Free Web Site - Free Web Space and Site Hosting - Web Hosting - Internet Store and Ecommerce Solution Provider - High Speed Internet
Search the Web
Mordercze plagi trapiące ludzkość w ostatnich czasach
(dwujęzycznie, po: angielsku For English version click on this flag i polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage)
Uaktualizowano:
3 maja 2009


Kliknij "X" lub "No" jeśli sabotażująca plansza rzekomych błędów usiłuje przeszkodzić w oglądnięciu tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Strona główna:)

Index

(Polskie tutaj:)

Plaga

Źródłowa replika tej strony

Uzdrawianie

Owoce tropiku

Dowód na duszę

Ludobójcy

Zło

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Grzałka soniczna

Telekinetyka

Samochody bez spalin

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Nirwana

Dowód na duszę

Wehikuły czasu

Nieśmiertelność

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Tapanui

Nowa Zelandia

Atrakcje Nowej Zelandii

Dowody działań UFO na Ziemi

Fotografie UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Formalny dowód na istnienie UFO

Zło

Antychryst

O Bogu naukowo

Dowód na istnienie Boga

Biblia

Wolna wola

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Korea

Hosta

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika strony menu

Tekst [8p/2]

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(English here:)

Plague

Source replica of this page

Healing

Tropical fruit

Proof of soul

Predators

Evil

Free energy

Telekinetic cell

Sonic boiler

Telekinetics

Zero pollution cars

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Nirvana

Proof of soul

Time vehicles

Immortality

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Tapanui

New Zealand

New Zealand attractions

Evidence of UFO activities

UFO photographs

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslides

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Prophecies

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Formal proof for the existence of UFOs

Evil

Antichrist

About God

Proof for the existence of God

The Bible

Free will

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Korea

Hosta

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of page menu

Text [8e/2]

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(По русски:)

Бог

Меню 2

Меню 4

Peпликa иcтoчникa этoй cтрaницы

Клавиатура


(Ελληνικά εδώ:)

Θεός

Επιλογές 2

Επιλογές 4

Αντίγραφο πηγής αυτής της σελίδας

Πληκτρολόγιο


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Aquí en espańol:)

Energía libre

Telekinesis

Leyes morales

Totalizm

Sobre mí

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie na "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

antichrist.bz.tc

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

ufonauci.w.interia.pl

energy.atspace.org

evidence.ueuo.com

evil.thefreehost.biz

evolution.docspages.com

fruit.sitesled.com

karma.freewebpages.org

memorial.awardspace.info

newzealand.myfreewebs.net

nirvana.scienceontheweb.net

parasitism.host-ed.net

pigs.freehyperspace.com

rubik.hits.io

tornado.99k.org

wszewilki.greatnow.com




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie na "Menu 4".)


Odrębna strona internetowa wyjaśniająca pochodzenie zła na Ziemi, stara się nam uświadomić, że otaczająca nas rzeczywistość manifestuje takie zdarzenia i zjawiska, jakbyśmy w dalekim kosmosie mieli swoich bliskich krewniaków którzy sekretnie przylatują na Ziemię. Popularnie krewniaków tych nazywamy UFOnautami. Czy owi nasi krewniacy z kosmosu istnieją materialnie i trwale - tak jak my istniejemy, czy też są oni jedynie "tymczasowo symulowani przez Boga", wyjaśnię to dokładniej w dalszej części tej strony. Niefortunnie dla nas, nawet gdyby owi nasi kosmiczni krewniacy faktycznie istnieli i tylko starannie ukrywali się przed nami, ciągle wcale NIE moglibyśmy być z nich dumni. Faktycznie bowiem zachowują się oni tak jakby byli "czarną owcą" ludzkiej rasy. Ich manifestacje na Ziemi wykazują iż praktykują oni filozofię moralnego zepsucia zwaną "pasożytnictwem", a także że żyją oni z rozboju i z rabunku - będąc rodzajem inteligentnych pasożytów. Właśnie w celu owego rozboju i rabunku jakoby przylatują często na naszą planetę. Aby zaś ludzkość NIE była w stanie wykryć ich istnienia i szatańskich działań, bez przerwy dokumentują wysiłki spychania naszej cywilizację w dół w rozwoju. Jednym zaś przejawów owego spychania nas w dół przez UFOnautów, jest że najróżniejszy materiał dowodowy implikuje iż powtarzalnie rozprzestrzeniają oni po Ziemi zarazki najróżniejszych chorób. Z kolei zarazki te powodują światowe epidemie opisywane na niniejszej stronie. Cywilizacyjnie i rozwojowo cofają więc one ludzkość do tyłu.


Część #A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Jakie są cele tej strony:

       Anglicy mają powiedzenie, "prawdziwy strażak zawsze jest przygotowany" (tj. "a true fireman is always prepared"). Niniejsza strona stara się uświadomić, że w dzisiejszej epoce nieszczęść i naturalnych katastrof, dobrze jest być przygotowanym nawet na to co najbardziej niespodziewane.


Część #B: Z jakimi zagrożeniami powinniśmy się zawsze liczyć:

      


#B1. Epidemie i zarazy - czyli wykaz najbardziej niedawnych przypadków indukowania światowej pendemii na Ziemi:

       Ludzkość i planeta Ziemia niemal nieustannie są "atakowane" jakby bronią biologiczną. Każdy z tych ataków nie jest też ani pierwszym ani ostatnim takim atakiem. Wszyscy ciągle zapewne pamiętamy poprzedni najgroźniejszy taki "atak" na ludzkość z marca 2003 roku za pomocą wirusa zwanego SARS. Zestawmy więc teraz w ujęciu "odwrotnie chronologicznym" najważniejsze z dotychczasowych biologicznych "ataków" na ludzkość obserwowanych w relatywnie ostatnich czasach:
       (xiii) Świńska grypa. W marcu 2009 roku w Meksyku wymutował się wirus śmiertelnej grypy zwanej "świńską grypą". Wirus ten łączył w sobie cechy (geny) aż kilku wirusów opisanych dokładniej w punkcie #D4 (1) poniżej tej strony - w tej liczbie również geny grypy pojawiającej się w świniach (stąd bierze się jej nazwa "świńska grypa"). Pierwszy oficjalny przypadek owej świńskiej grypy odnotowany został przez władze Meksyku w dniu 18 marca 2009 roku. Do 27 kwietnia 2009 roku na grypę tą umarło w Meksyku co najmniej 172 osoby (podobno nieoficjalna liczba ofiar mogła być nawet 2 albo 3 razy większa). Chorzy na "świńska grypę" doświadczali zarówno objawów typowej grypy (tj. bólu kości, mięśni i głowy), jak i dodatkowej silnej gorączki (sięgającej 40 stopni Celsiusza) oraz gwałtownych wymiotów. Śmierć w tej grypie powodowana była przez rodzaj "samobójstwa systemu immunologicznego chorej osoby". Mianowicie ciało chorej osoby reagowało tak ostro na wirus owej grypy, że zwalczając ten wirus przy okazji samo siebie zabijało. To dlatego na grypę tą umierali głownie młodzi i zdrowi ludzie. Pierwsza ludzka ofiara tej grypy poza Meksykiem pojawiła się w dniu 29 kwietnia 2009 roku w stanie Texas, USA. Od 30 kwietnia 2009 roku światowa organizacja zdrowia (WHO) ogłosiła "pendemię" owej grypy. W owym dniu oficjalnie potwierdzone jej przypadki były już w USA, Canadzie, Szkocji, Francji, Hiszpanii, Izraelu, Korei Południowej, Astralii i Nowej Zelandii. Jednak za wyjątkiem owej jednej dziewczynki z Teksasu, nikt wówczas jeszcze na grypę tą nie umarł poza granicami Meksyku. Pendemia "świńskiej grypy" opisywana jest dokładniej w "części #D" niniejszej strony.
       (xii) Śmiertelne zapalenia ("inflammations"). W sierpniu 2008 roku w Hong Kongu pojawiło się kilka przypadków tejemniczej choroby która zabija małe dziewczynki. O chorobie tej pisał króki artykuł "HK mystery illness claims third victim" (tj. "Tajemnicza choroba Hong Kongu zabrała trzecią ofiarę") ze strony W36 dodatku "World" do malezyjskiej gazety "The Star", wydanie z soboty (Saturday), August 23, 2008. Zgodnie z tym artykułem dziewczynki umierają na zapalenia ("inflammations"). Dwie pierwsze dziewczynki umarły tydzień wcześniej w wieku 9 i 3 lat, w wyniku zapalenia serca i zatrucia krwi ("myocarditis - inflammation of the heart, and blood poisoning). Trzecia dziewczynka umarła 8 sierpnia 2008 na zapalenie mózgu ("encephalitis or brain inflammation") w wieku 7 lat.
       (xi) Chikungunya. W lipcu 2008 roku Malezja została silnie uderzona przez wirusową chorobę roznoszoną przez komary a nazywaną "chikungunya". Choroba ta jest dosyć podobna do "dengue" opisanej w punkcie (ii) poniżej. W sierpniu 2008 roku na temat tej śmiertelnej choroby pojawiły się liczne publikacje. Jedną z nich był artykuł "Johor district worst hit by chikungunya outbreak" ze strony 19 Malezyjskiej gazety "New Straits Times", wydanie z soboty (Saturday), August 9, 2008. Symptomy tej choroby obejmują wysoką gorączkę, silny ból głowy, zmęczenie i ospałość, czerwone plamy, wrzody w ustach, silne bóle stawów - szczególnie na rękach. Owe bóle stawów są tak silne, że chory NIE jest w stanie wykonać nawet najprostrzych czynności. Umiera spory procent zarażonych tą chorobą. Jednym z naturalnych środków dopomagających w wyzdrowieniu jest "woda kokosowa" opisana w punkcie #D1 strony fruit_pl.htm - o tropikalnych owocach ze strefy Pacyfiku i o filozofii ich jedzenia.
       (x) Dziwna "żółta febra". W grudniu 2005 roku wśród peruwiańskich Indian z amazońskiej dżungli zaczęła się upowszechniać jeszcze inna śmiertelna choroba. Była ona nieco podobna do tzw. "żółtej febry" (po angielsku "yellow fever"), jednak wcale nie była tą chorobą. Jej ofiary umierały podczas ataku wymiotów przepełnionych krwią. Więcej na temat tej nieznanej choroby zawarte jest w krótkim artykule "Indians die in Peru" (tj. "Indianie umierają w Peru"), który ukazał się na stronie B3 nowozelandzkiej gazety "The Dominion Post", wydanie z soboty, December 31, 2005.
       (ix) Ptasia grypa. Pierwszy odnotowany przypadek jej pojawienia się miał miejsce w Hong Kongu w 1997 roku. Zabiła wówczas jedno dziecko. Zdołano ją jednak wyeliminować poprzez przeprowadzenie uboju wszystkich domowych ptaków istniejących w owym mieście. Ponownie jej przypadki odnotowano w 2003 roku, również w Hong Kongu. W 2004 roku pojawiła się również w Wietnamie i Tailandii. Do 2005 roku upowszechniała się ona tylko w owych trzech krajach południowo-wschodniej Azji, tj. w Chinach, Wietnamie i Tailandii. Potem, w pierwszej połowie 2005 roku, pojawiła się również w Indonezji. Na dzień 1 października 2005 roku sumaryczna liczba jej ludzkich ofiar we wszystkich tych krajach wynosiła już co najmniej 65 osób. Śmiercionośność tej grypy była przerażająca - umierało niemal 80% zarażonych nią ludzi. Potem nagle w październiku 2005 roku zaczęła się rozprzestrzeniać po całym świecie. Wyglądało to tak jakby roznoszona ona była celowo przez wehikuły UFO. Po Indonezji zarażone nią ptaki znaleziono w Rumunii i w Turcji. W kilka dni później ptasią grypę znaleziono w kilku dalszych krajach Europy i Ameryki. Do końca 2005 roku zdechłe ptaki z wirusem tej choroby znaleziono w praktycznie niemal każdym kraju świata. Na początku stycznia 2006 roku w Turcji zmarło także kilka dalszych jej ludzkich ofiar. Epidemia "ptasiej grypy" opisywana jest dokładniej w "części #C" niniejszej strony.
       (viii) SARS. Był to wirus o dzialaniu nieco podobnym do obecnej "ptasiej grypy". Epidemia SARS wybuchła w Hong Kongu w marcu 2003 roku. Zabiła ona kilka tysięcy ludzi. Na szczęście dla ludzkości UFOnauci przeoczyli w sprawie SARS działania wyjaśnione w podrozdziale JE9 z tomu 9 monografii [1/4], o wpływie grawitacji na wzrost i moc mikroorganizmow. (Wpływ ten powoduje m.in., że np. bakteria niezwykle smacznego "jogurt" odmawia rośnięcia w jakimkolwiek innym kraju poza Bułgarią.) Owo przeoczenie spowodowało, że wyhodowane w Hong Kongu wirusy SARS nie przyjęły się w USA dla jakich zapewne zostały one oryginalnie zaplanowane, chociaż uderzyły ciężko Toronto w Kanadzie, które najwidoczniej ma warunki grawitacyjne podobne do Hong Kongu.
       (vii) Ospa. W poniedziałek, dnia 1 kwietnia 2002 roku, UFOnauci zapoczątkowali w USA epidemię ospy. Epidemia ta przeniosła się następnie do Anglii. Na szczęście istniała dla niej szczepionka. Rumory na jej temat (zapewne przesadzone) stwierdzały wtedy, że podobno miała ona zarazić aż kilka milionów ludzi zanim została opanowana. (Niestety, nie mam dostępu do dokładnych danych o jej faktycznych następstwach.) Więcej na temat tej epidemii wyjaśnia podrozdział A4 z tomu 1 monografii [1/4]. Wiedząc, że atakowanie ludzkości za pośrednictwem śmiertelnych chorób jest ulubionym sposobem niszczenia stosowanym przez UFOnautów, od początku było pewnym że tamta epidemia wcale NIE była jedyną ze serii śmiertelnych chorób jakimi UFOnauci stopniowo będą atakowali ludzkość. Ptasia grypa jest więc tego potwierdzeniem.
       (vi) "Haemorrhagic fever". Jest on podobny do "dengue". Jego epidemia wybuchła w listopadzie 1995 roku w Nikaragui. Tylko do dnia 5 listopada 1995 roku zabrała ona życie pomiędzy 18 a 39 osób. Artykuł [2D4] o tej strasznej chorobie pod tytułem "Mysterious and deadly disease hit Nicaragua" opublikowany był w "New Sunday Times" (Malaysia), 5 November 1995, strona 16.
       (v) Ebola. W dniach 10 do 13 maja 1995 roku widzowie dzienników telewizyjnych na całym świecie zaszokowani zostali obrazami najbardziej (z znanych ludziom) śmiertelnej choroby wirusowej zwanej "ebola" jaka wybuchła w miasteczku Kikwit w Zairze. Do 10 maja 1995 roku umarło tam na nią 59 osób w czasie do 6 dni od chwili zarażenia. Do końca 1995 roku uśmierciła ona tam ponad 260 ludzi, w tym sporą liczbę lekarzy i pilęgniarek opiekujących się chorymi. Zabija ona 90% zarażonych poprzez rozpuszczenie ich ciała i wewnętrznych organów.
       (iv) "Necrotising fascitis". Nazywana też "ciało zjadająca bakteria". Pojawia się ona coraz częściej w różnych częściach świata. Jest ona nowym szczepem niewinnej uprzednio bakterii "streptococcus group A" jaka kiedyś powodowała anginy i bóle gardła. Obecnie gdy wniknie ona w otwartą ranę, zjada ciało ludzkie i mięśnie warstewka po warstewce, zamieniając je na formę płynną. Jeśli zaatakowana przez nią część ciała nie zostanie natychmiast amputowana, powoduje śmierć w ciągu około 24 godzin. W 1994 roku zabiła ona 22 ludzi w Anglii i Walii, podczas gdy liczba jej przypadków w Kanadzie wzrosła 5-cio krotnie. W 1995 roku przeniosła się też do Hong Kongu.
       (iii) Dżuma. Inna, być może nie tak jeszcze znana, jest epidemia dżumy ("Pneumonic Plague") która we wrześniu (September) 1994 roku wybuchła w Indiach, w małym miasteczku Surat z prowincji Madras, uśmiercając 60 osób i zarażając dalszych 3000. Choroba ta uważana była od dawna za całkowicie wygasłą na naszej planecie.
       (ii) Dengue. Jest to rodzaj wirusowej gorączki przenoszonej przez komary w tropikalnych krajach (np. Malezji). Dotychczas była ona relatywnie mało szkodliwa i przykładowo w Malezji w najgorszych latach 1982 do 1989 raportowano jedynie 500 do 2500 przypadków rocznie. Jednakże od 1990 roku choroba ta zaczęła tam się nasilać, w 1995 roku osiągając raportowane 6543 przypadki (podobno nieraportowane przypadki osiągnęły tam wówczas poziom około 13000), z czego 28 śmiertelnych. Pod koniec 1995 roku odkryto tam też, że pojawił się nowy strain tego wirusa, zwany "Dengue 2" jaki jest bardziej śmiertelny i agresywny (patrz The Sun (Malaysia), 10 May 1996, str. 9). Począwszy też od owego czasu coroczna liczba zachorowań na niego nieustannie się zwiększa. W latach 2004 i 2005 osiągnęła ona tam poziom epidemii.
       (i) AIDS. Epidemia "aids" jest obecnie najbardziej znana, jako że nęka ona naszą cywilizację już od najdłuższego czasu. Aczkolwiek intensywne badania nad tą chorobą prowadzone są nieustannie od około 1982 roku, jak dotychczas nie posunęliśmy się naprzód w jej opanowywaniu. Stąd liczba ludzi którzy na nią zachorowują narazie corocznie ulega dalszemu zwiększeniu. Faktycznie też już od dawna AIDS są już światową epidemią. Ponieważ jednak zabijają one powolnie, ludzie jakby przestali się ich obawiać.
       Powyższe epidemie opisane są również w podrozdziałach O8.3 i A4 z tomów odpowiednio 12 i 1 monografii [1/4].


#B2. Czyja inteligencja kryje się za wszystkimi owymi "atakami" epidemicznych chorób na ludzkość:

       Jeśli uważnie przeanalizować dzieje poszczególnych epidemii i zaraz, wówczas staje się jasne że wykazują one posiadanie "inteligencji". "Inteligencja" chorób epidemicznych manifestuje się m.in. tym, że ze wszystkich możliwych kombinacji ich cech i zachowań, zawsze pojawia się taka kombinacja która wprowadza sobą najwyższy impact na ludzi przy najniższej liczbie niewytłumaczalnych zdarzeń - po przykłady patrz punkt #D4 tej strony. Oczywiście, jeśli epidemiczne choroby i zarazy wykazują "inteligentne" cechy i zachowania, wówczas to oznacza że za ich powstaniem kryje się jakaś inteligencja. Spróbujmy więc w niniejszym punkcie odpowiedzieć sobie "czyja" (czy też "jaka") jest owa "inteligencja" kryjąca się za "inteligentnymi" cechami i zachowaniami epidemicznych chorób.
       W punktach #K4 i #L1 odrębnej strony internetowej soul_proof_pl.htm - o dowodach, zdjęciach i eksperymentach potwierdzających istnienie nieśmiertelnej duszy wyjaśnione zostało, że aby osiągnąć kilka nadrzędnych celów, Bóg nieustannie inspiruje poszukiwania ludzkie, mobilizuje ludzi do działania, oraz poddaje ludzkość najróżniejszym testom i egzaminom. Jednym z takich właśnie testów i egzaminów Boga są najróżniejsze choroby którym trapiona jest ludność kolejnych części świata.
       Wielu ludzi ma opory w zaakceptowaniu, że to Bóg celowo sprowadza na ludzi nieszczęścia w rodzaju chorób i epidemii. Wolą oni raczej wierzyć, że Bóg czyni wyłącznie dobro, zaś wszelkie złe zdarzenia, włączając w to choroby i epidemie, są sprowadzane na ludzi przez jakieś odmienne mroczne moce. Jeśli więc czytelnik też skłania się ku takiemu poglądowi, wówczas proponowałbym mu aby zadał sobie pytanie "jak to możliwe aby Bóg panował absolutnie nad całym wszechświatem, jednak pozwalał innym mocom aby mu bezkarnie bruździły w owym panowaniu".


