowcom że nie doszukują się udziału UFO w tornadach które ich systematycznie wyniszczają, albo owych ludzi zmiażdżonych dachem hali w Katowicach, itd., itp. Wszakże wszyscy oni także zajmowali się wyłącznie swoimi sprawami, nie chcieli nic słyszeć na temat UFOnautów, oraz liczyli że problem sam od nich odejdzie. Umarli więc nawet nie wiedząc co ich uderzyło - czyli nawet karma za ich cierpienia nie znajdzie tych naprawdę winnych ich śmierci.


#10.5. Walkower UFOnautów - czyli wymowa nie stawienia się na Zlot "Wszewilki-2006" drużyny reprezentującej UFOnautów:

       UFOnauci nie wysłali swojej drużyny do Wszewilek. Zdecydowali się więc że mecz "w samo południe" przegrają walkowerem. Oczywiście, zapewne nie ma to dla nich większego znaczenia, bo wygrali przecież fizycznie całą sprawę blokowania tego Zlotu. Ciekawe są jednak implikacje owego oddania meczu walkowerem. O implikacjach tych postaram się napisać więcej kiedy zakończę analizy wszystkich danych ze Zlotu "Wszewilki-2006" jakie do mnie dotarły i dotrą.
       Osobiście jestem przekonany, że UFOnauci nigdy nie wystawią żadnej drużyny dla jakichkolwiek otwartych zmagań. Wszekże jedyne w czym są oni dobrzy to atakowanie od tyłu, nożem w plecy, po ciemku, znienacka, w sposób zbójecki, tak jak to czynili wszędzie gdzie na swoich niecnościach zostali już przyłapani - np. patrz strony zło, zburzenie hali w Katowicach, obsuwiska ziemi, ludobójcy, plaga ptasiej grypy, tsunami w 26ty dzień, odparowanie WTC, strącenie promu Columbia, huragan Katrina, czy tornada. Dlatego jest dla mnie pewnym, że każdego roku ów mecz "w samo południe" wygrywany będzie przez białe koszulki na zasadzie "walkowera". Niemniej aby mieć honor takiego jego wygrania, reprezentanci drużyny białych koszulek ciągle każdego roku muszą się stawić na boisko Wszewilek.
* * *
       Niniejszym chciałbym też oficjalnie przeprosić uczestników Zlotu "Wszewilki-2006", a także wszystkich oglądających zdjęcia z owego Zlotu wystawione na stronach wskazywanych powyżej w punkcie #3, za stan obszaru który obecnie nazywany jest "boiskiem piłkarskim Wszewilek". Co prawda było mi wiadomym, że "dobrobyt eliminuje zaradność i wytłumia starania" - wszakże wiem o tym zarówno z moich własnych obserwacji życiowych, jak i z treści licznych przysłów, w rodzaju japońskiego "jeśli ktoś się dorobi, jego syn to roztrwoni, zaś jego wnuk będzie żebrał" (to samo angielskojęzycznie: "if a man makes money his son will spend it and his grandson will be a beggar again"), czy angielskiego "jeśli w młodości wylegiwałeś się wśród róż, na starość będziesz leżał wśród kolców" (to samo w oryginale angielskojęzycznym: "if you lie upon roses when young, you will lie upon thorns when old"). Jednak nigdy się nie spodziewałem, że wnukowie bohaterskich pionierów Wszewilek aż tak kiedyś zapuszczą dawną dumę tej wioski, czyli jej boisko. Brak bramek, trawa po kolana, żadnych oznaczeń. Tak mi wstyd za owo niedbalstwo, tumiwisizm i brak klasy. Doskonale one ilustrują dlaczego UFOnauci wybrali właśnie Wszewilki na miejsce w którym mają nadzieję upokorzyć totalizm. Wszakże trudno znaleźć inne miejsce na Ziemi które byłoby równie zaniedbane jak właśnie dzisiejsze boisko Wszewilek. Aż mi w głowie się nie mieści, że obecna młodzież Wszewilek to dzieci tych samych moich kolegów których bitna drużyna piłkarska "Wszewilkowskich Wilków" roznosiła kiedyś w puch przeciwników aż z całego szeregu sąsiednich wiosek, zaś swoje boisko utrzymywała w prawie olimpijskim stanie. Jeszcze raz z ogromnym wstydem przepraszam wszystkich za to co tam zastali w lipcu 2006 roku. Jedyna nadzieja w tym, że po uświadomieniu sobie iż wygląd ich boiska w chwili Zlotu jest potem upowszechniany internetem po praktycznie całym świecie, moi byli koledzy przypomną sobie jak to bywało w dawnych latach i upomną swoich synów aby na następny Zlot ci doprowadzili boisko do porządku. Gdyby jednak podczas następnego Zlotu we Wszewilkach boisko to ciągle było zaniedbane, wówczas proponuję je oglądać i fotografować przy duchowym nastawieniu, że jest ono po prostu życiową ilustracją dla prawdziwości, mądrości, oraz trafności przewidywań przytoczonych powyżej przysłów (japońskiego i angielskiego).