#B3. Jeśli to Bóg sprowadza na ludzi epidemiczne choroby, to dlaczego tak je symuluje jakby były one inicjowane przez UFOnautów:

       Religie wyrobiły w ludziach wysoce "idealistyczny" obraz Boga. Zgodnie z tym obrazem, Bóg czyni wyłacznie "dobro", zaś zło wyrządzają jedynie przeciwnicy Boga. Dla wielu też nadrzędnych powodów Bóg zdecydował się NIE zaprzeczać swoimi działaniami temu "idealiztycznemu" obrazowi siebie samego. Jednak Bóg jest jednocześnie świadomy, że kiedyś w przyszłości ludzie odkryją, iż za wszystkimi działaniami, zarówno tymi "dobrymi, jak i tymi złymi", kryje się jedyna i ta sama nadrżedna istota, czyli jedyny Bóg. Dlatego aby móc popierać "idealistyczny" obraz Boga upowszechniany przez dzisiejsze religie, a jednocześnie stwarzać logiczne wytłumaczenie dla "zła" które będzie też akceptowalne przez przyszłe pokolenia ludzi, Bóg znalazł wyjście typu "wilk syty i owca cała". Mianowicie, Bóg tymczasowo stwarza (tj. "symuluje") istnienie i działalność na Ziemi "szatańskich UFOnautów" wyznających filozofię moralnego zepsucia zwaną "pasożytnictwem". Nastepnie Bóg tak symuluje wszelkie choroby i epidemie dotykające ludzi, aby te wyglądały jakby były one celowo indukowane na Ziemi właśnie przez owych szatańskich UFOnautów.


#B4. Jak owi UFOnauci rzekomo atakujące ludzkość bronią biologiczną są symulowani:

       Owi nasi kosmiczni krewniacy (UFOnauci) zawsze po przylocie na Ziemię jakby starannie się przed nami ukrywali. Jeśli zaś już ktoś zdołą ich zobaczyć, wówczas wyglądają dokładnie tak jak my. Dlatego mogą mieszać się z nami na ulicy i w naszych miejscach pracy, zaś my nie potrafimy ich odróżnić od siebie. Ponieważ uważają się za lepszych od nas, a także aby efektywniej nas rabować, wielu z nich zostaje naszymi przywódcami, przełożonymi w pracy, sławnymi i wpływowymi osobistościami, itp. To właśnie od nich bierze się wszelkie zło nękające ludzkość. Z powodu ich szatańskiej natury i złośliwości wobec ludzi, kiedyś nazywano ich "diabłami". W dzisiejszych czasach jednak nazywamy ich "UFOnautami". Ci nasi kosmiczni krewniacy i pasożyci są tak zaawansowani technicznie, że swoimi urządzeniami mogą czynić się niewidzialni dla naszych oczu, przenikać przez mury, a nawet latać w powietrzu. Pod hipnozą uprowadzają oni nocami ludzi do UFO, gdzie systematycznie rabują ich ze spermy i ovule. Potem na swoich planetach hodują z tych ludzkich surowców biologicznych rodzaje niewolników, których UFOnauci nazywają "biorobotami", jednak które faktycznie są naszymi dziećmi. Ci ludzcy niewolnicy wykonują potem dla UFOnautów wszelkie brudne i ciężkie prace. Aby jednak rabunek spermy i owule pozostawał nieodnotowany przez ludzi, cywlizacja ziemska musi być utrzymywana przez UFOnautów na niskim poziomie rozwoju technicznego. Dlatego UFOnauci za wszelką cenę starają się zniszczyć naszą obecną, już dzisiaj zbyt dla nich zaawansowaną, cywilizację techniczną na Ziemi i spowodować powrót ludzkości na drzewa i do jaskiń. Religie prowadziły walkę z tym szatańskim najeźdzcą przez ostatnie co najmniej 2000 lat. Niestety walkę tą zawsze sromotnie przegrały. Najwyższy więc już czas aby ludzkość jako całość zbudziła się z dotychczasowego omamu i również włączyła się do aktywnej walki z tym diabolicznym najeźdzcą z kosmosu. Niniejsza strona stara się wskazać materiał dowodzący faktu, że jednym ze sposobów na jaki owi UFOnauci starają się wyniszczyć ludzkość, jest użycie broni biologicznej. Dlatego to właśnie owi szatańscy UFOnauci obecnie starają się spowodować na Ziemi jakąś światową epidemię morderczej choroby. (Np. ostatnio tzw. "świńskiej grypy", poprzednio tzw. "ptasiej grypy", zaś jeszcze poprzednio starali się oni wywołać wśród ludzi najróżniejsze inne epidemie - po szczegóły patrz punkt #B1 tej strony.) Nie mamy więc innego wyboru, a przed tymi skrytymi atakami UFOnautów musimy zacząć się bronić. W każdym odrębnym punkcie poniżej opisany jest kolejny aspekt rzekomego biologicznego ataku UFOnautów na ludzkość, oraz naszej obrony przed tym atakiem.


Część #C: Atak "ptasiej grypy" trapiącej ludzkość od 1997 do 2006 roku:

      


#C1. "Ptasia grypa", czyli mordercza neo-średniowieczna plaga którą UFOnauci jakby propagowali w latach 1997 do 2006:

       Z powodu zasady na jakiej działa karma, dla UFOnautów jest ogromnie istotne aby ludzie nigdy nie wiedzieli że dane nieszczęście jest powodowane właśnie przez UFOnautów. Dlatego po każdym nieszczęściu które UFOnauci ostatnio wzbudzali technicznie na Ziemi, zawsze następuje ich "kampania wyjaśniająca" w której liczni UFOnauci-podmieńcy opisani w punkcie #12 strony internetowej ludobójcy udają ludzkich naukowców lub przywódców i wyjaśniają dokładnie jakie to "siły natury" lub jacy to rzekomi ludzie są odpowiedzialni za dane nieszczęście. Tak właśnie UFOnauci uczynili w przypadku wywołanego przez siebie tsunami z dnia 26 grudnia 2004 roku. Tak też czynią oni w przypadku każdego z wywoływanych przez siebie tornad czy huraganów. Podobne wyjaśnienia ich podmieńcy udzielali również w sprawie odparowania gmachów WTC przez UFO, oraz zestrzelenia promu kosmicznego Columbia. Co jednak UFOnauci zmuszeni są uczynić, jeśli po wywołaniu wśród ludzi śmiercionośnej plagi "ptasiej grypy", niemal nikt żywy nie pozostanie na Ziemi aby wysłuchiwać ich późniejszych wyjaśnień. Ano w takim wypadku UFOnauci zmuszeni są urzeczywistnić na Ziemi "kampanię uświadamiającą" która przekonałaby ludzi do rzekomych winnych owej grypie już obecnie, tj. zanim owa grypa dokona swoich zniszczeń. W ten sposób na naszych oczach, rozwija się właśnie propaganda szerzona przez UFOnautów a przygotowująca ludzi do nadejścia śmiercionośnej plagi "ptasiej grypy". Jej przejawem są najnowsze wiadomości w dziennikach telewizyjnych, a także artykuły w gazetach w rodzaju "Bird flu could kill 150 million" opublikowanego w nowozelandzkiej gazecie "The Dominion Post", wydanie z soboty, 1 October 2005, strona B1, czy "Bird flu patients appeal", zaprezentowanego w nowozelandzkiej gazecie "Otago Daily Times", wydanie z piątku, dnia 30 September 2005, strona 8. Zadaniem tej kampanii jest przekonanie wszystkich ludzi, aby za plagę tą przypadkiem nie obwiniali UFOnautów, a winili owych Azjatów oraz nieprzychylną "matkę naturę". Sam fakt że owa kampania jest obecnie tak szeroko prowadzona, jest już dla nas znakiem, że UFOnauci prą do przodu z użyciem na ludziach swojej "broni biologicznej" i uwolnienia na Ziemi tej neo-średniowiecznej plagi.
       Jak więc może wyglądać scenariusz owej plagi jeśli UFOnautom uda się ją zrealizować w sposób jaki planują. Z informacji jakie daje się nam wydedukować na temat wirusa który UFOnauci dla nas przygotowali w swoich laboratoriach aby wkrótce go wśród nas uwolnić, jest pewnym że wirus ten będzie szybki i morderczy. Z tych ludzi którzy zarażeni zostali jego ptasią wersją H5N1, przeżywa mniej niż połowa. A ludzie ci leczeni są przecież przez najlepszych lekarzy i wspomagani wszelkimi lekarstwami jakie tylko ludzka medycyna posiada obecnie w swojej dyspozycji. Kiedy więc jeszcze od niej gorsza wersja wirusa wyhodowana w laboratoriach UFOnautów specjalnie dla wymordowania ludzkości uderzy w nieprzygotowanych przechodniów z ulicy, śmiertelność zapewne będzie na poziomie około 80%. To zaś oznacza, że z każdych pięciu ludzi na Ziemi zarażonych ową grypą, przeżyje tylko około jednej osoby. Ponadto trzeba sobie przypomnieć, że podczas średniowiecznych plag UFOnauci rozpylali mikroorganizmy we wszystkich miejscach równocześnie. Stąd trzeba się liczyć, że kiedy tym razem użyją przeciw ludzkości tej swojej broni biologicznej, wtedy ich wehikuły UFO będą rozpylać wirusy ptasiej grypy we wszystkich krajach i miastach naraz. (Jak to podkreślono w punkcie (iv) poniżej, UFOnauci już obecnie tak właśnie czynią z ptasią wersją tej grypy, zarażając nią ptaki ze wszystkich kontynentów.) Już więc w kilka dni po rozpyleniu przez UFOnautów wirusa tej grypy, ludzie zaczną od niego chorować we wszystkich zakątkach świata. (Odnotuj, że gdyby wirus ten rozprzestrzeniał się naturalnie, a nie był rozpylany przez UFOnautów, wówczas zarażenia nim przemieszczałyby się po kontynentach podobnie jak linia pożarów pochłania lasy - znaczy ławą i systematycznie.) Chorych i umierających będzie naraz aż tak dużo, że praktycznie całe życie publiczne zostanie sparaliżowane. Takie sparaliżowanie naszej obrony będzie zresztą celem owego równoczesnego rozpylenia wirusa po całym świecie. Zamilknie radio i telewizja. Sklepy i apteki zostaną zamknięte. Woda przestanie płynąć z kranów. Gazu, paliwa, ani elektryczności nie będzie miał kto produkować, dowozić ani sprzedawać. Transport publiczny zaniknie. Szpitale przestaną działać. Ośrodki władzy i urzędy opustoszeją. Nikt nie będzie kierował obroną. Nikt nie będzie grzebał zmarłych. Już wkrótce powietrze będzie tak cuchnęło od rozkładających się ciał, że w miastach nie da się oddychać. Ludzie będą zmuszeni do uciekania na wieś. Ci co przetrwają będą też pozostawieni samym sobie. Nie będzie żywności ani policji. Niektórzy z tych przeżyli zaczną rabować i mordować innych. Stan chaosu potrawa przez conajmniej 2 miesiące zanim ci co przeszli już chorobę i wyzdrowieli zdołają się zmobilizować i zorganizować aby odtworzyć działanie społeczeństwa. W 1918 roku podobna grypa szalała aż przez około 18 miesięcy zanim sama wygasnęła. Należy więc mieć na uwadze możliwość, że również i od nadchodzącej zarazy ludzie będą się ciągle zarażali i umierali przez okres co najmniej jednego roku.
       Kiedy więc powinniśmy spodziewać się owej "ptasiej grypy" wywołanej przez UFOnautów? Ano, aby była ona najskuteczniejsza, UFOnauci zapewne zdecydują się ją wyzwolić kiedy po wycieńczjącej zimie dla większości ludzi nadejdzie wiosenne ocieplenie. Wszakże wówczas organizmy ludzi będą najsłabsze i najbardziej podatne. Ponadto ciepła temperatura sprzyjała będzie rozprzestrzenianiu się choroby. Jeśli więc UFOnauci w międzyczasie nie zmienią swoich zamiarów, podobnie jak je zmienili w sprawie wywołania morderczego tsunami opisanego na stronie 26ty dzień, wówczas morderczej plagi "ptasiej grypy" powinniśmy się spodziewać około marca 2006 roku. Jeśli jednak rozwój sytuacji na Ziemi zmusi UFOnautów do pośpiechu, wówczas mogą uwolnić ten wirus już pod koniec listopada 2005 roku (chociaż wówczas wirus nie będzie aż tak skuteczny jak w marcu).
       Czy istnieją jakieś konkretne przesłanki które by sugerowały, że to UFOnauci, a nie matka natura, przygotowują nam ową nadchodzącą epidemię morderczej "ptasiej grypy". Tak istnieją i jest ich sporo. Wymieńmy tutaj naważniejsze z nich:
       (i) Kampania wyjaśniająca. Jakiekolwiek nieszczęście UFOnauci nam zgotują, zawsze z ogromną pieczołowitością wyjaśniają nam kogo powinniśmy za nie winić. Chodzi bowiem o to, że "ten co dokładnie wie nie zadaje już dalszych pytań", oraz "ten co nie ustaje w pytaniu w końcu zawsze otrzymuje poprawną odpowiedź". Poprzez dokładne wyjaśnienie nam kto jest winny danemu nieszczęściu, UFOnauci zapobiegają więc odkryciu przez nas samych, że to właśnie oni nam je zgotowali. Jak dobrze wiemy, naszą planetę w ostatnich czasach dotknęło wiele morderczych wirusów. Przykładowo "ebola" czy "SARS" - patrz punkt #B1 tej strony. Jednak tylko dla właśnie nadchodzącej epidemii "ptasiej grypy" UFOnauci rozpętali tak ogromną "kampanię wyjaśniającą". To zaś nakłania, aby ci co wiedzą jak UFOnauci działają, trzymali oczy szeroko otwarte.
       (ii) Użycie wirusa z nieistniejącego na Ziemi ptaka. W dniu 3 października 2005 roku w telewizji nowozelandzkiej oglądałem interesujący program na temat wirusa "ptasiej grypy". Jakaś grupa badaczy amerykańskich odtworzyła wirus ptasiej grypy, który w 1918 roku zabił około 40 milionów mieszkańców Ziemi (tj. odpowiednik liczbowy dla wszystkich ludzi zamieszkujących Polskę). Wirusa tego badacze ci znaleźli w próbkach ciał ludzi umarłych w 1918 roku, jakie do dziś przechowywane są przez rząd amerykański. Jak się okazało, wirus ten NIE pochodził z żadnego ptaka żyjącego na Ziemi. Najwyraźniej więc UFOnauci wyhodowali go ze swoich własnych (kosmicznych) ptaków w swoich laboratoriach, potem zaś tylko przewieźli na Ziemię aby wytestować na ludziach jego skuteczność.
       (iii) Przypadkowość i brak logiki w dotychczasowych śmierciach od "ptasiej grypy". Kiedykolwiek jakaś choroba rozwija się naturalnie, wówczas istnieje wyraźny związek przyczynowo-skutkowy pomiędzy poszczególnymi jej ofiarami. Tymczasem jeśli przeanalizować owe 65 śmierci jakie do początka października 2005 roku spowodowane zostały obecnym wirusem H5N1, wówczas się okazuje że jedyne co mają wspólnego, to że dostarczają one UFOnautom pretekstu do prowadzenia obecnej kampanii przygotowującej epidemię. Przykładowo ofiary tego wirusa z Wietnamu oddzielone są szerokim oceanem od ofiar z Indonezji i nie posiadają z nimi żadnych fizycznych związków. Ponadto owe śmierci pojawiły się niespodziewanie dopiero od 2003 roku. Wygląda to jakby dopiero w 2003 roku UFOnauci zadecydowali uwolnić tą plagę.
       (iv) Równoleżnikowe rozprzestrzenienie zarażonych ptaków. Jak wszystkim doskonale wiadomo, wędrowne ptaki latają wyłącznie południkowo, np. z południa (Afryki) ku północy (Europie), lub odwrotnie. Nigdy nie latają równoleżnikowo, np. z Indonezji do Europy. Tymczasem w październiku 2005 roku wirus H5N1, przeniesiony miał jakoby być z Indonezji do Rumunii i Turcji. Jako rzekomy dowód tego przeniesienia ptasiej grypy wygodnie znaleziono w Rumunii dwie zdechłe dzikie kaczki zarażone tym wirusem. Oczywiście, takie przemieszczenie wirusa jest sprzeczne z prawami natury. Jedyne wyjaśnienie skąd owe zarażone kaczki faktycznie znalazły się w Rumunii, jest że celowo podrzucili je tam UFOnauci. Uczynili to też w taki sposób, aby z całą pewnością ktoś je znalazł i wszczął alarm.
       (v) Poprzednie wielokrotne używanie przez UFOnautów broni biologicznej przeciwko ludzkości. UFOnauci mają już długą tradycję historyczną w wykańczaniu ludzkości za pomocą swojej broni biologicznej. Najwięcej materiału dowodowego na poprzednie używanie przeciwko ludziom najróżniejszej broni biologicznej pochodzi ze średniowiecza. Stare opisy średniowiecznych plag ujawniają, że w wielu niezależnych od siebie miejscach odnotowano wówczas niezwykłe istoty, które najczęściej brano za diabłów, jak tuż przed plagą rozpylały one jakąs jakby mgłę w określonym obszarze. Potem zaś w obszarze tym wybuchała zaraza. Kolejne dowody na używanie przez UFOnautów broni biologicznej przeciwko ludziom wyłaniają się także z całego szeregu innych źródeł. Przykładowo, obecne są one w Biblii (np. patrz w Biblii jak Egipcjanie zostali ukarani za zniewalanie Izraelitów - Exodus 12:29). Również fakt, że mordercza grypa z 1918 roku pochodziła z nieznanego na Ziemi ptaka, też dowodzi celowego zarażania. Kolejnym dowodem jest fakt, że UFOnauci mordują znaczną proporcję indywidualnych ludzi właśnie poprzez zarażanie ich najróżniejszymi choróbskami. Kiedyś badałem osobę uprowadzaną do UFO, której UFOnauci zademonstrowali jak tego zarażenia dokonują. Także mnie samego UFOnauci bez przerwy nękają najróżniejszymi choróbskami tylko za to że z nimi ośmielam się walczyć. Wielokrotnie też w swoim życiu odnotowałem przypadki zostania zarażonym jakąś kolejną paskudną chorobą podczas częstego u mnie uprowadzenia do UFO. (Po więcej szczegółów patrz np. podrozdział A4 z tomu 1 monografii [1/4].)
       (vi) Inteligently wybór czasu epidemii. Gdyby to "matka natura" miała nas uderzyć, czas wybuchu epidemii byłby zupełnie przypadkowy. Szczególnie że ewolucja tego wirusa ma jakoby następować w krajach tropikalnych (tj. we Wietnamie i Indonezji), gdzie przez cały rok panują podobnie sprzyjające warunki do jego rozwoju. Tymczasem wyraźnie można odnotować, że owa epidemia "inteligentnie zwleka" z nadejściem, tak jakby "wiedziała" że dopiero około marca 2006 roku będzie w stanie uczynić najwięcej zniszczeń wśród ludzi.
       Z tego co wiemy o UFOnautach, powyższe przesłanki dosyć wyraźnie demaskują że "ptasia grypa" to nie przypadek, a ich szatański wytwór wdrażany na Ziemi według inteligentnego i dobrze przemyślanego planu mordowania ludzi.
       Czy możemy do plagi tej się przygotować? Tak możemy oraz powinniśmy. Wszakże kiedy ona nadejdzie będzie już za późno na działanie. Dobrze więc uczynić to co opisano w punktach #G2 i #E1 tej strony, czyli zgromadzić jakiś zapas środków uodparniających i antygrypowych. Ponadto ważne aby mieć wówczas wystarczający zapas jedzenia w konserwach, wody pitnej, paliwa, oraz baterii, aby przetrwać przez najgorszy okres - po szczegóły patrz punkt #G1 tej strony. (Takie zapasy w dzisiejszych czasach warto zresztą cały czas mieć pod ręką, bowiem nigdy nie wiadomo co UFOnauci jutro mogą nam wywinąć.) Ponadto, co najważniejsze, należy coraz otwarciej o tym mówić i myśleć, że to właśnie UFOnauci przygotowują nam ową plagę. Jeśli bowiem wystarczająca liczba ludzi będzie tak myślała i mówiła, z powodów karmatycznych UFOnauci zmuszeni będą wstrzymać jej wzniecenie.
       Po poznaniu powyższego opisu staraj się polecić go też innym do przeczytania. Jak to bowiem wyjaśniłem na stronie internetowej 26ty dzień, narazie jedynym sposobem naszej obrony przed atakami UFOnautów jest uprzedzenie tak dużej liczby ludzi jak tylko możliwe że taki atak właśnie się zbliża. Jeśli bowiem wystarczająco duża liczba ludzi wie o nadchodzącym ataku, oraz wie czego się spodziewać, wówczas z przyczyn karmatycznych UFOnauci zaniechają jego zrealizowania (lub przeniosą jego zrealizowanie na czas kiedy ludzie już o nim zapomną).