#11. Osiągnięcia Zlotu - czyli czego Zlot ten nas nauczył:

Motto: Udoskonalanie jest celem i powodem życia.

       Przed Zlotem "Wszewilki-2006" wszyscy byliśmy zajęci przygotowywaniem i rozgrywaniem owej historycznej bitwy z UFOnautami. Praktycznie nie było więc czasu na udoskonalanie organizacji totalizmu. Ponadto, nie zgromadziliśmy jeszcze żadnego doświadczenia które jedynie faktyczne zorganizowanie choćby jednego Zlotu mogło nam dać. Teraz jednak, kiedy Zlot został już moralnie wygrany (zaś fizycznie przegrany), zaś zdobyte dzięki niemu doświadczenia uległy skrystalizowaniu, możemy skupić się na zrealizowaniu następnych posunięć organizacyjnych które zapewnią jeszcze większą efektywność z jaką totalizm jest kierowany i ugruntowywany. W niniejszym punkcie tej strony staram się dokonać przeglądu najpilniejszych z takich posunięć. Jednocześnie zwracam się tutaj z apelem do czytelników tej strony, aby komentowali (na blogu totalizmu) co myślą na ich temat.


#11.1. Dopracować stronę z wytycznymi dla przybyłych na Zlot, oraz bardziej odpowiednio porozkładać naciski na uwypuklanie najbardziej istotnych aspektów owego Zlotu:

       Wiele aspektów Zlotu "Wszewilki-2006" miałoby doskonalszy przebieg, gdyby strony internetowe zawierające wytyczne dla osób przybyłych na ów Zlot lepiej przygotowały owych przybyłych do tego co ich czeka na miejscu. Dlatego, bazując na doświadczeniach tego pierwszego Zlotu, koniecznym się staje przeredagowanie stron z wytycznymi, szczególnie zaś przeredagowanie stron Wszewilki-Milicz oraz Wszewilki-2007. Przeredagowania tego należy dokonać w ten sposób, aby przyszłe wytyczne lepiej rozkładały naciski na te aspekty zlotu które są najbardziej istotne. Przykładowo, powinny one przygotowywać przyjezdnych do zaakceptowania, że głównym celem tych zlotów jest moralna wygrana totalizmu nad UFOnautami, zaś główną (a w razie fizycznego ich przegrania - również i jedyną) atrakcją tych zlotów jest zwiedzanie wsi Wszewilki i miasta Milicza. Z jednej więc strony powinny one podkreślać ogromną moralną wagę i znaczenie przybywania na zlot. Wszakże przybywanie owo dokłada osobistą kontrybucję przybyłych do moralnego zwycięstwa totalizmu. Z drugiej zaś strony powinny one przygotować ich duchowo na ewentualną fizyczną przegraną danego zlotu. Powinny np. im uświadamiać, że może się zdarzyć, że jedyną nagrodą za ich przybycie na Zlot może się okazać szansa na dokładne zwiedzenie Wszewilek i Milicza (w szczególności zaś szansa na dokładne oglądnięcie tych fragmentów owych miejscowości, które ujawniają dowody celowego niszczenia przez UFOnautów wiedzy o historii i przeszłości ludzkości). Powinny też ostrzegać przybyłych, że UFOnauci przygotują najróżniejsze "atrakcje" na dany zlot. Na atrakcje te co najmniej będzie się składało przybycie na Zlot "szpiega UFOnautów" jaki będzie manipulował umysłami i uczuciami innych przybyłych.
       Kiedy więc analizy już odbytego zlotu ujawniły powyższe słabe punkty wytycznych, z upływem czasu podjęte teraz zostaną kroki aby pod ich katem stopniowo udoskonalać owe wytyczne.