Część #D: Atak "świńskiej grypy" z 2009 roku:

      


#D1. "Świńska grypa" jako mordercze udoskonalenie "ptasiej grypy":

       Jak to wyjaśnione już zostało w punkcie #B1 tej strony, tzw. "świńska grypa" najpierw pojawiła się w Meksyku. Najwcześniejszy jej przypadek został oficjalnie zarejestrowany przez tamtejsze władze w dniu 18 marca 2009 roku. Był nim 5-cio letni chłopiec o nazwisku Edgar Enrique Hermandez, z małego prowincjonalnego osiedla położonego przy ogromnej hodowli świń w obwodzie La Gloria z meksykańskiego stanu Veracruz. Do końca kwietnia oficjalna liczba ofiar tej grypy w samym Meksyku wynosiła co najmniej 172 osoby (nieoficjalnie sugerowano że liczba ta może być nawet 2 lub 3 razy większa). W dniu 29 kwietnia 2009 roku w stanie Texas, USA, umarło małe dziecko które było pierwszą ludzką ofiarą tej grypy poza Meksykiem - patrz artykuł "First flu death in US" (tj. "pierwsza śmierć od grypy w USA") ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie datowane w czwartek (Thursday), April 30, 2009. Na przekór bowiem że w samym Meksyku owa grypa byłą mordercza, poza Meksykiem miała ona równie łagodny przebieg jak każda zwykła ludzka grypa.
       Wirusy "świńskiej grypy" łączą w sobie cechy aż kilku odmiennych gryp - tak jak to wyjaśniono w punkcie #D4 (1) poniżej na niniejszej stronie. Symptomy tej grypy obejmują zarówno wszelkie symptomy typowej ludzkiej grypy, tj. łamanie w kościach, bóle mięśni, bóle głowy, jak również charakterystyczną dla tej grypy bardzo silną gorączkę - bliską 40 stopni celsiusza, a ponadto biegunkę, mdłości i gwałtowne wymioty. Śmierć w następstwie "świńskiej grypy" polega na rodzaju "samobójstwa popełnianiego przez system immunologiczny chorego". Mianowicie, grypa ta powoduje tak silną reakcję obronną organizmu chorego, że usiłując zabić wirusy tej grypy dany organizm faktycznie zabija aż sam siebie. To dlatego na "świńską grypę" umierają głównie ludzie młodzi o silnych organizmach. Natomiast ludzi starych i słabych grypa ta oszczędza.
       Świńska grypa daje się leczyć dwoma lekarstwami, mianowicie tzw. "Tamiflu", oraz podobnym do Tamiflu lekarstwem zwanym "Relenza".


#D2. Ociężała reakcja władz na "świńską grypę":

       Atak owej "świńskiej grypy" na Nową Zelandię jest doskonałym przykładem zasad na jakich operują dzisiejsze instytucje. Kiedy przez okres praktycznie całego kwietnia 2009 roku światowe telewizje raportowały spustoszenie jakie owa grypa czyni w Meksyku, decydenci w Nowej Zelandii popijali sobie kawę i udawali że problem wcale NIE istnieje. A mogli przecież zacząć natychmiast monitorowanie na lotniskach przyjeznych z Meksyku, oraz natychmiast izolować tych którzy byli w stanie grypę tą upowszechnić po całej Nowej Zelandii. W ten sposób upowszechnienie się wirusa owej grypy po odizolowanych od reszty świata wyspach Nowej Zelandii mogło być zapobiegnięte. Niestety, władze obudziły się z letargu i podjęły działanie dopiero kiedy w piątek 24 kwietnia 2009 roku wszystki uczestnicy szkolnej wycieczki do Meksyku z Rangitoto College w Auckland raptownie zachorowali na gwałtowną grypę, zaś ich rodziny podniosły alarm. Władze pobrały wówczas próbki ich wirusów, jednak wysłały te próbki do zbadania w Australii dopiero w trzy dni później. W międzyczasie zarażenia tą grypą swobednie się rozprzestrzeniały po kraju. Dopiero kiedy zostało oficjalnie potwierdzone, iż wszystkich 11 uczestników owej szkolnej wycieczki do Meksyku faktycznie ma "świńską grypę", władze zaczeły działać. Do owego jednak czasu "świńska grypa" rozprzestrzeniła się już po całej Nowej Zelandii i było już za późno aby ją opanować - co dosyć dobrze wyjaśnia artykuł "Delays may put thousands at risk" (tj. "Opóźnienia mogą postawić tysiące w niebezpieczeństwie") ze strony A1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie datowane w środę (Wednesday), April 29, 2009. Jedyne co więc pozostało, to niwelować konsekwencje szerzącej się grypy.
       Wnioski wynikające z obserwacji reakcji obecnego świata na "świńska grypę" są raczej demoralizujące. Wykazują bowiem, że obecne ludzkie instytucje nadal NIE są w stanie zapobiec nadchodzącej epidemii nawet w państwach wyspiarskich które praktycznie są całkowicie odizolowane od świata. Jedyne więc co dzisiejsze włądze i instytucje potrafią uczynić, to "sprzątać trupy" po tym jak owa epidemia uczyni już równe spustoszenie wśród ludzi jak "zarazy" czyniły to w czasach średniowiecza.


#D3. Zależność morderczości wszelkich wirusów i bakterii, w tym wirusów "świńskiej grypy", od grawitacji miejsca w którym się one wymutowały:

Motto: "Natychmiast po przeniesieniu w miejsce o odmiennej grawitacji, wirusy wszelkich chorób tracą swoją morderczość."

       W 1996 roku, tj. na początku swojej profesury na Borneo, wypracowałem tam tzw. "równania grawitacyjne". Ich szerszy opis można poznać z podrozdziału JE9 z tomu 9 monografii [1/4], lub w podrozdziale G9 z tomu 3 monografii [8/2]. Równania te stwierdzają, że wszelkie atrybuty praktycznie każdego organizmu silnie zależą od grawitacji miejsca w którym organizm ten się wyewoluował. Dlatego np. u ludzi grawitacja miejsca ich ewolucji wpływa m.in. na ich długowieczność, inteligencję, wzrost, ciężar, uczucia, zwrot karmy, itp. Również i w przypadku organizmów tak małych jak wirusy i bakterie, lokalna grawitacja miejsca w którym wirusy te czy bakterie się wymutowały, wpływa na praktycznie wszelkie ich cechy, w tym na ich morderczość. To właśnie z powodu owego uzależnienia morderczości wirusów i bakterii od grawitacji miejsca ich wymutowania się, jeśli np. zarazimy się jakąś chorobą w jednym miejscu świata, potem jednak przelecimy samolotem do zupełnie innego miejsca świata, owa choroba jest tam łatwo i szybko leczona przez nasze ciało.
       Istnieje cały szereg dowodów empirycznych na poparcie owego wniosku wynikającego z moich "równań grawitacyjnych", że "wirusy i bakterie tracą i zmieniają swoje atrybuty po zostaniu przeniesionymi w odmienne miejsce o innej grawitacji". Jednym z przykładów tych dowodów, jest fakt który zapewne odnotował każdy czytelnik, mianowicie że jeśli ktoś ma katar lub grypę w chwili odlotu samolotem do innego kraju, po przylocie na miejsce ów katar lub grypa niemal natychmiast zanika. Innym dowodem na prawdziwość tego wniosku są doświadczenia producentów tzw. "jorgut" czy "yoghurt" (tj. fabrycznie produkowanego "kwaśnego mleka"). Producenci ci wiedzą bowiem, że jeśli produkują odmianę jakiegoś jorgutu, którego zakwaszenie powoduje specjalna bakteria z jakiegoś kraju, np. bakteria słynnego "kwaśnego mleka" z Bułgarii, wówczas bakterię tą trzeba nieustannie dowozić z owego kraju, bowiem po jej wymutowaniu się w nowym miejscu jej oryginalne cechy zakwaszania mleka niemal zupełnie zanikają.
       Powyższa prawidłowość najlepiej się zamanifestowała właśnie w trakcie szerzenia się "świńskiej grypy". Mianowicie, na przekór że w Meksyku w którym wirusy "świńskiej grypy" oryginalnie się wymutowały, grypa ta zasiewała ogromne spustoszenie, osoby nią zarażone w innych miejscach świata początkowo przechodziły ją niemal tak samo lekko jakby była to "normalna ludzka grypa". Niestety, owa początkowa niewielka śmiertelność "świńskiej grypy" jest tymczasowa. Zaniknie ona natychmiast po tym jak w wyniku łańcuchów kolejnych zarażeń mających miejsce już w lokacjach o odmiennej niż Meksyk grawitacji, wirusy te wymutują swoją wersję która będzie już dostosowana do lokalnej grawitacji w danym miejscu ich szerzenia się. Jest więc to już tylko kwestią czasu kiedy "świńska grypa" także w innych miejscach świata zacznie być równie śmiertelna jak jest w Meksyku. Jedyna więc szansa aby ta grypa nie przekształciła się w "zarazę" która zdziesiątkuje całą ludzkość, jest że grypa ta z jakichś tam powodów sama zaniknie zanim jej wirusy wymutują swoje wersje już dostosowane do lokalnych warunków grawitacyjnych poszczególnych krajów. Czy jednak to się stanie, pokażą to nam już wkrótce nadchodzące czasy i zdarzenia.


#D4. Przejawy inteligencji w pojawieniu się, cechach, oraz upowszechnianiu "świńskiej grypy":

       Najbardziej szokujące w ostatnio atakującej ludzkość "świńskiej grypie" jest to, że grypa ta manifestuje jakby "posiadanie inteligencji". Znaczy, grypa ta wykazuje posiadanie takich cech, a także demonstruje takie zachowania, jakby była ona rodzajem "inteligentnego stworzenia" które rozwija w sobie cechy i postępowania jakie dokumentują zamierzoność i celowość. Wszakże ze wszystkich możliwych scenariuszy pojawienia się i upowszechnienia tej grypy, każde związane z nią zdarzenie nosi w sobie cechy inteligentnie tak zaprojektowanego i zrealizowanego, aby spowodować możliwie najsilniejszy wpływ na ludzi. Inteligencja "świńskiej grypy" zaczyna się rzucać w oczy, jeśli ktoś przeanalizować jej cechy, sposób jej pojawienia się, a także wzór jej upowszechniania się po świecie.
       Oczywiście, zanim przeglądnimy sobie przykłady dokumentujące "inteligencję" świńskiej grypy, najpierw musimy sobie zdefiniować co nazywamy "inteligentnymi cechami" oraz "inteligentnym zachowaniem" czegoś co należy do tzw. "natury". Przykładem "inteligentnych cech" w naturze może być ergonomiczny kształt banana opisany w punkcie #D3.1 strony fruit_pl.htm. Aby docenić "inteligencję" cech tego owocu, rozważmy jak jadłoby się banany gdyby te miały przykładowo zupełnie przypadkowe kształty i konsystencję, takie np. jak występują w kawałku zastygnietej lawy. Z kolei przykładem "inteligentnego zachowania" może być zachowanie huraganu "Nargis", którego atak na Burmę (Mayanmar) w dniach 3 i 4 maja 2008 roku, opisny jest w punktach #E1 i #E2 strony katrina_pl.htm. Lepsze zrozumienie jak "inteligentnie" działał tamten huragan Nargis daje nam porównanie jego zasady działania z np. działaniem typower burzy powodującej groźne dla życia ludzkiego wzburzenie morza. Jak z powyższych przykładów to widać, demonstrowanie "inteligencji" przez coś z natury polega na przyjmowaniu takich cech i takich zachowań, które pozwalają danemu czemuś najefektywniej osiągnąć swój cel. (W przypadku dowolnej choroby - w tym "świńskiej grypy", celem tym jest spowodowanie światowej pendemii i uśmiercenie możliwie największej liczby osób.) Jeśli coś w naturze wykazuje "inteligencje" wówczas to oznacza, że demonstruje to sobą cechy i zachowania które wystąpiłyby w tym czymś gdyby było to celowo inżynierowane i następnie zamierzenie sterowane w działaniu przez jakąś inteligentną istotę.
       Pendemia "świńskiej grypy" z 2009 roku zamanifestowała właśnie dziwnie wysoką "inteligencję" w powyższym zrozumieniu. Przeglądnijmy więc teraz przykłady tych aspektów "świńskiej grypy", w których w oczy rzuca się właśnie owa "inteligencja" z którą grypa ta spowodowała najsilniejszy wpływ na ludzi jaki był możliwy przy jej cechach i przy dzisiejszych warunkach na świecie. Oto owe aspekty:
       (1) Inteligentna kompozycja genetyczna. Mianowicie, grypa ta łączy w sobie geny, a stąd i cechy, aż kilku gryp poprzednio prześladujących ludzkość. Wygląda to niemal tak jakby ktoś (UFOnauci?) genetycznie inżynierował tą grypę właśnie w taki sposób aby nadać jej najbardziej mordercze cechy. I tak, było to raportowane, że w wirusach "świńskiej grypy" skoncentrowane zostały mordercze cechy co najmniej trzech odmiennych gryp, tj. zarówno typowej ludzkiej grypy, jak i tzw. "ptasiej grypy" opisywanej w "części #C" tej strony, a także zwierzęcej grypy która dotychczas upowszechniała się jedynie wśród świń. Po świecie krążą też pogłoski, że "świńska grypa" z 2009 roku zawiera w sobie także niektóre geny tzw. "hiszpańskiej grypy" z 1918 roku - która przecież należała do jednej z najbardziej morderczych chorób naszej planety. Co ciekawsze, wirusy owej "grypy hiszpańskiej" nie pojawiły się w żadnej innej grypie jaka zaistniała na Ziemi już po 1918 roku. Hiszpańska grypa faktycznie była więc już wymarła. Aby zaś geny tamtej "grypy hiszpańskiej" nagle mogłyby się znaleźć w wirusach "świńskiej grypy", ktoś by musiał najpierw dokonać "genetycznej inżynierii" owej "świńskiej grypy" - wbudowując w nią geny grypowe jakie od dawna były już wymarłe na Ziemi.
       (2) Zasada na jakiej "świńska grypa" zabija. Typowa ludzka grypa nigdy NIE zabija sama z siebie. Zabijają jedynie powikładnia które się pojawiają jeśli ktoś np. przeziębi grypę.
       (3) Pojawienie się i upowszechnianie poza "sezonem grypowym". Świńska grypa pojawiła się poza typowym sezonem grypowym. To zaś oznacza, że jej wywołanie NIE mogło być "naturalne". Ktoś lub coś musiało zaindukować tą grypę w sposób celowy i inteligentny, uzyskując w ten sposób jakieś tylko temu komus znane cele.
       (4) Miejsce powstania i ujawnienia swego działania. Kolejną inteligentną cechą "świńskiej grypy" jest miejsce w którym ona powstała i najpierw ujawniła swoje działanie - mianowicie prowincjonalny Meksyk którego nikt uprzednio NIE posądzał że może się on stać zaczątkiem światowej pendemii. Poprzez pojawienie się najpierw w Meksyku, grypa ta zdołała cichcem upowszechnić się po praktycznie całym świecie zanim ludzkie instytucje zorientowały się o jej istnieniu i podjęły pierwsze działania. Kolejnym przejawem inteligentnego zachowania tej grypy było że jej cechy silnie zależały od grawitacji. To zaś pozwoliło jej niepostrzeżenie upowszechnić się po wielu krajach, zanim władze owych krajów mogły się zorientować że mają już ją na swoim terenie.
       (5) Niepostrzeżone upowszechnienie się. Jeszcze innym przejawem inteligencji tej grypy było, że jej zachowania stanowiły jakby rodzaj "testu" który miał sprawdzić gdzie leżą tzw. "słabe punkty" w dzisiejszych organizacjach zwalczających pendemię. Dlatego po ujawnieniu przez ową grypę owych "słabych punktów", możliwe jest teraz inteligentne zaprojektowanie następnej choroby, która wykorzysta te słabe punkty aby zmasakrować ludność całego świata.
       Wykazywanie inteligencji przez "świńską grypę" teoretycznie rzecz biorąc może wywodzić się z dwóch odmiennych źródeł. Mianowicie, albo grypa ta (1) posiada rodzaj "inteligentnej zbiorowej duszy", która to "dusza" owej grypy wykazuje wszelkie cechy dusz opisywane na stronie soul_proof_pl.htm - o dowodach, zdjęciach i eksperymentach potwierdzających istnienie nieśmiertelnej duszy, albo też (2) ktoś inteligentnie steruje wszystkim co dotyczy owej "świńskiej grypy", czyli ktoś najpierw inteligentnie ją zaprojektował, zaś obecnie inteligentnie ją upowszechnia po Ziemi. Ja osobiście jestem skłonnym uważać, że w działaniu jest inteligencja z punktu (2) - tj. ktoś inteligentnie zaprojektował i upowszechnia ową grypę. Kim zaś ów ktoś jest, wyjaśnia to dokładniej punkty #B2 i #B3 niniejszej strony.