#11.2. Położyć większy nacisk na przybywanie na Zlot z wydrukiem nieoficjalnych szlaków zwiedzania Wszewilek oraz z kompasem, a także nacisk na lepsze dokumentowanie przebiegu Zlotu:

       Nacisk ten powinien znaleźć odzwierciedlenie w odpowiednim przeredagowaniu stron internetowych z informacjami dla zwiedzających Wszewilki i Milicz, np. stron Wszewilki-Milicz oraz Wszewilki-2007.


#11.3. Zreformować sztab główny totalizmu:

       Jednym z osiągnięć Zlotu "Wszewilki-2006" było, że jego organizowanie przyczyniło się do uformowania nowej struktury organizacyjnej totalizmu. Ogromnie istotną częścią tej struktury było powstanie rodzaju "sztabu głównego" totalizmu. Z istnieniem owego sztabu wiązał się jednak problem długości kadencji dla - jak Anglicy go nazywają, "Commander in Chief" totalizmu (odnotowałem że Mariusz preferuje aby pozycja ta była nazywana "El Comendante"). Wszakże gdyby kadencja ta była zbyt długa, wówczas - jak zawsze to ma miejsce z kadencjami każdego długotrwałego przywódcy, po zejściu z wykonywanej funkcji przywódca ten NIE cieszyłby się poważaniem pozostałych zwolenników filozofii totalizmu. W odniesieniu do wszelkich długotrwałych przywódców działa bowiem jakieś prawo społeczne które powoduje że w oczach swoich podwładnych jakby się oni "przejedli". Jeśli więc ich kadencje są zbyt długie, przestają oni być poważani bez względu na to jak dobrzy by nie byli. Owa utrata poważania wynika bowiem wówczas z długotrwałości ich kadencji, a nie z ich faktycznych atrybutów ani z owoców ich rządów. Tymczasem wysoce moralne zasady totalizmu nakazują, że w żadnym wypadku nie wolno dopuścić aby były przywódca po odejściu ze swej pozycji był moralnie osądzany za cokolwiek innego niż za to co uczynił. Tym bardziej więc nie wolno dopuścić, aby przywódca taki np. utracił poważanie innych totaliztów tylko ponieważ zbyt długo trwała jego kadencja. Z tego powodu jako jedno z po-zlotowych usprawnień organizacyjnych postanowiłem wprowadzić jednoroczą kadencję dla "Commander in Chief totalizmu". Wprowadzenie tej kadencji wymagało podjęcia następujących posunięć organizacyjnych:
       (1) Ustanowienie trzech generałów totalizmu, plus jednoosobowej funkcji "do późniejszego nazwania". Przez większość lat totalizm nie posiadał swojego "sztabu głównego" który by organizował i prowadził jakąkolwiek działalność (np. obronę) w imieniu owej filozofii. Praktycznie dopiero zaochotniczenie Mariusza ("11111") do funkcji organizatora spotkania we Wszewilkach dało totalizmowi pierwszy zaczątek struktury organizacyjnej. Praktycznie więc Mariusz stworzył rodzaj "sztabu głównego" owej filozofii, pełniąc w tym sztabie funkcję pierwszego generała "Commander-in-Chief totalizmu". Potem Mariusz zwerbował sobie pomocnika, czyli Adama, który pełnił funkcję jego "prawej ręki", czyli drugiego generała totalizmu. Z innych organizacji jednak wiemy, że dwóch generałów to za mało na pełny "sztab główny" jakiejkolwiek organizacji. Wszakże praktycznie każda inna organizacja posiada co najmniej trzech przywódców w swoim sztabie, np. przewodniczącego, skarbnika i sekretarza. Dlatego, aby nadać totalizmowi jakąś trwałą strukturę organizacyjną, konieczne jest albo nominowanie, albo też demokratyczne wybranie, jeszcze jednego generała do sztabu głównego. W sumie więc totalizmem kierowałoby trzech generałów. Aby usunąć ewentualne niejednoznaczności kto raportuje się do kogo, można ich ponumerować, np. "generał numer 1", "generał numer 2", oraz "generał numer 3".