Część #E: Co czynić aby być przygotowanym na niespodziewane:

      


#E1. Podnoszenie naszej odporności immunologicznej - klucz do naszej obrony przed "ptasią grypą":

       Jedną z najważniejszych form przygotowania się na nadejście epidemii, jest trwałe podniesienie u siebie i u swoich najbliższych odporności immunologicznej na ataki wirusów grypy (tj. "immune boosting"). Nie ma bowiem się co łudzić, epidemię tą przetrwamy tylko jeśli organizm nas samych i naszych najbliższych będzie w stanie zwalczyć załapaną infekcję. Wszakże UFOnauci uczynią pewnym, że każdy mieszkaniec Ziemi prędzej czy później będzie wystawiony na wirusa. Tylko więc od zdolności organizmów poszczególnych ludzi do zwalczania chorób typu grypa będzie zależało czy wirusa tego zdołają u siebie zwalczyć. Z kolei aby zwiększyć własną odporność immunologiczną nie wystarczy jedynie połknąć kilku tabletek "tamiflu" za którymi cały świat dzisiaj szaleje. (Skąd zresztą wziąść owo lekarstwo przeciw-grypowe, kiedy nigdzie nie ma go w wolnej sprzedarzy, zaś rządy trzymają je jako swoje rezerwy.) Najlepiej więc dla podniesienia swej trwałej odporności podjąć systematyczne i długofalowe działanie, które każdy z nas powinien rozpocząć natychmiast (tj. od dzisiaj). Jak dokładnie podnosić tą naszą odporność na choroby grypo-podobne, niemal każdy fachowiec ma na to własną teorię i własne rekomendowane przez siebie medykamenty ("immune boosters"). Ponieważ trudno znaleźć obiektywne dane porównawcze jaki sposób jest najefektywniejszy, a jeszcze trudniej znaleźć metodę co do której wszyscy by się zgadzali, opiszę tutaj jak ja sam powiększam swoją odporność immunologiczną na choroby w rodzaju grypy. To co tu wyjaśnię wcale NIE gwarantuje uchronienia przed ptasią grypą. Niemniej wskazuje kierunek od jakiego można rozpocząć swoje działania. W moim własnym przypadku trzy kroki jakie tu opiszę okazują się relatywnie skuteczne. Chronią mnie bowiem dosyć dobrze przed całym zatrzęsieniem najróżniejszych choróbs z rodziny gryp, jakimi niemal przy okazji każdego uprowadzenia do UFO wrogo do mnie nastawieni UFOnauci starają się mnie zarazić. Wszakże jestem twórcą totalizmu którego UFOnauci nie znoszą. Gdyby więc potrafili uczynić to w sposób nieodnotowalny dla innych ludzi, z przyjemnością UFOnauci utopiliby mnie w przysłowiowej "łyżce wody". Oto więc kroki jakie podjąłem aby mój organizm mógł zwalczać grypo-podobne infekcje nadane mi przez UFOnautów:
       (a) Jedno jabłko po każdym posiłku. Zanim opiszę tu sposób na jaki powiększam swoją własną odporność immunologiczną, powinienem wyjaśnić, że opisane tu środki stosuję tylko przez relatywnie niedawną część swojego życia. Początkowo nie zażywałem niczego dla utrzymania zdrowia. Chorowałem więc praktycznie bez przerwy. Posądzałem wówczas że po prostu jestem z natury chorowity. Dopiero wiele lat później odkryłem, że praktycznie wszystkie moje choroby demonstrują cały szereg atrybutów które dowodzą, że indukowane są one u mnie celowo właśnie przez UFOnautów. Pierwsze zamierzone działanie nastawione na poprawę swojej odporności immunologicznej podjąłem dopiero około 1990 roku. Mieszkałem wówczas w Dunedin. Zwróciłem wtedy uwagę na często powtarzane w Nowej Zelandii powiedzenie, że "jedno jabłko na dzień trzymać będzie lekarzy z daleka, jedna cebula na dzień trzymać będzie wszystkich z daleka, zaś jeden czosnek na dzień utrzyma z daleka nawet wampira" (po angielsku "one apple a day keeps doctors away, one onion a day keeps everyone away, one garlic a day keeps even a Dracula away"). Zdecydowałem się sprawdzić, czy faktycznie ono działa. Ponieważ nie jestem entuzjastą jedzenia cebuli czy czosnku, postanowiłem zjadać jedno jabłko po każdym posiłku (czyli zjadałem po trzy jabłka dziennie). W następstwie tego prostego posunięcia uzyskałem tak duże zmniejszenie liczby wizyt u lekarza, że oszczędności na opłatach za te wizyty przewyższały moje wydatki na jabłka. (W Nowej Zelandii nawet najkrótsza wizyta u lekarza kosztuje co najmniej 50 dolarów, plus koszta drogich lekarstw jakie on zapisze. Kilogram zaś jabłek kosztuje od jednego do czterech dolarów, zależnie od sezonu i jakości.) Owo jedzenie jabłek po każdym posiłku stosuję więc dosłownie w każdy dzień aż do dzisiaj. Tyle że z czasem zwiększyłem urozmaicenie zjadanych owoców i obecnie jem przy każdym posiłku co najmniej połowę jabłka, plus co najmniej połówki z dwóch innych owoców jakie zmieniają się zależnie od sezonu. Aczkolwiek zjadanie tych owoców drastycznie zmniejszyło moją zapadalność na najróżniejsze choroby, nie wyeliminowało tej zapadalności całkowicie. Ciągle około dwa razy do roku dopadała mnie jakaś długa i dokuczliwa choroba związana z kaszlem, katarem, bólem głowy, wymiotami, itp.
       (b) Szklanka świeżego soku owocowego każdego ranka na pusty żołądek. Podczas swojej profesury w Malezji w latach 1993-6 poznałem moją obecną żonę. Ona zaś rozsmakowała mnie w świeżych sokach owocowych, które każdego ranka podawała mi do wypicia na pusty żołądek. Sok ten robi ona osobiście tuż przed wypiciem za pomocą sokowirówki. Wypijany sok za każdym razem wyciskany może być z czegoś innego, zależnie co jest dostępne w sklepach warzywniczych w danym sezonie. Jednak kombinacjami które pijam najczęściej są: selery, marchewki i jabłka, albo też marchewki i pomarańcze. Te składowe bowiem w Nowej Zelandii są najtańsze, zawsze je można w sklepie dostać, mają najwięcej składników jakie nasz organizm potrzebuje dla zdrowia, oraz podczas picia są bardzo smaczne. Aby sok ten był przyjemny do wypicia, zawsze jest on słodzony (zazwyczaj miodem a nie cukrem). Niemal całkowicie unikam przy tym picia gotowych soków zakupionych w sklepie, ponieważ po pierwsze są one nieświeże (tj, wykonano je na wiele dni, a czasami nawet miesięcy, wcześniej), po drugie zaś dla zwiększenia ich żywotności w fabryce nafaszerowano je różnymi chemikaliami. Dlatego takie fabryczne soki faktycznie pomniejszają moją odporność na choroby zamiast ją zwiększać. Po rozpoczęciu codziennego picia szklanki takiego świeżego soku odnotowałem, że moja zapadalność na choroby jeszcze bardziej spadła. Przykładowo moje zachorowania na choroby związane z kaszlem i katarem zmniejszyły się do około jednego na rok, a w niektórych latach nawet do jednego zachorowania na dwa lata. Sok ten wydatnie więc zwiększa moją trwałą odporność immunologiczną na choroby typu grypa.
       (c) Awaryjne wzmacnianie odporności: "Echinacea" oraz "kwiat lipy". Na dodatek do opisanego powyżej systematycznego zjadania owoców oraz wypijania świeżego soku każdego ranka, w krytycznych sytuacjach używam też dwa dalsze lekarstwa ziołowe dla chwilowego podniesienia swojej odporności immunologicznej. Lekarstwa te w wyniku wielu prób i eksperymentów potwierdziłem jako szczególnie skuteczne. Niestety, są one aktywne tylko przez krótki okres czasu (tj. do około 2 tygodni). Potem trzeba dokonać przerwy w ich użyciu też o długości około 2 tygodni. Jak stwierdziłem, te dwa zioła mają zdolność do wytłumienia pełnego rozwoju choroby typu grypa, nawet jeśli pojawią się już pierwsze objawy tej choroby. Awaryjne użycie tych środków niedopuszcza do pełnego rozwoju danej choroby i przywraca zdrowie. Dlatego ja używam je zapobiegawczo w każdej sytuacji kiedy zaistnieje bezpośrednie niebezpieczeństwo że załapię jakiegoś wirusa. Przykładowo używam je ponieważ ktoś obok mnie w pracy kicha i kaszle. Ponadto zażywam je także natychmiastowo we wszystkich sytuacjach kiedy odnotuję że załapałem już wirusa, a więc kiedy zaczyna boleć mnie gardło i głowa, zaczynam kichać, pojawia się u mnie katar, itp. W obu tych przypadkach owe środki zapobiegają pełnemu rozwinięciu się choroby. Owymi awaryjnymi środkami są tabletki 1000 mg (plus) wyciągu amerykańskiego zioła nazywanego "Echinacea", oraz wypijanie herbaty zaparzonej z "kwiatu lipy". W Nowej Zelandii tabletki "Echinacea" można kupić praktycznie w każdym domu towarowym. Są one też dostępne w każdej aptece. W czasach takiego bezpośredniego zagrożenia zażywam jedną tabletkę Echinacea dziennie, zwykle również przed którymś posiłkiem. Jeśli boli mnie gardło wówczas jednocześnie co jakiś czas zażywam też pastylki na bół gardła z tego samego zioła (pastylki te nazywane są "Echinacea Throat Lozenges"). Owo amerykańskie ziele w bardzo krytycznych sytuacjach uzupełniam też wypiciem trzech szklanek dziennie (zwykle pomiędzy posiłkami) herbaty zaparzonej z kwiatu lipowego. Ponieważ herbaty tej nie można dostać w Nowej Zelandii, celowo sprowadzam ją sobie z Polski. Jak się przekonałem, herbata z kwiatu lipy także jest bardzo silną "immune booster". W sumie, jeśli owe dwa zioła (tj. "Echinacea" i "kwiat lipy") zacznę zażywać wystarczająco wcześnie, zawsze uniemożliwiają one pełny rozwój choroby która właśnie mnie zaatakowała. Natychmiast też kiedy zagrożenie przemija, zaprzestaję zażywania tych dwóch awaryjnych środków. Wszakże należą one do chwilowych "immune boosters" których działanie opiera się na zasadzie krótkotrwałego zmobilizowania obronności organizmu. Dlatego tracą one swoją moc po około dwóch tygodniach nieustannego zażywania (organizm po prostu do nich się przyzwyczaja i przestaje na nie reagować). Trzeba mieć więc co najmniej dwa tygodnie przerwy w ich używaniu i odpoczynku dla organizmu, zanim ponownie mogą być zażyte z sukcesem.
       Aczkolwiek opisane powyżej trzy sposoby zwiększania mojej odporności immunologicznej nie były sprawdzone w działaniu na ptasiej grypie, osobiście liczę właśnie na nie na wypadek zarazy. Wszakże przeciw-grypowych "immune boosters" które reklamują w gazetach, w rodzaju "tamiflu", zapewne nie uda mi się zdobyć. Wszakże są one w rezerwie rządowej. (Aczkolwiek moja żona posiada w domu paczuszkę chińskiej przyprawy do potraw i wódki zwanej "anyżem" - po angielsku nazywanej "star anise". To z niej podobno "tamiflu" ma być wykonywane.) Ponadto wierzę też w zapewnienia ekspertów medycznych, że sama jedna "tamiflu" nie okaże się zdolna do zapobiegnięcia tej paskudnej zarazie. Tabletki te były przecież dostępne kiedy ludzie zarażali się wirusem H5N1 w Chinach, Wietnamie i Indonezji. A pomimo to ciągle ponad połowa zarażonych umarła.
       (d) "Mleczko pszczele", "dehumidifier" i inne eksperymenty. Medykamenty faktycznie powiększające moją odporność immunologiczną, które opisałem w punktach (a) do (c) powyżej, nie są jedynymi jakie sprawdzałem eksperymentalnie. W aptekach i supermarketach bez przerwy przecież oferują najróżniejsze środki, które jakoby mają działać cuda. Ja uprzednio próbowałem aż kilka z nich, np. tzw. "dietary supplements" oraz "spirulina". Niestety większość się nie sprawdziła. Pomimo ich zażywania moja odporność immunologiczna nie uległa zwiększeniu. Być może, że podobnie jak to ma miejsce z Echinacea i kwiatem lipy, nasz organizm do nich się przyzwyczaja i aby utrzymać ich skuteczność należy przerywać ich zażywanie po dwóch tygodniach (ja zażywałem je ciągle przez długie okresy czasu). Dla odmiany moje eksperymenty ze starożytnym syropem chińskim nazywanym King To "Nin Jiom Pei Pa Koa" zakończyły się sukcesem. (Jego nazwa "Nin Jiom Pei Pa Koa" i producent "King To" napisane są na opakowaniu. Chińczycy nazywają je także "matka i syn" - po angielsku "mother and son", ponieważ w dawnych czasach na jego opakowaniu nadrukowany był rysunek matki i syna.) Owo starożytne chińskie lekarstwo faktycznie potrafi uciąć i odwrócić objawy narastającego bólu gardła i anginy - jeśli zażyje się je natychmiast po tym jak stwierdzi się pierwsze drapanie w gardle, co zwykle ma miejsce około 3 nad ranem (wystarczy wówczas wolno zlizać, tak jak to czyni się z pastylkami na ból gardła, zawartoś jednej łyżki stołowej tego silnego lekarstwa). Jego skuteczność wynika z faktu, że przywraca ono w naszym organiźmie balans energii "yang" i "yin". (Energie te, oraz ich wpływ na nasze zdrowie, opisałem na stronie owoce tropiku.) Z kolei bóle gardła i anginy indukowane są właśnie nadmiarem energii "yang" w naszym organiźmie spowodowanym np. zjedzeniem wieczorem jakiejś silnie upieczonej potrawy (dużej porcji frytek, pieczonej ryby, itp.). Jeśli jednak lekarstwa tego nie da się zakupić w Polsce, wówczas warto wiedzieć, że ten sam co ono efekt daje natychmiastowe zassanie całej serii "Echinacea Throat Lozenges" opisanych wcześniej. Szybkie wyeliminowanie bólów gardła i angin ma duże znaczenie w naszej obronie przed grypami. Jeśli bowiem ktoś da im się rozwinąć, wówczas osłabiają one organizm, tak że potem wirusy grypy mogą łatwo przejąć nad nim kontrolę i go wykończyć. Jakieś dwa miesiące temu (tj. we wrześniu 2005 roku) rozpocząłem eksperymentowanie z kolejnym "immune booster". Jest to "mleczko pszczele" (po angielsku "Royal Jelly"). Każdy swój dzień natychmiast po wstaniu z łóżka zaczynam teraz od spożycia na czczo jednej tabletki 1000 mg owego "mleczka pszczelego". Dopiero potem, tj. po zakończeniu wszystkich porannych czynności, przed zjedzeniem śniadania ciągle na pusty żołądek wypijam szklankę świeżego, naturalnego soku owocowego. Muszę tutaj przyznać, że owo mleczko pszczele faktycznie wyraźnie poprawia moje samopoczucie. Najwyraźniej więc posiada jakiś korzystny wpływ na ludzki organizm. Jak jednak wplywa ono na zmniejszenie zachorowalności na choroby pokrewne do grypy, to ciągle dopiero będę starał się ustalić. Wszakże jeden raz już po tym jak zacząłem je zażywać miałem sytuację że zmuszony byłem odwołać się do Echinacea i do kwiatu lipy, bo brała mnie jakby grypa. Najwyraźniej więc na choroby typu grypa mleczko pszczele jest mniej skuteczne od owych ziół. Kolejny "immune booster" jaki także wypróbowałem to "olejek z nasion grapefruita (po angielsku "Grapefruit Seed Extract"). Stosowałem go do wyleczenia przedłużającego się kaszlu w czasach kiedy nie posiadałem kwiatu lipy jaki na kaszel taki jest najlepszy. Jak się okazało, ów olejek z nasion grapefruita potrafi zastąpić kwiat lipy i wyleczyć uporczywy kaszel. Jednak ma on przykry efekt uboczny. Wyniszcza on bowiem jakieś korzystne mikroorganizmy w żołądku i inicjuje problemy żołądkowe. Odnotowalne pomniejszenie zachorowalności daje także u mnie użycie w mieszkaniu urządzenia nazywanego "dehumidifier". Usuwa ono z powietrza wodę i inne płyny. Z kolei miniaturowe kropelki wody unoszące się w powietrzu są właśnie wehikułami w jakich podróżują wirusy i bakterie. (Wszystko też na to wskazuje, że UFOnauci zawsze używają właśnie kropelek jakiegoś płynu do przenoszenia rozpylanej przez siebie "broni biologicznej".) Ów "dehumidifier" pozbawia więc wirusy i bakterie możności dotarcia do naszych organizmów. W ten sposób odnotowalnie zmiejsza on częstość z jaką załapujemy najróżniejsze choroby.
       Moje dotychczasowe doświadczenia ujawniają, że przy zapobieganiu chorobom pokrewnym do grypy, kataru, anginy, antraksu, itp., bardzo istotna jest szybkość zażycia pierwszej porcji "immune boosters" po pojawieniu się symptomów. Od chwili bowiem pojawienia się pierwszych symptomów choroby, aż do czasu gdy choroba przejmuje pełną kontrolę nad naszym organizmem, ma się co najwyżej dwie godziny. Jeśli w przeciągu owych dwóch godzin nie zażyje się wymaganego "immune boosters" wówczas choraba się rozwinie i nie da się jej już zadusić w zarodku. (Ja w takich wypadkach na wszelki wypadek zażywam wszystkie "immune boosters" jakie mam pod ręką, a więc Echinacea w tabletce, Echinacea Throat Lozenges, Nin Jiom Pei Pa Koa, a czasami też i kwiat lipy - chociaż jest sporo kłopotu z jego zaparzaniem.) W moim przypadku dodatkową trudność sprawia fakt, że symptomy choroby pojawiają się zwykle około 3 nad ranem. Wszakże u mnie powodowane są one celowymi infekcjami dokonywanymi podczas nocnych uprowadzeń do UFO. Dlatego nie tylko że mam bardzo krótki przedział czasu (mniej niż 2 godziny) aby zareagować i zażyć lekarstwa, ale na dodatek w środku snu muszę trzeźwo rozpoznać symptomy choroby i zmobilizować się do wstania z łóżka oraz zażycia "immune boosters". (A na dodatek po każdym takim uprowadzeniu do UFO jestem cały obolały i wyczerpany fizycznie.) Jednak w przypadku "naturalnych" infekcji (tj. nie powodowanych medycznie przez złośliwych UFOnautów) zapobieganie powinno być łatwiejsze. Wszakże dla nich pierwsze symptomy choroby powinny pojawić się podczas dnia.
* * *
       Wyniki moich skromnych eksperymentów zdrowotnych wyraźnie sugerują, że istnieją dwie odmienne zasady działania na jakich owe "immune boosters" pracują. Stąd istnieć także muszą dwa odmienne rodzaje owych "immune boosters". Na przekór jednak że ja dosyć mocno się nimi interesuję, jak dotychczas nigdzie się nie natknąłem na klarowne i obrazowe wyjaśnienie tej sprawy. Na przekór więc, że moje prywatne eksperymenty praktyczne są bardzo prymitywne w porównaniu z wyrafinowanymi badaniami prowadzonymi przez zawodowych medyków i farmaceutyków, zaprezentuję poniżej wnioski do jakich na ich podstawie doszedłem. Wnioski te bowiem bardzo prosto, klarownie i obrazowo wyjaśniają jak działają owe "immune boosters". Z kolei z własnego doświadczenia wiem, że na przekór ogromnego zaawansowania dzisiejszej medycyny, zwykłym ludziom właśnie brakuje prostych wyjaśnień i zasad, takich jak te które tu opisuję. Z kolei bez znajmości owych zasad, używanie "immune boosters" może okazać się zupełnie bezproduktywne.
       Pierwszą z tych dwóch odmiennych zasad działania "immune boosters", jakie potwierdziłem empirycznie w wyniku swoich eksperymentów, można by nazwać "trwałą". Daje się ją bardzo prosto wyjaśnić za pośrednictwem podobieństwa naszego systemu immunologicznego do ogromnej armii miniaturowych istot. Armię tą utrzymujemy w naszym organiźmie aby zwalczała infekcje. W normalnym jednak przypadku my nie jesteśmy świadomi istnienia owej armii, nie bardzo więc dbamy aby miała ona broń i amunicję wymaganą do walki z wirusami. Chociaż więc każdy z nas posiada w sobie ową armię, u większości z nas, każdy z żołnierzyków owej armii jest jakoś niedozbrojony. Jedni nie mają "karabinów", inni nie mają "amunicji" potrzebnej do walki, itp. Trwałe podnoszenie naszej zdolności immunologicznej polega więc na wyposażeniu tej naszej wewnętrznej armii we wszystko co ona potrzebuje do walki z wirusami. A potrzebuje ona wielu mikroskładników których zwykle brakuje w tym co codziennie zjadamy. Dlatego aby ją właściwie wyposażyć, jak to wyjaśniłem powyżej, ja zaczynam każdy dzień od wypicia szklanki świeżego soku owocowego na pusty żołądek, zaś po każdym posiłku zjadam jedno jabłko. Kiedy zaś UFOnauci ześlą nam zarazę ptasiej grypy, wówczas zapewne zacznę nawet zjadać dodatkowo po jednej surowej cebuli na dzień i po jednym ząbku czosnku - na przekór że nie bardzo przepadam za ich smakiem.
       Druga zasada na jakiej pracują "immune boosters" może być nazwana "chwilową". Polega ona na jakby chwilowym "rozdrażnieniu" owej armii miniaturowych żołnierzyków którą posiadamy w naszych organizmach. "Rozdrażnienie" to uzyskuje się poprzez zjedzenie odpowiedniego "ostrego" medykamentu pobudzającego nasz system immunologiczny do nadgorliwego działania. Wynikiem tego zjedzenia jest, że nasze miniaturowe żołnierzyki jakby rozbiegają się po organizmie i atakują każdego nieznanego im wirusa lub bakterię na jakie tylko się natkną. Jedzenie więc owych "chwilowych" immune boosters można by porównać do potrząsania drzewem na którym wisi gniazdo os. Potrząsanie to wprowadza osy we wściekłość, tak że atakują one wszystko co im się tylko nawinie. Dlatego owe "chwilowe" immune boosters podnoszą na krótki okres czasu odporność naszego systemu znacznie ponad jej normalny (czyli "trwały") stan. Z kolei po takim chwilowym podniesieniu tej odporności, nasz organizm staje się zdolny do zwalczenia infekcji które normalnie by nas wykończyły. Niestety problem z owymi "chwilowymi immune boosters" jest, że nasz organizm szybko przyzwyczaja się do ich istnienia. Po jakichś więc 10 dniach ich używania, owe miniaturowe żolnierzyki z naszego organizmu przestają się już podniecać kiedy zażyjemy dane lekarstwo i wracają do normalnego dla nich sposobu bronienia nas przed nowymi wirusami. Dlatego nawet jeśli ciągle zażywamy dane lekarstwo, po około 10 dniach nasza odporność immunologiczna stopniowo powraca ze sztucznie podwyższonego "poziomu chwilowego" do znacznie niższego "poziomu trwałego". (Dlatego jest tak ważne aby nasz "trwały" poziom odporności był również wysoki.) Stąd owe "chwilowe" immune boosters trzeba przestać zażywać po nie dłużej niż około 2 tygodniach, bo i tak przestają one być efektywne nawet jesli kontynuujemy ich zażywanie. (Zapewne nie bez powodu "tamiflu" posiada jedynie 10 tabletek w jednym opakowaniu. Być może jego producentom chodzi właśnie o to, aby po 10 dniach przerwać jej zażywanie i dać naszemu organizmowi odpocząć.) Dopiero po daniu sobie okolo 2 tygodni odpoczynku można je zacząć zażywać ponownie z sukcesem. Praktycznie więc owe chwilowe "immune boosters" należy używać tylko w momencie bezpośredniego zagrożenia, np. kiedy ktoś przy nas zachorował i podsyła nam zarazki ptasiej grypy, lub kiedy my sami odczujemy pierwsze objawy infekcji. (Np. "tamiflu" ma się podobno zacząć zażywać dopiero kiedy zidentyfikuje się u siebie objawy grypy.) Owe chwilowe "immune boosters" są bowiem zdolne do odwrócenia objawów i do zaduszenia choroby - ale tylko jeśli zażyjemy je natychmiast po pojawieniu się pierwszych symptomów. Do takich "chwilowych" immune boosters które ja eksperymentalnie na sobie potwierdziłem jako szczególnie efektywne dla chrób typu grypa, katar i kaszel i dlatego które zawsze używam w przypadku zagrożenia tymi właśnie chorobami, należą: (1) tabletki z amerykańskiego zioła zwanego "Echinacea" (oba rodzaje - do ssania na gardło o zawartości około 100 mg Echinacea, oraz do połykania - o zawartości około 1000 mg), oraz (2) herbata z polskiego "kwiatu lipy". Osobiście wierzę, że owa poszukiwana "tamiflu" również należy do "chwilowych" immune boosters, aczkolwiek nie mam jak tego sprawdzić.
       Jako swoistą ciekawostke dodam też tutaj, że podstawowym surowcem z którego produkuje się owa "tamiflu" jest kwas po angielsku nazywany "shikimic acid". Z kolei ów kwas w stanie naturalnym zawarty jest w nasionach chińskiej przyprawy do zup i wódek, która po polsku nazywa się "anyż" - stąd się bierze wódka "anyżówka". Angielska nazwa tej przyprawy to "star anise". Przyprawa ta ma kształt strączków podobnych do miniaturowych gwiazdek radzieckich. Zawarte w nich chemikalia muszą być bardzo silne bowiem jedna 75 mg tabletka "tamiflu" jest wagowym odpowiednikiem w przybliżeniu jednej gwiazdki (strączka) anyżu. Ja jadałem "anyż" relatywnie często w tropikalnej Malezji w najróżniejszych tamtejszych potrawach i wiem że NIE mam na niego alergii. Przyprawę tą kiedyś dawało się zakupić w sklepach spożywczych i stoiskach z przyprawami na praktycznie całym świecie. Jednak w ostatnich czasach w telewizji i internecie informują, że wysuszone nasionka owego "anyżu" w błyskawicznym tempie znikają z półek sklepowych. Ciekawe czy ludzie nagle nabrali smaku na dodawanie anyżu do potraw czy też wierzą że sproszkowane chałupniczo tuż przed zażyciem na domowym młynku do kawy lub moździeżu, owe gwiazdeczki anyżu są źródłem "shikimic acid" a stąd dla tych którzy nie byli w stanie zakupić "tamiflu" reprezentują one jakiś tam tani substytut.
       Na zakończenie tego punktu chciałbym dodać, że istnienie opisanych powyżej dwóch odmiennych rodzajów "immune boosters" dostarcza również wyjaśnienia czym właściwie są owe zadziwiające fachowców "remedy homeopatyczne". W świetle poprzednich wyjaśnień owe remedy to po prostu "chwilowe immune boosters" które naszą wewnętrzną armię podrażniają bardzo wybiorczo. W wyniku owego wybiorczego podrażnienia armia ta zostaje "rozwścieczona" tylko przeciwko określonemu rodzajowi chorób. Tylko też ów rodzaj choroby armia ta nadgorliwie zwalcza.


Część #F: Jak się bronić gdy epidemia już do nas dotrze:

      


#F1. Jakie medykamenty wskazywane są przeciwko grypie przez najróżniejsze źródła:

       W poprzednim punkcie #E1 przytoczyłem opisy najróżnieszych środków które ja sam wyprobowałem w działaniu i które planuję używać podczas ewentualnej zarazy. Natomiast w niniejszym punkcie przytoczę opisy środków których użycie rekomendowane jest przez najróżniejsze inne źródła. (Te też wezmę pod uwagę jeśli zajdzie taka potrzeba.) Większość z zaprezentowanych tutaj opisów zaczerpnięta została z najróżniejszych artykułów które w październiku 2005 roku pojawiły się w nowozelandzkich gazetach. Niektóre jednak pochodzą z innych źródeł. Oto one:
       (1) Środki i medykamenty zalecane przeciwko ptasiej grypie przez ortodoksyjną medycynę. Oto naważniejsze z nich:
       (1a) Izolacja (po angielsku: "isolation is the best defence"). Konwencjonalna medycyna zaleca, aby w przypadku wybuchu epidemii przebywać głównie w domu, zaś wychodzić do miejsc publicznych jedynie w razie niezbędnej konieczności. Dlatego wielu mieszkańców Nowej Zelandii czas epidemii planuje spędzić w swoich domach wakacyjnych położonych nad brzegami morza lub jezior oraz z dala od miast i osiedli ludzkich. W przypadku konieczności wyjścia do miejsc publicznych, konwencjonalna medycyna zaleca aby zakładać maski lub co najmniej przesłaniać usta i nos jakąś podwójną warstwą materiału, np. chustką lub szalikiem, zwilżonego wodą z dodatkiem odrobiny alkoholu lub innego dezenfektanta. Na ręce dobrze jest zakładać jakieś wyrzucalne rękawiczki. Jeśli to możliwe, przez cały okres epidemii należy unikać zbliżenia się do innej osoby (nawet zdrowej) na mniej niż 1 metr odległości.
       (1b) Higiena. Własne ręce należy uważać za nieustannie brudne i skażone wirusem, chyba że właśnie były starannie umyte mydłem. Unikać należy dotykania ust, nosa i twarzy swymi rękami. Do wycierania i kichania używać należy papierowych chustek wyrzucanych natychmiast po jednorazowym użyciu. Wszystkie dotykane i używane powierzchnie mebli i przedmiotów należy dezynfekować co najmniej raz dziennie.
       (1c) Farmaceutyki. W nowozelandzkich gazetach narazie nie wskazują konkretnych farmaceutyków przeciwko ptasiej grypie. Liczą tam, że kiedy epidemia wybuchnie, będzie więcej o niej wiadomo, stąd będzie można wskazać coś konkretnego. Narazie informują aby natychmiast po wykryciu u siebie pierwszych symptomów, zacząc zażywać "tamiflu" (jeśli symptomy są silne wtedy nawet dwie tabletki dziennie) - której jednak nie daje się tam kupić w wolnej sprzedaży. Ponadto zalecają aby starać się zbijać wysoką temperaturę do normalnego poziomu używając paracetamol (po 2 tabletki cztery razy dziennie), panadol (dorośli) lub pamol (dzieci). (Warto tutaj odnotować, że w owym zbijaniu w dół wysokiej temperatury, medycyna ortodoksyjna zaleca dokładną odwrotność tego co nakazuje medycyna ludowa. Wszakże medycyna ludowa zaleca aby chorobę ze siebie wypocić - patrz leczenie metodami opisanymi w (3c) i (3d) poniżej.)
       (2) Remedy przeciwko grypie oferowane przez tzw. "medycyny alternatywne". Medycyny alternatywne oferują cały szereg najróżniejszych środków przeciwko grypie i pokrewnym jej chorobom. Oto niektóre z tych środków, z jakich opisami dotychczas się zetknąłem:
       (2a) Koloidalne srebro (po angielsku "colloidal silver"). Można je zakupić w sklepach alternatywnych medycyn. Ma pomagać m.in. na grypy. Jednak używać należy tylko kiedy pojawią się symptomy, bowiem długoterminowe użycie srebra powoduje trwałą zmianę koloru skóry znaną pod medyczną nazwą kondycji "argyria".
       (2b) Witamina C. Niektórzy wyznawcy alternatywnej medycyny twierdzą, że przeciw-grypowe działanie mają duże (końskie) dozy witaminy C. Dozy jakie oni przy tym wskazują są wielokrotnie wyższe od dóz rekomendowanych przez ortodoksyjną medycynę. Jednak ich stosowanie powinno być krótkoterminowe, zaczynane natychmiast po pojawieniu się pierwszych symptomów grypy.
       (2c) Ziołowe "immune boosters". Alternatywne medycyny zalecają ich cały szereg. Niezależnie od opisanego w poprzednim punkcie #E1 amerykańskiego zioła "echinacea" (które ja sam sprawdziłem już w działaniu i uważam za doskonałe), w Nowej Zelandii uważa się że podobne działanie mają też mieć "liść drzewa oliwkowego" (po angielsku "olive leaf"), "bovine colostrum", oraz czosnek. Do tego ja dodałbym też herbatę z "kwiatu lipy", którą znam z Polski i którą wielokrotnie potwierdziłem już w działaniu jako ogromnie efektywną, jednak której leczniczych zdolności narazie nie znają w Nowej Zelandii.
       (2d) Nalewka z bursztynu. Kiedy ciągle mieszkałem w Polsce, nalewka ta była sławna jako lekarstwo na różne przeziębienia i choroby typu grypa. Jednak poza Polską nie jest ona znana. Sporządza się ją poprzez rozpuszczenie maleńkich odłamków bursztynu znajdowanych na bałtyckich plażach, w butelce dowolnego alkoholu, np. rumu, wódki żytniej, itp. (Jest jakiś "trick" w owym rozpuszczaniu, którego już nie pamiętam. Normalnie bowiem bursztyn jest oporny na próby rozpuszczania. Proszkuje się go więc w moździeżu i zalewa spirytusem, czy coś w tym rodzaju.) Kiedy zaś choroba nas napada, chory "strzela sobie" kielicha owej nalewki. Podobno pomaga (ja sam jej nigdy nie próbowałem).
       (2e) Akupunktura. Niestety, ta musi być zrealizowana przez fachowca, oraz wymaga specjalnego ekwipunku. Stąd jej użycie raczej odpada w warunkach plagi. (Chyba że akupunkturysta jest członkiem naszej najbliższej rodziny.) Na szczęście akupunktura igłowa posiada kilka alternatyw. Dwie z nich, opisane poniżej w (3a) i (3b), mogą być zrealizowane przez każdego i to w warunkach plagi.
       (2f) Akupunktura świetlna. Jest ona podobna do akupunktury igłowej i tak samo efektywna. Tyle że zamiast wbijania igieł, punkty akupunkturowe energetyzuje się w niej promieniem światła o wymaganej częstotliwości. Światło to typowo ma kolor czerwony. Ma ona tą zaletę nad akupunkturą igłową, że nie wbija się w niej żadnych igieł - co zwykle zraża ludzi do normalnej akupunktury. Ponadto chory może realizować ją samemu - jeśli tylko zna położenie punktów akupunkturowych leczących daną chorobę i posiada wymagane źródło światła. Położenie punktów akupunkturowych może wskazać nam akupunkturysta, poczym możemy u siebie oznaczyć je dokładnie jakimś trwałym pisakiem. Można też je odnaleźć z atlasów w literaturze akupunkturowej. (Warto wiedzieć, że w naszym uchu zduplikowane są wszystkie punkty akupunkturowe z całego naszego ciała.) Z kolei źródło światła używane do owej akupunktury jest bardzo podobne, jeśli nie identyczne, do owych wskaźników laserowych w kształcie długopisu wysyłających czerwone promienie świetlne. (Wskaźniki takie często używane są przez wykładowców do wskazywania szczegółów obrazu omawianego na dużym ekranie.)
       (3) Metody obrony przeciwko grypie stosowane w dawnych czasach, które ja poznałem z folkloru jakiegoś kraju. Pełny wykaz tych metod wraz z ich opisami, zawarty jest na odrębnej stronie o nazwie uzdrawianie. Poniżej opisuję tylko te z owych metod które być może okażą się i dziś przydatne do leczenia gryp.
       (3a) Nacieranie jajkiem (po angielsku: "rubbing eggs"). Jest to sposób zbijania wysokiej gorączki w dół oraz leczenia ciężkich chorób, używany w dawnych Chinach i poznany przeze mnie z folkloru staro-chińskiego. Ma on działać poprzez przejmowanie przez ugotowane jajko szkodliwej energii danej choroby. Jego zasada działania jest więc podobna do zasady działania akupunktury, tyle że każdy może go zrealizować (nawet chory sam na sobie), bowiem nie potrzeba mieć dla niego wiedzy ani ekwipunku akupunkturysty, a ponadto nie dokonuje się w nim nakłuwania które zwykle zraża ludzi do prawdziwej akupunktury. (Dlatego ten sposób leczenia możnaby nazwać "akupunkturą dla nieprzeszkolonych", albo "tarciową odmianą akupunktury".) Polega on na tym, że piersi chorego, a czasami także i jego plecy, naciera się na gołą skórę dwa razy dziennie świeżo ugotowanym na twardo, ciągle gorącym i specjalnie przygotowanym jajkiem kurzym. Kierunek poszczególnych ruchów nacierających przy owym nacieraniu musi być od góry piersi do dołu piersi. Aby jajko przygotować do tego zabiegu, najpierw trzeba je ugotować na twardo i natychmisat po ugotowaniu obrać ze skorupki (kiedy ciągle jest bardzo gorące - im jajko jest gorętsze podczas nacierania tym lepiej). Następnie trzeba szybko wybrać z niego żółtko (nacierania dokonuje się tylko białkiem jajka). W końcu, dla lepszego odbierania energii danej choroby, w miejsce żółtka wstawia się monetę. Chińczycy zalecają że moneta ta ma być srebrna albo miedziana, bowiem te metale najlepiej oddziaływują z energią choroby. Aby jajko się nie rozpadło podczas owego nacierania, owija się je w pojedynczą warstwę cienkiej tkaniny z naturalnego włókna, np. w pieluchę, cienką chustkę do nosa, lub w cienką gazę. Wszystkie te czynności należy wykonywać tak szybko jak się da, aby jajko jak najmniej ostygło. Następnie trzymając za ów materiał w jaki jajko jest zawinięte, naciera się jajkiem piersi chorego. Nacieranie to się kontynuuje aż do momentu kiedy jajko ostygnie. Co mnie w owej metodzie szokuje najbardziej, to że przejmowana energia choroby powoduje w jajku użytym do nacierania trwałe zmiany strukturalne. Przykładowo energia choroby przejęta przez owo jajko od zwykłej gorączki, powoduje że nowa miedziana moneta może całkowicie zostać skorodowana. Z kolei energia groźnej choroby przejęta przez to jajko np. od tyfusu (duru brzusznego) powoduje, że w jajku tym pojawiają się włókna podobne do ptasiego puchu (w przypadku tyfusu owe zmaterializowane w jajku włókna są czarne, inne zaś choroby generują białe włókna).
       Najbardziej niezwykłe w nacieraniu jajkiem jest, że posiada ono wpisany w siebie wskaźnik ujawniający, czy metoda ta jest pomocna na daną dolegliwość. Mianowicie po pierwszym nacieraniu dla danej choroby przeglądamy zawartość jajka. Jeśli w białku znajdziemy jakiś rodzaj puchu, oznacza to że metoda ta leczy którąś z chorób jakie właśnie buszują w naszym ciele i dlatego nacieranie to powinniśmy kontynuować. (Każdy zaś z nas wie jak ugotowane jajko powinno wyglądać, bez trudu odkryje więc w nim puch - jeśli ten tam istnieje.) Jeśli zaś białko po nacieraniu nie zawiera żadnego puchu, wówczas to oznacza że jajko nie przejmuje szkodliwej energii choroby na jaką chcieliśmy go użyć i dlatego nie ma sensu nacierania tego kontynuować dalej dla danej choroby.
       (3b) Natarcie i okład z mąki. Jest to również bardzo stary sposób Chiński dla eliminowania gorączki i choroby. Polega on na tym, że garść specjalnej mąki zawija się w cienką tkaninę - podobnie jak to czyni się z ugotowanym jajkiem w opisanym powyżej (3a) nacieraniu jajkiem (tyle że mąki się NIE podgrzewa). Następnie owym zawiniątkiem z mąką naciera się gołą pierś gorączkującej osoby. Kierunek potarć w owym nacieraniu zawsze musi być od góry piersi ku dołowi. Po natarciu piersi, zawiniątko z ową mąką pozostawia się na środku piersi aby leżało tam przez około 15 minut. Podobnie też jak przy nacieraniu jajkiem, owa mąka absorbuje do siebie szkodliwą energię choroby. W następstwie tego przejęcia energii choroby, w mące pojawia się jakby delikatny puch ptasi - przy niektórych chorobach (np. tyfusie) czarnego koloru (dla normalnej gorączki puch ten jest biały). Zauważ, że obecność lub brak owego puchu, podobnie jak przy nacieraniu jajkiem, też jest tutaj wskaźnikiem czy ta metoda leczenia jest pomocna na daną chorobę. Najskuteczniejsza dla tego zabiegu jest specjalnie w tym celu spreparowana mąka zakupiona w sklapach z tradycyjnymi remedami chińskiej medycyny ludowej (sklepy takie istnieją tylko w krajach o dużej proporcji Chińczyków, np. Chinach, Hong Kongu, Singapore, czy Malezji). Niemniej z jej braku użyć można mąki z tapioka, dokładniej opisanej na stronie internetowej fruit_pl.htm o owocach tropiku, oraz na stronie healing_pl.htm - o folklorystycznych metodach naturalnego uzdrawiania.
       Spotkałem się też z przypadkiem, kiedy obie powyższe metody nacierania (tj. jajkiem i mąką) były połączone w jedną. W takiej połączonej metodzie nacierania, Chińczycy wykonywali rodzaj gęstego ciasta poprzez wbicie białka z jajka (już pozbawionego żółtka) do czystej mąki. Po ubiciu w twardą kulę owego ciasta z czystej mąki zbożowej i białka jajka, nacierali oni pierś chorego ową kulą, bez jej zawijania w jakąkolwiek szmatkę. Nacierania dokonywali tak samo jak opisane powyżej dla jajka i mąki.
       (3c) Kompot z cebuli. Jest to staropolski sposób uzdrawiania stosowany w przypadku niektórych chorób, np. kataru. W sposobie tym gotuje się kompot z cebuli. Znaczy kilka cebul pokrojonych na plasterki gotuje się w ponad litrze wody aż cebula staje się miękka. W końcowym etapie gotowania dodaje się cukru do smaku - tak aby ugotowana cebula i woda smakowały jak kompot. Ten przyjemny w smaku kompot zjada się w dużych ilościach - ok. 1 litra przez jednego chorego, kiedy ciagle jeszcze jest gorący. Następnie chorego zawija się w pościel "aby się wypocił". W dawnej Polsce wierzono, że "choroba wychodzi z chorego wraz z potem". (Chińczycy by to wyrazili, że szkodliwa energia choroby usuwana jest z organizmu wraz z potem.)
       (3d) Sauna. Medycyna ludowa niektórych krajów, np. Finlandii, zaleca gorącą saunę w chwili kiedy zaczyna nas brać choroba. Gorąca sauna powoduje bowiem u nas wypocenie się. Z kolei z potem wychodzi z nas również i choroba. Ja muszę się przyznać, że raz w życiu skorzystałem z tego sposobu kiedy właśnie ostro brała mnie grypa. (Przy fabryce zapałek w Bystrzycy istniała kiedyś tzw. "sucha sauna" - tj. sauna która dla spowodowania pocenia się używa bardzo gorącego powietrza, a nie pary wodnej.) Po około godzinie spędzonej w owej saunie moja grypa zniknęła "jakby ręką ujął". Niestety, w przypadku plagi byłoby trudno skorzystać z sauny, chyba że mamy prywatną saunę w swoim domu. Niemniej 'komput z cebuli" opisany powyżej w (3c) powoduje niemal ten sam skutek co sauna - tj. indukuje on wypocenie się w naszym własnym łóżku.
       (3e) Gorąca herbata z imbiru. Tradycje dwóch krajów, tj. Indii i Korei, w przypadku grypy powszechnie stosują picie gorącej herbaty z tropikalnej przyprawy w Polsce nazywanej "imbir" (podczas gdy po angielsku zwanej "ginger"). W normalnym przypadku do zaparzania tej herbaty używane są świeże korzenie imbiru, których w Polsce prawdopodobnie trudno będzie dostać. Niemniej suszony imbir zapewne też wypełni swoje zadanie. Herbata ta działa bardzo rozgrzewająco na organizm i indukuje ona wypocenie sie.