       Totalizm potrzebuje także dodatkowej pozycji i funkcji kogoś kto nieustannie patrzy generałom na ręce. Pozycja ta i funkcja narazie nie ma nazwy (tj. ciągle jest ona "do późniejszego nazwania"). Ja nazwałbym ją "komisarzem statutowym", ponieważ jest to jakby jednoosobowy odpowiednik dla całej "komisji statutowej". Jednak podobno słowo "komisarz" źle się kojarzy. Podobno lepsza nazwa od "komisarza" byłaby "inspektor". Dla mnie jednak nazwa "inspektor" kojarzy się z owymi niemoralnymi typkami z kryminalnych filmów amerykańskich, którzy wpadają do kuchien jakichś publicznych jadłodajni i domagają się łapówek od właścicieli, w przeciwnym bowiem wypadku zamkną owe jadłodajnie pod wymówką niedostatecznej higieny. Jaka nazwa by w przyszłości nie została ustanowiona dla owej pozycji, jej nosiciel ma prawo pomagać generałom, jednak normalnie nie powinien wtrącać się do ich decyzji czy działań. Wszakże jego głównym zadaniem jest sprawdzanie czy decyzje i działania owych trzech generałów dotyczące całego ruchu totalizmu sa: (1) moralne - czyli zgodne z prawami moralnymi, oraz (2) nie kolidują z długoterminowymi planami i strategiami totalizmu (np. nie zaprzepaszczają szansy na moralne wygranie jakiejś konfrontacji z UFOnautami). W razie zaś wykrycia jakichś odstępstw, nosiciel tej funkcji powinien egzekwować "veto", którego nie wolno generałom ignorować ani obchodzić naokoło. (Tj. w obliczu którego generałowie mają obowiązek naprawić w duchu totalizmu te decyzje czy działania które "vetem" owym zostały objęte.) Dotychczas ja nieoficjalnie wypełniałem ową nienazwaną funkcję "patrzącego na ręce". Tak więc długo jak ja będę zdolny do działań, funkcję tą zatrzymam oficjalnie dla siebie. Wierzę bowiem, że jestem najodpowiedniejszym kandydatem do jej wypełniania.
       (2) Przyjęcie zasady jednorocznej kadencji i rotacji generałów totalizmu oraz wyznaczenie daty objęcia funkcji przez nowego generała "Commander-in-Chief totalizmu". Jak narazie nie była jasno postawiona sprawa kadencji generałów totalizmu. Jest jednak samo przez siebie zrozumiałe, że kadencja ta nie może trwać dożywotnio. Faktyczne życie wskazuje, że wśród organizacji typu podobnego jak totalizm, najbardziej korzystna długość kadencji ich zarządu wynosi jeden rok. Przykładowo dwie najbardziej efektywne z takich organizacji na świecie, czyli "Rotary International" oraz "Lions" mają właśnie jednoroczne kadencję ich oficerów. (Podobnie jest z tajnymi stowarzyszeniami, np. z Masonami.) Jednoroczna kadencja przywodców ma też inne zalety. Przykładowo, pozwala ona byłym przywódcom odejść właśnie z godnoscią, tak że po odejściu są oni nadal szanowani, zaś ich doświadczenie nadal służy organizacji (przy wieloletniej kadencji, zwykle na końcu byłych przywódców trzeba odrywać od władzy siłą - co niszczy ich godność i pozbawia ich poważania reszty). Ponadto roczna kadencja pozwala, aby najlepsi przywódcy po zakończeniu jednej swojej kadencji ciągle mogli być wybrani ponownie (przy długoletnich kadencjach ponowny wybór jest niemożliwy). Dlatego niniejszym postuluję aby wszyscy troje generałowie totalizmu mieli właśnie kadencje wynoszące