Część #G: Przetrwanie długiego okresu braków wszystkiego jaki następuje w przypadkach wszelkich naturalnych katastrof:

      


#G1. Jak zaplanować swoją obronę przed "ptasią grypą":

       W taki oto sposób, po zaatakowaniu ludzkości na najróżniejsze inne sposoby opisane w dalszych częściach tej strony internetowej, UFOnauci przygotowują się do użycia przeciwko nam swego najbardziej morderczego narzędzia zniszczenia, czyli broni biologicznej. Materiał dowodowy który dokumentuje nam fakt, że to właśnie UFOnauci, a nie "matka natura" szykują nam światową epidemię "ptasiej grypy", omówiony został w dalszym punkcie #C1 tej strony. W niniejszym punkcie postaram się teraz omówić jak przed ową plagą możemy i powinniśmy się bronić.
       Wyjaśniając poniżej jak możemy i powinniśmy bronić się przed ptasią grypą, równocześnie zdaję sobie sprawę, że UFOnauci używają całej swojej zaawansowanej techniki aby odwieść ludzi od czynienia tego co tutaj opiszę. Bez przerwy nadają więc w kierunku Ziemi telepatyczny nakaz który umysłowi każdego człowieka podszeptuje aby się nie mobilizować, nie przygotowywać, ani się nie bronić, bowiem owa zaraza faktycznie to wcale się nie pojawi, zaś jeśli się już pojawi wówczas uśmierci innych a nie nas samych ani naszej rodziny. Za pośrednictwem swoich "podmieńców" opisywanych w punkcie #12 strony internetowej ludobójcy, UFOnauci rozwijają też kampanię uspokajającą i odwracającą ludzką uwagę, którą obserwujemy obecnie w publikatorach. Zdając więc sobie sprawę z tego wszystkiego, niniejszym apeluję i nakłaniam, aby jednak mimo wszystko zmobilizować się do obrony przeciwko tej grypie. Jako fragment tej obrony powinniśmy zrealizować to co poniżej wyjaśniam. Wszakże (jak wszystko co zaleca totalizm) opisane tutaj metody i sposoby obrony są moralne, nikomu nie czynią więc krzywdy a jedynie mogą pomóc. Dlatego naprawdę warto je zrealizować. Nawet jeśli ktoś nie wierzy w ich skuteczność, ciągle powinien czynić co wskazane poniżej choćby tylko "tak na wszelki wypadek". Oto trzy rodzaje działań, oznaczone poniżej numerami (1), (2) i (3), których realizowanie wszyscy powinniśmy rozpocząć natychmiast i od zaraz, w celu podjęcia naszej obrony przed nadchodzącą epidemią morderczej choroby (a także w celu podjęcia obrony przed wszelkimi innymi kataklizmami z pomocą których UFOnauci ostatnio nas systematycznie wyniszczają). Realizowanie tych trzech działań powinniśmy też kontynuować, aż zanikną sytuacje która czynią dzisiejszy świat tak niestabilny, niszczycielski i tak wrogi wobec ludzi.
       (1) Zapobieganie. Owo zapobieganie epidemii ptasiej grypy, a także następnych kataklizmów jakimi UFOnauci nas potraktują, polega na stworzeniu na Ziemi takiej sytuacji, jaka by wyperswadowała UFOnautom odwołanie ich każdego kolejnego skrytego ataku. Stworzenie takiej zaś sytuacji jest bardzo proste. W obliczu każdego zbliżającego się kataklizmu trzeba tylko powiadomić wystarczająco wielu ludzi, że to właśnie UFOnauci, a NIE matka natura, prezentują nam dany kataklizm. Praktycznie to oznacza, że aby zapobiec np. owej właśnie nadchodzącej epidemii ptasiej grypy, tak dużo z nas jak tylko możliwe musi otwarcie mówić, myśleć i wierzyć, że to UFOnauci przygotowali zarazki tej grypy w swoich laboratoriach, oraz że obecnie starają się oni zniszczyć ludzkość tą swoją bronią biologiczną. Czyli wcale nie tajmy iż wiemy że to UFOnauci starają się nas wymordować, a powtarzajmy to wszystkim naokoło, piszmy o tym gdzie tylko możemy, demaskujmy dowody które dokumentują udział UFOnautów w wywołaniu tej zarazy, a co najważniejsze wierzmy sami głęboko iż tak jest naprawdę.
       Opisana tutaj metoda zapobiegania uwolnieniu przez UFOnautów wirusa morderczej ptasiej grypy bazuje na wykorzystaniu mechanizmu działania tzw. "karmy zbiorowej". Za pomocą owego mechanizmu działania karmy zbiorowej możemy bowiem razem spowodować, że uwolnienie wirusów ptasiej grypy okazałoby się dla UFOnautów wysoce szkodliwe. Jeśli zaś UFOnauci się zorientują, że szkodliwość owego uwolnienia wirusa jest zbyt duża dla ich karmy zbiorowej, wówczas zaniechają jego uwolnienia na Ziemi. Jak działa ów mechanizm karmy zbiorowej wyjaśnione jest to dokładniej w punkcie #7 strony internetowej 26ty dzień. Podsumujmy to działanie tutaj w skrócie. Jeśli dowolna cierpiąca osoba uczuciowo obwinia za swoje cierpienia tego co faktycznie cierpienia te wywołał, wówczas wysyła owemu winnemu specjalne naturalne algorytmy tzw. "karmy" (algorytmy te opisane są w podrozdziałach I4.4 oraz JA3 z tomów odpowiednio 5 i 6 monografii [1/4]). W rezultacie owe algorytmy spowodują, że winny danemu cierpieniu zmuszony będzie w przyszłości samemu także przejść przez dokładnie takie samo cierpienie. Jeśli jednak osoba cierpiąca błędnie obwinia za swoje cierpienia kogoś (coś) kto zupełnie nie jest winnym, algorytmy karmy odbijają się od obwinianego i wracają z powrotem do cierpiącego. W rezultacie cierpiący cierpi wówczas w dwójnasób, podczas gdy naprawdę winnemu tym cierpieniom uchodzi na sucho. Poprzez prowadzenie obecnej "kampanii wyjaśniającej" opisanej w punkcie #C1 tej strony, UFOnauci starają się spowodować, że karmę za cierpienia spowodowane ptasią grypą ludzie wyślą do "matki natury", do "ptactwa", oraz do "Azjatów". Jeśli więc UFOnautom ta kampania się uda, wówczas ujdzie im zupełnie bezkarnie wymordowanie dużej proporcji ludzkości, podczas gdy umęczana przez nich ludzkość będzie cierpiała podwójnie. Jeśli jednak wystarczająca liczba ludzi będzie wiedziała że to UFOnauci wywołują epidemię ptasiej grypy, wówczas ludzie ci wyślą swoją karmę właśnie do UFOnautów. Oczywiście, jeśli UFOnauci się zorientują że grozi im przejęcie karmy za tą zbrodnię na ludzkości, wówczas odwołają epidemię. Dlatego faktycznie w naszych możliwościach ciągle leży zapobiegnięcie tej zarazie. Wystarczy tylko powiadomić i przekonać wymaganą liczbę ludzi, że zaraza ta pochodzi właśnie od UFOnautów. Zakaszmy więc rękawy i do roboty! Na co jeszcze czekamy! Co ciekawsze, ludzie którzy są w stanie tak zapobiec owej epidemii, wcale nie muszą wiedzieć wiele o karmie ani w karmę absolutnie wierzyć. Wystarczy bowiem że UFOnauci mają wymaganą wiedzę na ten temat. (A proszę mi wierzyć, oni mają wymaganą wiedzę o karmie - wszakże używają jej na Ziemi naprawdę po mistrzowsku.)
       (2) Walka obronna. Walka obronna przed UFOnautami polega na wyszukiwaniu i wdrażaniu w życie coraz skuteczniejszych metod naszego działania prowadzących do trwałego usunięcia UFOnautów z Ziemi i do uniemożliwiania im działania na szkodę ludzkości. Niestety, znajdowanie takich metod jest ogromnie trudne. Wszakże "UFOnautów kule się nie imają". Wszystkie więc metody obrony i broń które ludzkość dotychczas sobie wypracowała są bezradne wobec UFOnautów. Gdyby więc ktoś z ludzi był aż na tyle głupi że próbowałby użyć przeciwko UFOnautom jakiejkolwiek obecnej broni lub metod walki, wówczas ucierpieliby z tego powodu jedynie niewinni ludzie, podczas gdy UFOnauci tarzaliby się z radochy. (Taki głupiec działałby więc jedynie na szkodę ludzi oraz dla poparcia kampanii UFOnautów.) Wszakże sytuacja byłaby powtórzeniem średniowiecza, kiedy to ludzie wierzyli że UFOnautów daje się spalić na stosie - faktycznie więc palili niewinnych ludzi, podczas gdy prawdziwi czarownicy, czyli UFOnauci, ulatniali się ze stosów w ostatniej chwili, podobnie jak to czyni nasz magik David Copperfield. Dlatego do walki obronnej przed UFOnautami konieczne stało się wypracowanie zupełnie nowych metod i środków. Owym środkom, metodom i strategii naszej walki obronnej z UFOnautami poświęcony jest cały rozdział W z tomu 18 monografii [1/4]. W tym miejscu wskażę więc tylko jedną metodę obrony którą stosować może praktycznie każdy, oraz która wcale nie wymaga żadnych przeszkoleń, urządzeń obronnych, organizacji, itp.
       Ten powszechnie dostępny sposób obrony przed UFOnautami polega na użyciu zbiorowej mocy naszych umysłów. Aby nim się bronić przed UFOnautami, wystarczy każdego dnia o godzinie 9:00 (może być wieczorem, lub rano, lub wieczorem i rano) przymknąć na chwilę oczy i w swojej wyobraźni odtworzyć jakiś obraz który symbolizuje odbijanie z powrotem do UFOnautów każdego zła które UFOnauci starają nam się wyrządzić - włączając w to odbijanie do nich z powrotem wirusów grypy które na nas uwalniają. W owej czynności obronnej ważne jest kilka spraw. Po pierwsze ważne jest abyśmy to czynili zawsze o godzinie 9. Chodzi bowiem po pierwsze o symboliczną sychronizację wysiłków wszystkich ludzi biorących udział w tej formie obrony. (Z uwagi na nieistnienie czasu w przeciw-świecie, synchronizacja ta ma znaczenie symboliczne a nie fizyczne. Metoda ta zadziała więc doskonale nawet kiedy zegary poszczególnych uczestników będą wskazywały błędne lub różne czasy. Dla faktycznego zesynchronizowania działania wystarczy bowiem aby uczestnicy WIERZYLI że się synchronizują z innymi.) Po drugie zaś chodzi też o symboliczną wymowę cyfry 9. Synchronizacja wysiłków o godzinie 9 spowoduje, że nasze umysły zbiorowym wysiłkiem wszystkich biorących udział w tej obronie razem przeprogramują przeciw-świat. Wszakże w przeciw-świecie myśli i uczucia każdego z nas rozlegają się jak głośna mowa i obrazy, które tam daje się usłyszeć i zobaczyć na międzygwiezdne odległości. Dlatego taki symbolicznie zesynchronizowany wysiłek obronny wielu osób, w przeciw-świecie będzie się rozlegał jako coraz głośniejszy krzyk dużego tłumu. Jeśli więc owych broniących się równocześnie umysłów będzie wystarczająco wiele, wówczas ich zesynchronizowane działanie będzie jak efekty zbiorowej modlitwy tłumu lub potężnej magii. Z kolei cyfra 9 ma wysoce symboliczne znaczenie. W numerologii, oprócz wielu innych znaczeń oznacza ona również m.in. "pokonanie zła". Dlatego godzina 9 szczególnie dobrze się nadaje do realizowania tej formy obrony siłą umysłów. Ważne jest również abyśmy oczami wyobraźni uformowali w naszym umyśle symboliczny obraz tego co chcemy osiągnąć. Przykładowo, abyśmy widzieli istoty które dla nas reprezentują UFOnautów, jak ci starają się uderzyć w nas jakimś złem, zaś my siłą woli odbijemy to zło od siebie i spowodujemy że uderzy ono w owych UFOnautów, wywołując u nich panikę, cierpienie, szkody, itp. (Zauważ, że nie jest przy tym istotne jak owych UFOnautów my sobie wyobrażamy lub jak ich nazywamy. Oprogramowanie przeciw-świata i tak zawsze bezbłędnie ich odnajdzie. Wszakże przeciw-świat jest inteligentny i wie dokładnie kogo mamy na myśli.)
       Opisana powyżej metoda obrony działa poprzez przeprogramowanie przeciw-świata na natychmiastowy zwrot karmy. Ja wypróbowałem już jej działanie na znanym mi UFOnaucie i wiem że jest skuteczna. W normalnym przypadku jeśli ktoś nas skrzywdzi, karma za to wraca do krzywdzącego dopiero po czasie kiedy zapomni on co uczynił. Z tego powodu traci ona swoją moc odstraszającą. Jednak poprzez odpowiednie przeprogramowanie przeciw-świata zbiorową mocą wielu umysłów dokonuje się przyspieszenia działania tej karmy. Jeśli przeprogramowujących umysłów jest wystarczająco wiele, można uzyskać niemal natychmiastowy zwrot danej karmy. W takim przypadku dla UFOnautów będzie ona miała wysoce odstraszające znaczenie. Przykładowo, zamiast po rozpyleniu ptasiej grypy na Ziemi ulec jakiejś chorobie dopiero za około 10 lat, UFOnauci ci w takim przypadku mogą zostać zarażeni natychmiastową mutacją tego samego wirusa jaki rozpylali. (Wszakże broń biologiczna jest "mieczem obosiecznym" który jest w stanie rozpołowić także i tych co nim wymachują.) UFOnauci ci zachorują więc niemal natychmiast. To zaś może wyperswadować ich kolegom i przełożonym aby zaprzestali dalszego szerzenia choroby. Omawiany tutaj sposób obrony opisany jest w podrozdziałach I3.5, I5.7, oraz W6.3, z tomów odpowiednio 5 i 18 monografii [1/4].
       (3) Przetrwanie. Przetrwanie epidemii ptasiej grypy będzie uzależnione od tego jak dobrze do niej się przygotujemy. Praktycznie więc przetrwanie to będzie wynikiem naszej odporności immunologicznej, zgromadzenia dla siebie wymaganej wiedzy o owej zarazie, a także przygotowania dla siebie wymaganych zapasów i warunków życiowych na czas zarazy. Aby przetrwać tą morderczą epidemię trzeba więc dokonać sporych przygotowań, zgrubne wytyczne dla których zostały tutaj opisane. Nie wolno wierzyć, że jeśli jakoś się zdobyło opakowanie "tamiflu", to ma się już całą wymaganą magiczną broń przeciwko tej chorobie. Omówmy więc teraz jak możemy się przygotować do tej opidemii aby mieć jakieś szanse na jej przetrwanie.
       Swoje przygotowania do nadchodzącej epidemii dobrze jest rozpocząć od zgromadzenia wymaganej wiedzy. Z kolei tą wiedzę należy zacząć budować od poznania i zaakceptowania jaki będzie scenariusz owej zarazy. Pamiętać przy tym trzeba, że aby przetrwać zarazę, trzeba poznać najgorszy scenariusz i przygotować się właśnie na niego. Znaczy, swoje przygotowania trzeba bazować na scenariuszu którego oficjalne ciała (np. eksperci czy władze) NIE opublikują z wielu różnych powodów (np. ponieważ będą się bały odpowiedzialności jaka z tego tytułu wynika, ponieważ w ich gronie działają podmieńcy-UFOnauci, itp.). Taki najgorszy scanariusz można jednak sobie wydedukować samemu z informacji podanych pomiędzy wierszami oficjalnych publikacji. Można go też poznać z dalszego punktu #C1 tej strony, gdzie został on naszkicowany. Po poznaniu najgorszego scenariusza zarazy, należy dowiedzieć się możliwie jak najwięcej o mechanice działania i przenoszenia się samego jej wirusa (np. czytając wszystko co o wirusie tym napisane w prasie lub internecie, powiedziane w telewizji, itp.). Szczególnie należy zwrócić uwagę na opisy jak chronić się przed zarażeniem (mycie, dezynfekcja, zachowanie dystansu, zakładanie maseczek, itp.) W końcu dobrze jest też poczytać sobie trochę na temat receptur na przeżycie w sytuacji gdy zabraknie żywności. Przykładowo warto wiedzieć jak wygląda szczaw jadalny na surowo, oraz lebioda która po ugotowaniu smakuje jak szpinak - tyle że zawsze jest jej w bród, która odmiana pokrzyw jest jadalna (ta z wydłużonymi liściami), sok z których drzew jest odżywczy i w jakim okresie (np. brzozy wczesną wiosną), jak na Zachodzie na kursach przeżycia uczą zjadać dżdżownice (połyka się je na żywo po uprzednim opłukaniu z gleby), itd., itp.
       Po zgromadzeniu wiedzy na temat zarazy, trzeba sporządzić sobie na piśmie szczegółowy wykaz tych środków które będą nam potrzebne aby zarazę przetrwać. Na wykazie tym znaleźć się powinno wszystko co będzie nam potrzebne do przetrwania, nie zaś jedynie paczuszka "tamiflu" (które to zresztą lekarstwo może okazać się nam najmniej potrzebne dla przetrwania owej zarazy). Przy sporządzaniu tego wykazu jest wysoce pomocne zadawać sobie następujące pytania:
       (i) w jaki sposób oraz czym przed i podczas zarazy będziemy w swojej rodzinie podnosili naszą odporność immunologiczną - np. czy mamy zapas jakichś środków uprzednio sprawdzonych przez nas samych w działaniu;
       (ii) co będziemy jedli w przeciągu pierwszej fazy zarazy, kiedy trzeba będzie pozostać w domu, zaś żadne sklepy ani instytucje nie będą działały - np. czy mamy dosyć cukru, mąki, oleju, konserw i soli aby przetrwać ten okres (pamiętajmy, że ta pierwsza faza zarazy może trwać nawet około 2 miesięcy);
       (iii) jak będziemy gotowali swoje jedzenie i napoje jeśli urwie się dopływ prądu i gazu miejskiego - np. czy mamy jakąś kuchenkę z własnym zasilaniem i zapas paliwa;
       (iv) jak uchronimy posiadane zapasy żywności przed zepsuciem kiedy zabraknie prądu i lodówki nie będą działały - np. czy mamy jakieś duże hermetyczne opakowanie ze steropianu z pokrywą przy jego górnej powierzchni, do którego po zaniku prądu możemy przełożyć z lodówki zamrożoną żywność (kiedy UFOnauci zepsuli mi lodówkę w tropikalnym Borneo, swoje zapasy żywności utrzymałem zamrożone w takim właśnie pojemniku steropianowym przez około 2 tygodnie - po szczegóły patrz opisy z podrozdziału VB4.4.1 w tomie 17 monografii [1/4]);
       (v) co będziemy pili gdy wodociągi przestaną dostarczać wodę pitną (potrzeba nam około 2 litrów wody lub płynu na dzień na osobę), w czym przechowywać będziemy swoje zapasy wody pitnej (np. czy mamy jakiś duży zakryty pojemnik albo zapas butelek), oraz kiedy i jak je zgromadzimy;
       (vi) co jeszcze jest nam potrzebne dla codzinnego życia w warunkach gdy nie ma elektryczności, wody, gazu, paliwa, gdy kanalizacja ani wywóz śmieci nie działają, ani nie ma żadnej pomocy z zewnątrz (np. czy mamy zapas zapałek, latarkę, zapas baterii, jakieś worki plastykowe na odpadki, itp.);
       (vii) czym będziemy dezynfekowali ręce i ciało po dotknięciu skażonych powierzchni, ludzi, lub produktów - tj. czy mamy jakiś dezynfektant, denaturat, spirytus, chustki higieniczne, papierowe serwetki, itp.;
       (viii) jak odizolujemy od siebie (gdzie umieścimy) naszych bliskich i kochanych którzy właśnie zachorowali - np. czy mamy dla nich odrębny pokój, czy też musimy stworzyć jakieś parawany;
       (ix) przez co będziemy oddychali kiedy przyjdzie nam podać żywność lub wodę naszym chorym bliskim, lub kiedy zmuszeni będziemy wyjść na ulicę i zaryzykować przejęcie wirusów od innych ludzi - czy mamy gotowe maseczki, czy też użyjemy w tym celu zwilżone szaliki lub chusteczki;
       (x) jak, na czym, pod czym, oraz gdzie, będziemy spali jeśli np. brak żywności, albo np. smród od rozkładających się zwłok, albo też np. bandy rabusiów, zmuszą nas do opuszczenia miasta i do przeniesienia się na wieś - np. czy mamy jakiś namiot, materac dmuchany i śpiwory; gdzie wówczas się udamy - czy mamy jakąś rodzinę na wsi z którą wcześniej uzgodniliśmy ewentualne dołączenie do nich jeśli sytuacja rozwinie się w rozpaczliwym kierunku;
       (xi) jak wydostaniemy się z miasta na wieś jeśli zajdzie taka konieczność - np. czy mamy zabezpieczony samochód i paliwo (wszakże koleje, autobusy i stacje benzynowe mogą wówczas wcale nie działać);
       (xii) z czego i w jaki sposób będziemy śledzili co dzieje się na świecie kiedy nie będzie prądu (np. czy mamy radio lub telewizor na baterie, oraz zapas baterii na wymianę),
       (xiii) z jakich środków i jak dokonamy zakupy w chwili gdy epidemia już wybuchnie - tj. czy mamy jakieś fundusze pod ręką. Itd., itp.
       Jak widzimy, wykaz wymaganych środków będzie dosyć spory. Poszczególne pozycje z tego wykazu powinniśmy ponanosić na trzy odrębnych listy, mianowicie:
       (a) tego wszystkiego co już posiadamy, tyle tylko że musimy jedynie sprawdzić w jakim to jest stanie aby móc na tym polegać gdy epidemia nadejdzie,
       (b) tego co jest absolutnie krytyczne dla przetrwania, albo co dobrze jest zawsze posiadać w swoim domu, albo co i tak normalnie potrzebujemy i używamy, a stąd co powinniśmy zakupić lub zgromadzić natychmiast nie czekając aż zaraza faktycznie wybuchnie, oraz
       (c) to wszystko co jest zbyt drogie lub czego poza epidemią normalnie byśmy nie używali, stąd z nabyciem lub zgromadzeniem czego wstrzymamy się aż do chwili gdy z TV, radia, lub z prasy dowiemy się że zaraza faktycznie już wybuchła.
       Natychmiast też po sporządzeniu tych trzech list, powinniśmy się upewnić aby zgromadzić wszystko to co jest na liście (b). Kiedy bowiem epidemia już wybuchnie, na zdobycie tego może być zbyt późno. Nie trudno zaś wydedukować, że jeśli nadchodząca epidemia faktycznie zdoła zdezorganizować działanie naszej cywilizacji i zastopować dopływ prądu, wody, paliwa, ciepła, oraz działanie sklepów, wówczas więcej ludzi umrze zapewne z powodu głodu, zimna, wycieńczenia organizmów, oraz ataków bandyckich które głód sprowokuje, niż z powodu bezpośredniego ataku wirusa.
* * *
       Jeśli nadchodzącej pladze nie zdołamy zapobiec, zaś UFOnauci przystąpią do jej zaserwowania, wówczas każdy z nas wystawiony będzie na przeżycia i sytuacje których obecnie nawet nie daje się wyobrazić. Dlatego koniecznym jest abyśmy wszyscy na czas owej plagi przyjęli określone zasady których będziemy ściśle przestrzegali. Oto najważniejsze z tych zasad:
       (A) Nie wolno dać UFOnautom się pokonać ani złamać. Znaczy nie wolno dać za wygraną i np. umrzeć. Totalizm wymaga wszakże aby dla niego żyć a nie umierać. Jeśli więc sytuacja spowoduje że popadniemy na duchu, wówczas musimy pamiętać że totalizm domaga się abyśmy dla niego przeżyli ten kolejny kataklizm sprowadzony na nasze głowy przez UFOnautów, zaś po przeżyciu go abyśmy kontynuowali swoją walkę z tymi kosmicznymi najeźdźcami. Musimy wszakże walczyć aż pozrzucamy ich ze swoich grzbietów.
       (B) Podczas zarazy przez cały czas musimy postępować moralnie i ludzko. Przykładowo, bez względu na to jak bardzo byśmy byli głodni, nie wolno nam rabować żywności od tych którzy również jej potrzebują. (Raczej powinniśmy upiec na ogniu i zjeść jakiegoś bezdomnego kota lub psa, czy nawet zjadać ddżownice wykopywane z ziemi, niż odebrać lub wykraść żywność komuś np. słabszemu lub bezradniejszemu od siebie.)
       (C) Bez względu na to jak byśmy się bali zarazy, nie wolno nam pozbawiać opieki, pomocy, jedzenia, napoju, a jeśli dojdzie do tego to również i pochowania, tych naszych najbliższych i kochanych którzy już się zarazili. Tyle tylko, że podczas oddawania im jakiejkolwiek posługi zachowamy wszelkie wymagane środki ostrożności (tj. maska na ustach i nosie, utrzymywanie bezpiecznej odległości, dezynfekcja, fizyczne odseparowanie ich od siebie ścianą lub parawanem, itp.).
       (D) Jeśli przejdziemy grypę i wyzdrowiejemy, wówczas natychmiast po wyzdrowieniu włączymy się aktywnie do przywracania normalności życia. Wszakże po wyzdrownieniu nie możemy już tą samą chorobą zarazić się ponownie. Dlatego jeśli ulegniemy zarażeniu i wyzdrowiejemy, wówczas mamy obowiązek wobec innych ludzi aby powrócić do pracy i zacząć przywracać normalne życie. Jeśli nasza praca jest w jakimś społecznie krytycznym obszarze (np. elektryczność, woda, gaz, handel, szpitale, transport, łączność, radio, itp.) wówczas po powrocie czynimy to co możemy w swoim miejscu pracy i specjalizacji. Jeśli zaś normalnie czynimy coś co jest mało istotne w sytuacji plagi (np. reklamujemy, uczymy, itp.), wówczas na ochotnika powinniśmy się zgłosić do najbliższej krytycznej dla społeczeństwa instytucji której specjalizacja nam odpowiada, oraz dopomóc im w uruchomieniu ich normalnej działalności.
       (E) Jeśli przeżyjemy grypę, pamiętajmy że mamy obowiązek utrwalić w pogrypowym społeczeństwie tradycję mówioną, że to UFOnauci celowo zarazili ludzkość tą morderczą chorobę. Chodzi bowiem o to, że jeśli taka mówiona tradycja o odpowiedzialności UFOnautów za stworzenie tej epidemii grypy zdoła się utrwalić wśród ludzi, wówczas dalsze bezkarne wyniszczanie ludzkości przez UFOnautów stanie się utrudnione. Pamięć owa będzie miała bowiem te same efekty, co zbiorowa pamięć zbrodni Hitlera. A więc wszyscy ludzie będą sobie nawzajem przypominali, że nie wolno przebaczyć UFOnautom takiej zbrodni na ludzkości. Nie wolno im też wybaczyć faktu, że na przekór iż są oni naszymi bliskimi krewniakami z kosmosu, ciągle podrzucili nam aż tak straszliwą plagę. Z kolei takie wzajemne przypominanie sobie tej zbrodni utrwali jej pamięć aż po wsze czasy. Z kolei po owym utrwaleniu ludzie zaczną wówczas patrzeć uważnie UFOnautom na ręce. Ponadto umysły wszystkich ludzi zaczną zrzucać na UFOnautów karmę za tą i inne zbrodnie. Z kolei pamięć zbiorowa takiej zbrodni uniemożliwi UFOnautom nawiązywanie w przyszłości jakichkolwiek "przyjacielskich" stosunków z ludzkością. Nie wspomnę tu już, że gdyby w jakiejś dalekiej przyszłości UFOnauci nagle potrzebowali od nas pomocy, wówczas zbiorowa pamięć ludzka by im przypomniała ową zbrodnię i odpowiednio do niej zareagowała. (Musimy tu pamiętać, że totalizm zabrania wybaczania win, oraz wybaczanie to przyrównuje do "rozdawania jabłek rosnących na cudzym drzewie".)
       Oczywiście, zasad tych jest więcej. Sporo z nich wynika z mechaniki przenoszenia się zarazy, a stąd z wymogów higieny i postępowania jakie od nas to wymusza. Czytelnicy są jednak w stanie samemu wypracować następne takie zasady, lub gdzieś je wyczytać. Na tym zakończę więc niniejsze porady. Po bieżące informacje o przebiegu naszej obrony przed plagą ptasiej grypy oraz walki z atakującymi nas UFOnautami zapraszam do bloga totalizmu o adresie: "totalizm.blox.pl/html" (blog ten opisany jest szerzej w punkcie #H3 niniejszej strony). Zalecam teraz aby natychmiast zabrać się do działania i praktycznie wdrożyć to co wyjaśniłem powyżej!
* * *
       Do powyższego warto też dodać, że w opisany tutaj sposób należy się bronić nie tylko przed nadchodzącą epidemią ptasiej grypy. Praktycznie do każdego kataklizmu zsyłanego nam przez UFOnautów, a więc do tsunami, powodzi, huraganu, tornada, czy trzęsienia ziemi, też należy się przygotować w opisany tutaj sposób. Tyle tylko, że dla kataklizmów niszczących nasze domy, przykładowo dla huraganu czy trzęsienia ziemi, środki przeżycia opisane w (3) powyżej, a także w oddzielnym punkcie #G2, należy trzymać już spakowane w łatwo dostępnym dla nas miejscu i gotowe do natychmiastowego zabrania w chwili zagrożenia. A w dzisiejszej sytuacji globalnego ataku UFOnautów na ludzkość, mogą stać się one nam potrzebne dosłownie w każdej chwili. (Więcej informacji na temat metod naszej obrony przed atakami UFOnautów zestawionych zostało na stronie internetowej podmieńcy.)


#G2. Jakie zapasy ludzie gromadzą dla przetrwania przez naturalną katastrofę (np. przez plagę "ptasiej grypy"):

       W ostatnim tygodniu października 2005 roku w niemal każdej nowozelandzkiej gazecie znaleźć można było porady najróżniejszych ekspertów wyjaśniające jakie zapasy należy sobie przygotować w celu przetrwania przez nadchodzącą epidemię grypy. Chociaż więc w punkcie #G1 tej strony zawarłem wytyczne jak samemu wypracować dla siebie co należy sobie przygotować na czas owej plagi, najlepiej jeśli teraz wspólnie przyjrzymy co inni ludzie sobie przygotowują, lub co radzą innym przygotować (oraz dlaczego właśnie to a nie coś innego). Z kolei przyglądnięcie tego wykazu innych, być może natchnie nas samych na przygotowanie jeszcze czegoś o czym wcześniej zapomnieliśmy, a co może okazać się ważne.
       Warto tu także pamiętać, że przygotowanie np. do nadejścia plagi (zarazy) wcale zbytnio się nie różni od przygotowania się np. do nadejścia tornada, trzęsienia ziemi, czy powodzi. Stąd jeśli raz zrealizujemy opisane tutaj działania, praktycznie przez jakiś czas będziemy też przygotowani na wszystkie inne rodzaje niszczycielskich zjawisk, z jakich uderzeniem w każdym momencie czasu powinniśmy się liczyć w dzisiejszej sytuacji skrytego wyniszczania ludzkości przez UFOnautów.
       Punktem wyjściowym dla owych przygotowań jest kilka założeń z przewidywanego scenariusza zarazy, a także liczebność naszej własnej rodziny. (Wszakże zależnie od tego ilu nas mieszka w jednym domu, oraz jak długo przyjdzie nam przetrwać bez pomocy z zewnątrz, daje się wyliczyć ile nam potrzeba żywności, wody, gazu, paieru toaletowego, itp.) Ogólnie w gazetach i internecie zdaje się panować zgoda, że w przypadku zarazy trzeba się przygotowywać na jakieś 2 miesiące, czyli około 60 dni, całkowitego zamarcia życia publicznego. W przeciągu owych dwóch miesięcy najprawdopodobniej nie będzie nic działało, co znaczy że nie będzie elektryczności, wody, gazu, sklepy i instytucje będą pozamykane, radio ani telewizja nie będą nadawały, itp. Dopiero po upływie owych dwóch miesięcy, wszyscy ci co wcześniej zostali zarażeni i zdołali już wyzdrowieć, zaczną pomału przywracać normalny porządek rzeczy. (Wszakże jeśli ktoś wyzdrowieje z danej choroby, wówczas nie może się nią zarazić już ponownie. Dlatego ci co wyzdrowieli zaczną uruchamiać najważniejsze usługi publiczne, jak elektryczność, wodę, transport, radio, telewizję, sklepy, szpitale, grzebanie zmarłych, itp.) W naszych przygotowaniach powinniśmy więc nastawić się na przetrwanie bez pomocy z zewnątrz przez owe pierwsze około 60 dni zarazy. Oto co inni ludzie gromadzą lub doradzają zgromadzić w celu przetrwania tych pierwszych około 60 dni:
       (1) Fundusze. Należy być przygotowanym, że kiedy epidemia faktycznie wybuchnie, wówczas po pierwsze ludzi oganie panika, po drugie zaś zdarzenia zaczną przebiegać bardzo szybko. Dlatego warto mieć fundusze pod ręką aby szybko dokonać wówczas zakupów tego czego ciągle nam będzie brakowało (najlepiej aby było tego jak najmniej, bo w sklepach będą się wtedy działy drakońskie sceny). Wszakże banki mogą być oblegane, zaś karty kredytowe mogą przestać działać. Suma jaką warto mieć pod ręką na taką ewentualność powinna być rzędu tej wydawanej przez nas co najmniej na miesiąc wyżywienia (a nawet lepiej na dwa miesiące).
       (2) Żywność. Oto rodzaje żywności jakie inni ludzie gromadzą, albo radzą zgromadzić, wyszczególnione w kolejności jej istotności i przydatności (odnotuj że kluczem dla wyboru danego rodzaju żywności w tym przypadku jest jego możliwie najdłuższa żywotność):
       (2a) Ryż. Ze wszystkich rodzajów żywności jakie obecnie można sobie zakupić na wypadek zarazy, ryż zajmuje pierwsze miejsce. Powodem jest zapewne, że jest on relatywnie tani - każdemu daje się więc go zakupić wystarczającą ilość, można go przechowywać dowolnie długo, że można go jeść na wiele sposobów - nawet na surowo, że zastępuje on inne rodzaje żywności, oraz że sam jeden wystarczy do utrzymania nas przy życiu. Ludzie kupują go więc w dużych ilościach, zwykle w 10 lub 20 kg workach. Jeśli się spóźnimy z naszymi zakupami, a stąd ryżu już dla nas zabraknie, wówczas pamiętajmy, że istnieją też inne produkty nieco do ryżu podobne, a więc wszelkie kasze, fasole, a nawet surowe zboża - jak np. jęczmień. Kiedy bowiem zaraza uczyni nas naprawdę głodnymi, wszystko co jadalne a co mamy w domu może nas uratować przed koniecznością wyjścia z domów na ulice i załapania wirusa.
       (2b) Mąka, suche wyroby z mąki, jadalne zboża. Suche wyroby z mąki obejmują makarony, suchary, chrupki, crackers, itp. Z kolei wyroby zbożowe obejmują płatki owsiane, corn flakes, muesli, itp. Te wyroby zawsze są użyteczne w domu. Dają się długo przechowywać. Wiele z nich można zjadać na surowo. Dobrze więc posiadać ich spory zapas. Trzeba jednak pamiętać aby na dodatek do mąki kupić też suszone drożdże oraz proszek do pieczenia. Ponadto osobiście radziłbym zakupić nieco mąki krochmalowej. Ma ona bowiem własności lecznicze - np. leczy biegunki jak to opisane na stronie owoce tropiku. Ponadto jest ona składnikiem "nacierania mąką" opisanego w punkcie #F1 tej strony. Z kolei jej własności lecznicze mogą okazać się wysoce przydatne w sytuacji gdy nasza lodówka ani kuchenka do gotowania mogą już nie pracować.
       (2c) Nabiał - mleko, jajka, sery, itp.. Mleko w proszku będzie nam zastępowało brak prawdziwego mleka gdyż można je długo przechowywać. Jeśli się da, warto też zakupić specjalne mleko w kartonach lub puszkach o długiej żywotności. (Np. mleko "long life - UHT" ma żywotność około połowy roku.) Ser i jajka też mają relatywnie długą żywotność, można więc przygotować sobie ich zapas.
       (2d) Konserwy (mięsne, rybne, owocowe, warzywne). Te zawsze są użyteczne w każdym domu, oraz można je dosyć długo przechowywać. Jeśli więc zakupimy takie ich rodzaje jakie najbardziej lubimy i typowo używamy, wówczas można je zgromadzić ze sporym wyprzedzeniem czasowym. Kupując konserwy warto też pamiętać o ręcznym kluczyku do ich otwierania.
       (2e) Cukry. Oprócz normalnego cukru, dobrze też zgromadzić nieco miodu, czekolady i cukierków.
       (2f) Tłuszcze (olej, margaryna, masło w puszkach, itp.). Konieczne są one dla pieczenia i jako dodatki do potraw.
       (2g) Sól, dodatki, przyprawy, itp.. Dobrze zgromadzić sobie też nieco większy niż normalnie zapas wszystkiego co typowo używamy do sporządzania naszych posiłków, a co daje się nieco dłużej przechowywać, a więc sól, przyprawy, herbatę, kawę, sproszkowaną śmietankę, itp.
       (2h) Suche wędliny oraz długo-trwające warzywa. Niektóre wysuszone wędliny i rodzaje mięsa daje się przechowywać przez wiele miesięcy. Faktycznie też im suchsze się stają tym są smaczniejsze. Istnieją też niektóre rodzaje owoców i warzyw które można przechowywać relatywnie długo. Przykładowo: jabłka, gruszki, cebula, czosnek, dynie, marchewki, ziemniaki, itp.
       (3) Woda i płyny. Z wodą jest dosyć poważny problem. Typowo potrzeba nam bowiem około 2 litry wody na osobę na dzień i to tylko do picia i gotowania (plus dalszą wodę do mycia). Tymczasem wodociągi podczas plagi najprawdopodobniej nie będą działały. Jeśli więc nie mamy ręcznie napędzanej studni w pobliżu naszego domu, musimy zadbać aby zgromadzić jakoś cały ten zapas wody zaraz po wybuchu epidemii, kiedy wodociągi ciągle jeszcze będą działały. Praktycznie to oznacza, że dla 2-osobowej rodziny potrzebujemy zgromadzić w jakichś zakrytych pojemnikach co najmniej 240 litrów wody (tj. odpowiednik jednej pełnej wanny). Aby to uczynić musimy jakoś zakupić:
       (3a) Zamykane pojemniki plastykowe (lub karnistry). Muszą one być wodoszczelne i zamykane. Jeśli się da, to również przeźroczyste. Niestety, odpowiednie do tego celu karnistry zwykle mają tylko 10 litrów pojemności i są dosyć drogie. Normalnie potrzebowalibyśmy ich więc około 24 na małą rodzinę - co byłoby dosyć drogie. Ponadto, karnistrów na wodę praktycznie nie daje się używać do niczego innego oprócz wody. Dlatego znacznie lepiej od owych karnistrów zakupić kilka dużych prostokątnych skrzyń z plastyku o pojemności wystarczającej dla przechowania całego naszego zapasu wody. Skrzynie takie mają dużą pojemność - zwykle ponad 100 litrów jedna. Ponadto normalnie można je używać do przechowywania najróżniejszych drobnych (suchych) rzeczy, a dopiero w krytycznej chwili daje się przełożyć gdzieś ich zawartość zaś je same użyć do zgromadzenia naszego zapasu wody. Podczas ich zakupu trzeba się upewnić aby miały silne rączki ułatwiające ich przenoszenie, oraz hermetyczną pokrywę z pewnym zamknięciem. Nasze zapasy wody należy bowiem chronić przed skażeniem i zapyleniem.
       (4) Paliwo i kuchnia. Podczas plagi musimy być w stanie jakoś gotować naszą żywność. Tymczasem elektrycznośc i gaz najprawdopodobniej zanikną. Jeśli więc nie mamy jakiegoś piecyka do gotowania w domu oraz zapasu paliwa w garażu, lepiej pomyślmy jak i na czym będziemy gotowali. W Nowej Zelandii ludzie w tym celu zwykle zakupują:
       (4a) Przenośną "barbeque" (gazową). Powodem dla jakiego jest to przenośna "barbeque" gazowa, a nie turystyczna kuchenka do gotowania, jest pojemność butli gazowej jakie one używają. "Barbeque" zwykle używają duże butle o wysokiej pojemności, które wystarczają na wiele godzin gotowania. Natomiast turystyczne kuchenki nie są dostosowane do użycia dużej butli. Zwykle wystarczają więc tylko do ugotowania kilku szybkich posiłków. Ponadto taką przenośną "barbeque" możemy potem używać do wielu innych celów, np. latem do gotowania podczas przyjmowania gości w ogrodzie (popularnie również zwanego "barbeque"), a także na piknikach. Kupując barbeque warto jednak pamiętać, że są dwa ich rodzaje. Jedne mają palniki do gotowania niemal identyczne do tych które używamy w naszych kuchniach - i to taką właśnie kupujemy. Istnieją jednak również barbeque które posiadają jedynie tzw. "grill", a stąd NIE nadają się do gotowania potraw (zakup takiej byłby błędem - wszakże można na nich tylko piec mięso).
       (4b) Butle z gazem (lub paliwo). Podczas pierwszych 60 dni plagi, nawet jeśli będziemy gotowali oszczędnie, ciągle zapewne będziemy gotowali przez około 60 godzin. To zaś oznacza że potrzebujemy jednej lub dwóch butli które umożliwią nam zgromadzenie co najmniej 20 kg gazu w płynie (nawet jeśli zaplanujemy gotować bardzo mało, ciągle powinnismy kupić co najmniej 9 kilową butlę). Pamiętajmy też o zapalarce do gazu, lub o zapasie zapałek.
       (5) Środki medyczne i higieny. Niezależnie od zapasu tych środków które używamuy na codzień, w rodzaju pasty i szczoteczek do zębów czy zapasu naszych normalnych medykamentów, warto też dodatkowo zakupić aż kilka ich dalszych rodzajów, np:
       (5a) Środki antygrypowe. Aczkolwiek istnieje mała szansa, że w dzisiejszej sytuacji komukolwiek uda się zakupić owe środki, w chwili obecnej istnieją dwa lekarstwa które uważa się za skuteczne na "ptasią grypę" - jeśli zażyte zostają nie później niż do 48 godzin (tj. 2 dni) od chwili załapania wirusa. Są to: Tamiflu, oraz Relenza. Ponadto, w przypadku kiedy epidemia faktycznie wybuchnie, wszyscy farmaceuci na całym świecie będą usilnie pracowali nad skuteczną szczepionką przeciwko temu wirusowi. Tyle, że takiej szczepionki nie należy się spodziewać wcześniej niż w jakieś pół roku po wybuchu epidemii.
       (5b) Immune boosters. Z opisów zawartych w punktach #E1 i #F1 niniejszej strony powinniśmy wybrać te środki przeciw-grypowe które zamierzamy stosować w razie plagi i możliwie szybko zakupić sobie wymagany ich zapas. Pamiętajmy również, że owe środki są tylko wówczas efektywne, jeśli zażyjemy je nie później niż w około 2 godziny po pojawieniu się pierwszych symptomów grypy. (Przy spóźnionym zażyciu tych lekarstw, grypa już zdoła się wymknąć spod kontroli. Na dodatek, w przypadku ptasiej grypy - która używa naszego własnego systemu immunologicznego do zabijania, spóźnione zażycie tych lekarstw czasami może nawet tylko pogorszyć sytuację.) Powinniśmy więc zawsze lekarstwa te mieć pod ręką.
       (5c) Spirytusy i czysty alkohol. Te będą nam potrzebne do odkażania, odświeżania, zmywania, nacierania, itp. Warto więc wcześniej zakupić sobie ich zapas. Sporo spirytusu używali będziemy podczas epidemii do odkażania, wcale więc nie musi to być drogi spirytus jadalnego typu (może być np. spirytus salicylowy czy nawet denaturat). Dobrze jednak mieć trochę jadalnego spirytusu lub alkoholu, aby w razie potrzeby móc odkazić sobie usta.
       (5d) Dezynfektanty. Będziemy ich potrzebowali sporo. Wszakże podczas plagi powinniśmy systematycznie dezynfekować każdy mebel i sprzęt który zamierzamy użyć. Najczęściej zalecany jest "industrial bleach" (tj. "przemysłowy wybielacz").
       (5e) Maseczki, rękawiczki, ścierki do dezynfektowania, itp.. Tych także dobrze zakupić sobie jakiś zapas z wyprzedzeniem czasowym. Wszakże podczas plagi będziemy czasami zmuszeni wychodzić z domu. Dobrze wówczas zakładać maseczki i jednorazowe rękawiczki.
       (5f) Golarki na żyletki, lub brzytwę plus krem do golenia. Jeśli w rodzinie ktoś zwykle goli się elektryczną maszynką do golenia, wówczas warto też pomyśleć o awaryjnym sposobie golenia na wypadek kiedy zabraknie prądu.
       (6) Cooler. Angielska nazwa "cooler" używana jest do skrzynki wykonanej ze steropianu. W skrzynce tej zawsze otwierana jest najwyższa ścianka, tak że sama skrzynka działa jak rodzaj hermetycznego naczynia które uniemożliwia wypływanie z niego zimnego powietrza. W bardziej eleganckich wersjach, steropian z jakiego wykonane są ścianki tej skrzynki oblany jest jakąś ładną masą plastyczną i zwykle zaopatrzony w rączki do przenoszenia a czasami również i w kółka. Owe eleganckie wesje działają jednak tak samo dobrze jak wersje ze samego steropianu. Tego rodzaju "coolers" doskonale zastępują lodówkę. Jeśli przełoży się do nich żywność która jest już zamrożona, wtedy żywność ta będzie utrzymywała zamrożenie przez kilka tygodni. W tropikalnym Borneo ja zdołałem utrzymać żywność w stanie zamrożonym w takiej właśnie steropianowej skrzynce przez okres niemal dwóch tygodni. Owe "coolers" doskonale mogą więc nam zastąpić lodówkę kiedy nie będzie prądu. Ponadto, jeśli w ich wnętrzu zgromadzimy sobie wszystko co awaryjnie byłoby nam potrzebne na wypadek np. trzęsienia ziemi, powodzi, czy tornada, wówczas otrzymamy nasz własny podręczny zestaw podtrzymania przeżycia gotowy do natychmiastowego użycia w przypadku jakiegoś nagłego kataklizmu i konieczności naszej szybkiej ewakuacji z domu. W dzisiejszych czasach dobrze zaś mieć coś takiego zawsze gotowe pod ręką.
       (7) Awaryjny ekwipunek. Niezależnie od powyższego, aby jakoś sobie radzić kiedy zmuszeni będziemy przetrwać we własnym domu bez światła, wody ani elektryczności, powinniśmy też się upewnić że już posiadamy sprawne, albo też zakupić:
       (7a) Radio na baterie (i/lub telewizor), oraz zapas baterii. Wszkże zechcemy wiedzieć co dzieje się na świecie i kiedy życie zacznie wracać do normy. Oczywiście, gdybyśmy mogli sobie na to pozwolić, wtedy jeszcze lepiej byłoby posiadać również nasz własny przenośny generator elektryczności oraz zapas paliwa. Wszakże wtedy moglibyśmy słuchać normalnego radia, oglądać nasz rodzinny telewizor, oraz używać świateł elektrycznych.
       (7b) Źródło światła (np. latarkę na baterie wraz z zapasem baterii). Warto też zakupić sobie kilka świeczek (i/lub latarnię naftową z zapasem nafty). Wszakże baterie do latarek elektrycznych mają krótką żywotność. Jeśli więc będziemy musieli wykonać coś długotrwałego w nocy, wtedy świeczka lub latarnia naftowa jest lepsza od latarki elektrycznej. (Pamiętajmy jednak również o zapasie zapałek do zapalania owych świeczek lub latarni.) Ponadto np. latarnię naftową możemy potem używać jako element zdobniczy w naszym mieszkaniu.
       (7c) Dużo worków plastykowych, serwetek papierowych, papieru toaletowego, itp. Musimy bowiem pamiętać, że kiedy zabraknie wody, wtedy spłuczki w naszych ubikacjach też nie będą działały. Musimy więc mieć coś aby eliminować domowe odpadki, odświeżać się z braku wody, kichać i wycierać nos, itp.
       (7d) (Warunkowo) Namiot, materac, śpiwór, itp.. Podczas plagi może się zdarzyć, że z jakichś powodów (np. braku żywności, smrodu rozkładających się ciał, lub naszego bezpieczeństwa) będziemy zmuszeni aby opuścić miasto. Jeśli więc dopuścimy do siebie taką ewentualność, wtedy dobrze też rozważyć czy nie będzie nam potrzebne coś do spania i poruszania się poza miastem, a więc namiot, materac, śpiwór, plecak, mocne buty, mapy, itp.
       (8) Żywność dla stworzeń jakie posiadamy. Musimy także pamiętać o naszych zwierzętach (tj. o kotach, psach, kanarkach, kozach, krowach, świniach, itp.). Jeśli bowiem nie przygotujemy dla nich żywności na czasokres całej zarazy, wówczas niemal na pewno je utracimy. Żywność dla zwierząt jest bowiem ostatnią rzeczą, o dostarczeniu której podczas zarazy ktokolwiek będzie pamiętał. Faktycznie też wiele krajów posiadających jakieś rzadkie i cenne zwierzęta, już przygotowało na czas zarazy plan jak zabezpieczyć ich przetrwanie nawet kiedy całe życie zamrze. Wyliczmy więc ile i czego potrzebujemy dla swoich zwierząt na czas zarazy i zgromadźmy to już wcześniej w wystarczającym zapasie.
* * *
       Na zakończenie tego punktu chciałbym przypomnieć, że niezależnie od powyższego przygotowywania się na nadejście tej zarazy, powinniśmy również uczynić wszystko co w naszej mocy aby dopomóc w zapobiegnięciu wybuchowi owej plagi. To zaś oznacza, że nawet jeśli osobiście nie wierzymy w metody zapobiegania i obrony opisane w punkcie #G1 tej strony, ciągle powinniśmy je realizować kiedy tylko mamy ku temu okazję, choćby tylko "tak na wszelki wypadek", oraz ponieważ ich zrealizowanie nic nas nie kosztuje a jednocześnie może nam pomóc.


Część #H: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      


#H1. Podsumowanie tej strony:

       Jeśli się analizuje sposoby działania Boga opisane np. na totaliztycznych stronach god_pl.htm, czy god_proof_pl.htm, wówczas uderza w oczy, że Bóg respektuje ludzi którzy są przygotowani. Dlatego jeśli Bóg w swojej nieskończonej mądrości jest zmuszony aby uderzyć, wówczas typowo Bóg uderza zgodnie z "Zasadą Kontradykcji". Znaczy, albo uderza tym na co właśnie NIE jesteśmy przygotowani, albo też tym czego zaserwowania właśnie nam wcale się NIE spodziewamy. Z tego powodu, jednym ze sposobów skutecznego zapobiegania określonych nieszczęść jest staranne przygotowanie się na ich przybycie. Owo przygotowanie się działa bowiem w myśl ogólnie rozumianej Zasady Rzymian, twierdzącej że "jeśli chcesz pokoju, wówczas przygotuj się do wojny".


#H2. Inne pokrewne strony które opisują i wyjaśniają skryte metody atakowania ludzkości przez UFOnautów:

       Tych z czytelników, których przekonały zaprezentowane tutaj informacje na temat ataku broni biologicznej UFOnautów na ludzkość, chciałbym poinformować, że istnieje strona internetowa wyjaśniająca obrazowo jak to się stało że UFOnauci są aż tak szatańscy jacy faktycznie są. Stronę tą można wywoływać za pośrednictwem "Menu 2" i "Menu 4", gdzie występuje ona pod nazwą "zło". Strona "podmieńcy" wyjaśnia, że owi bliscy krewniacy ludzkości celowo podszywają się pod ludzi aby tym lepiej utrzymywać nas w zniewoleniu. Ponieważ jednak są oni niemal identyczni do nas, bez poznania po czym daje się ich odróżniać od siebie, normalnie nie jest się w stanie rozpoznać który z nich zagnieździł się w naszym otoczeniu. Strona "podmieńcy" wyjaśnia też cechy po jakich daje się rozpoznać owych "UFOnautów-podmieńców". Z kolei inna strona o nazwie "ludobójcy" podsumowuje najważniejsze sposoby mordowania ludzi przez UFOnautów jakie ostatnio UFOnauci użyli na Ziemi. Strona "uzdrawianie" opisuje naturalne metody folklorystycznego leczenia gryp i innych chróbsk. Następna strona poświęcona jest opisowi szokującej zbrodni UFOnautów, czyli tsunami i trzęsienia ziemi technicznie zaindukowanych przez UFOnautów w dniu 26 grudnia 2004 roku. Stronę tą też można wywoływać za pośrednictwem "Menu 2" i "Menu 4", gdzie występuje pod nazwą "26ty dzień". Dwie kolejne strony o nazwach "WTC" i "Columbia" ujawniają, że UFOnauci skrycie odparowali również budynki WTC w Nowym Jorku, oraz strącili na Ziemię amerykański prom kosmiczny Columbia. Strona "huragany" wyjaśnia jak UFOnauci wyniszczają ludzkość poprzez technicznie indukowane huragany i tajfuny. Opisuje ona również mechanizm huraganów i tajfunów. Jeszcze inna strona o nazwie "tornado" opisuje jak UFOnauci niszczą ludzkość poprzez techniczne indukowanie morderczych tornad. Kolejna strona o "UFO-chmurach" opisuje relatywnie częsty sposób ukrywania się wehikułów UFO przed wzrokiem ludzi. Wygląd, filozofia, oraz szatańska działalność UFOnautów na Ziemi opisane są na stronie "UFOnauci". Ponadto czytelników może też zainteresować strona poświęcona interpretacjom zdjęć UFO, a także zdjęć tych kosmitów. Jeszcze inna strona o chińskim sejsmografie działającym na zasadzie energii "chi" (również dostępna poprzez Menu 2" i Menu 4") wyjaśnia że od niemal 2000 lat znane jest ludziom urządzenie techniczne, które ostrzega o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długo zanim owo trzęsienie ziemi zdoła do nas dotrzeć. Jednak UFOnauci blokują zbudowanie tego urządzenia. Wszakże nie byliby wówczas w stanie nas już tak łatwo niszczyć i mordować. Strona lepsza ludzkość wskazuje nam jak możemy stopniowo naprawiać i eliminować zło sprowadzane na nas przez UFOnautów, aby w końcu móc całkowicie usunąć te szatańskie istoty z Ziemi.


#H3. Proponuję okresowo powracać na niniejszą stronę po dalsze informacje o toczącej się właśnie "wojnie biologicznej" z UFOnautami:

       W celu śledzenia jak będzie się rozwijała nasza obrona przed opisywanym tutaj biologicznym atakiem UFOnautów na ludzkość, warto okresowo powracać do niniejszej strony. Z definicji strona ta będzie bowiem podlegała dalszemu udoskonalaniu i poszerzeniom, w miarę jak nowy rozwój wypadków na Ziemi, a także następna fala morderczych posunięć UFOnautów, zaawansowwywała będzie ten skryty sposób wyniszczenia ludzkości. Warto także okresowo sprawdzać blog totalizmu o adresie totalizm.blox.pl/html (z dwoma lustrzamymi kopiami dostępnymi pod adresami totalizm.republika.pl i energia.sl.pl/news). Na blogu tym bowiem wiele zdarzeń omawianych na tej stronie naświetlane jest dodatkowymi informacjami spisywanymi w miarę jak zdarzenia te się rozwijają przed naszymi oczami.
       Odnotuj, że czytelnicy mogą sobie załadować do własnego komputera replikę niniejszej strony internetowej, tak jak to zostało wyjaśnione na stronach FAQ - częste pytania lub replikuj dostępnych przez "Menu 1" i "Menu 2". (Aby sobie załadować tą replikę, wystarczy w "Menu 1" kliknąć na pozycję źródłowa replika tej strony. Odnotuj jednak, iż jeśli po takim kliknięciu replika się sama nie załaduje, to zapewne oznacza że albo na danym serwerze/witrynie replika ta NIE mogła zostać udostępniona zainteresowanym np. z powodu ograniczeń pamięci serwera, albo też że UFOnauci właśnie zasabotażowali możliwość jej sprowadzania. W takim wypadku należy zmienić serwer używając adresów podanych w "Menu 4" lub "Menu 3", a następnie spróbować replikę tą załadować sobie z następnego serwera.)
* * *
If you prefer to read in English
click on the flag

(Jeśli preferujesz język angielski
kliknij na poniższą flagę)



Data założenia tej strony internetowej: 21 października 2005 roku.
Data jej najnowszego aktualizowania: 3 maja 2009 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)